fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Thriller na czas kryzysu

Tom Tykwer na planie "The International"
UIP
Niemiecki reżyser Tom Tykwer opowiada "Rz" o swoim najnowszym filmie "The International", w którym ukazuje machinacje wielkiej korporacji bankowej
[b]W "The International" sprzeciwia się pan globalnej gospodarce. A co pan sądzi o globalnej kulturze?[/b]
[b]Tom Tykwer:[/b] To złożony problem. Świat się skurczył, uprościł się obieg nie tylko informacji, lecz również sztuki. Spotkania różnych kultur mogą doprowadzić do pięknego współistnienia. Mi to się podoba. Proszę pamiętać, że wychowałem się w Berlinie, za murem. Poznałem uczucie izolacji i braku wolności. Jestem więc tą nową wolnością zachwycony. Jednak z drugiej strony rynek filmowy uniformizuje się i pozostaje pod kontrolą najpotężniejszych graczy. Głównie zresztą hollywoodzkich. [b]W ostatnim okresie za amerykańskie pieniądze kręcili filmy Wong Karwai, Bertrand Tavernier, Lucas Moodysson. Pana "The International" też powstał w wielkim studiu. Czy pracując dla Hollywoodu, można zachować twórczą niezależność?[/b]
Wiem, że Bertrand Tavernier miał ze swoim "Electric Mist" kłopoty. W efekcie powstały dwie wersje filmu: amerykańska i europejska. Ja zrobiłem "The International" dokładnie tak, jak chciałem. Nikt nie próbował wpływać na moje decyzje obsadowe ani zmieniać zakończenia. Myślę, że spotkałem w Sony ludzi, którzy kochają dobre kino. Producenci z wielkich studiów wiedzą, że muszą przygotowywać filmową konfekcję, która sprzeda się na wszystkich rynkach. Ale czasem zwracają się do takich facetów jak ja czy Moodysson, żeby zrobili coś bardziej oryginalnego i ekscentrycznego. Wcale nie z miłości do sztuki. Oni po prostu zdają sobie sprawę, że jest również rynek niszowy, czekający na inny rodzaj kina. Nie chcą z niego rezygnować bez walki. [b]"The International" jest gdzieś w połowie drogi między kinem artystycznym a kinem akcji.[/b] Widzowie kochający Van Damme'a przyzwyczajeni są do obrazów z szybką akcją i niewielką ilością dialogów. Ja takiego stylu nie akceptuję. Po trzech kwadransach oglądania jest mi już wszystko jedno, czy na ekranie coś wybuchnie albo czy dojdzie do kolejnej strzelaniny. W "The International" akcja toczy się dość wartko, ale do przodu posuwają ją głównie dialogi. [b]Pana film porównywany jest do kina politycznego z lat 70., takiego jak "Rozmowa" Francisa Coppoli, "Francuski łącznik" Williama Friedkina czy "Maratończyk" Johna Schlesingera[/b]. Wzorowałem się na tych obrazach i porównanie "The International" z nimi jest dla mnie zaszczytem. Myślę, że coraz bardziej za takimi filmami tęsknimy. Ostatnio w podobnym stylu powstało kilka tytułów, z których najciekawsza wydaje mi się "Syriana" Stephena Gagena. Ale nawet serie w rodzaju Bourne'a czy Bonda powoli zaczynają podążać w tym samym kierunku. [b]Opowiadając o machinacjach wielkiego banku, "The International" staje się głosem o obecnym ogólnoświatowym kryzysie spowodowanym przez instytucje finansowe.[/b] To absolutny przypadek. Scenariusz "The International" dostałem sześć lat temu. Wydał mi się interesujący, choć miałem wiele uwag. Historia korupcji została zainspirowana dramatycznymi wydarzeniami, jakie ćwierć wieku temu towarzyszyły upadkowi pakistańskiego banku w Karaczi. Scenarzysta Eric Singer przywiązuje ogromną wagę do prac dokumentacyjnych. Prześledził tamten przypadek, ale również kilka innych afer. Chciałem przenieść akcję w czasy współczesne. Producenci zgodzili się. I nagle okazało się, że film jest trochę jak z pierwszych stron gazet. [b]To pana zaskoczyło?[/b] I tak, i nie. Nie, bo eksperci zapowiadali recesję od co najmniej 20 lat. Wszyscy byli świadomi, że kryzys nadejdzie, tylko nikt nie wiedział kiedy. Dlatego zdziwienie, które okazują niektórzy politycy, wydaje się śmieszne. A tak, bo przecież gdy zaczynaliśmy kręcić ten film, chcieliśmy zrobić thriller. Dzisiaj wielu widzów odbiera go niemal jak kino polityczne. [b]Chyba się pan nie dziwi?[/b] Nie. Choć wolałbym uniknąć wpisywania "The International" w jakąś ideologię. To prawda, w filmie przestrzegam przed systemem globalnej gospodarki rodzącej rozmaite wynaturzenia. Próbuję uzmysłowić widzom, że w dzisiejszym świecie istnieją wielkie organizacje finansowe, które kontrolują wszystko, mają wpływ na politykę, gospodarkę i życie każdego z nas. Ale przecież nie chcę powiedzieć, że każdy bank to zło. Zwłaszcza że wszyscy przez lata ten system wspieraliśmy. [b]Bohater filmu ściga szefa wielkiego banku, jednak zdaje sobie sprawę, że wymierzenie sprawiedliwości jednemu człowiekowi niewiele zmieni.[/b] I to mi się w scenariuszu najbardziej podobało. "The International" wymyka się schematom. Im bardziej bohaterowie zbliżają się do prawdy, tym bardziej czują się zagubieni. W hollywoodzkim obrazie byłoby to niemożliwe. Co więcej, agent zakochałby się w pomagającej mu prawniczce. My wyszliśmy z założenia, że ludzie około czterdziestki nie tracą głowy dla każdego napotkanego człowieka. [b]Mówimy o kryzysie banków i gospodarki. A co z kinem?[/b] W kryzysie kino kwitnie, bo film oferuje ucieczkę od rzeczywistości. Nawet jeśli opowiada o rzeczach nieprzyjemnych, działa często jak szczepionka. [ramka]Tom Tykwer Urodził się 25 maja 1965 r. w Wuppertalu. Jako reżyser zadebiutował w 1988 roku filmem „Biegnij, Lola, biegnij". Jest też twórcą „Księżniczki i wojownika", „Nieba" (na podstawie scenariusza Krzysztofa Piesiewicza), „Pachnidła". [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA