fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Było miło, choć nie przeceniamy sukcesu

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
- Liczyliśmy, że ostatni pucharowy weekend może być dla nas miły - mówi w rozmowie z "Rz" trener reprezentacji polskich skoczków Łukasz Kruczek
[b]Rz: Dwa drugie miejsca Adama Małysza i świetny występ drużyny, która w Planicy uległa tylko Norwegii, musiały zrobić wrażenie na rywalach...[/b]
Łukasz Kruczek: Zrobiły i gratulacjom nie było końca. Tym razem dopisało nam szczęście, którego zabrakło w innych konkursach. Mamy tego świadomość, więc nie przeceniamy sukcesu, ale liczyliśmy, że ostatni pucharowy weekend może być dla nas miły. Na koniec sezonu każdy z naszych zawodników spisywał się bardzo dobrze. Austriacy wcześniej wygrali, co mieli do wygrania, więc w Planicy trochę brakowało im motywacji. Gregor Schlierenzauer bardzo się starał, wygrał przecież piątkowy konkurs indywidualny, ale później już tak daleko nie latał. [b]Pojawiły się głosy, że atmosfera w austriackiej ekipie nie jest najlepsza...[/b]
Nic mi o tym nie wiadomo. Zresztą nie patrzymy na innych, zajmujemy się sobą. Austriacy nie mają powodów do konfliktów, bo to był przecież ich sezon, choć nie ustrzegli się kilku wpadek. Tak naprawdę niezadowolony może być tylko mistrz olimpijski z Turynu Thomas Morgenstern, który postawił wszystko na jedną kartę i przygotowywał się przede wszystkim pod kątem mistrzostw w Libercu, które mu nie wyszły. W jeszcze gorszej sytuacji jest Andreas Kofler, srebrny medalista igrzysk, który stracił miejsce w ekipie. [b]Najlepsi austriaccy skoczkowie trenują w klubach. W reprezentacyjnym gronie spotykają się dopiero z okazji zawodów. Może to jest sposób na dobre skakanie?[/b] Finowie mają podobny model zakładający indywidualny trening w klubach, ale nie wszyscy idą tą drogą. Każdy ma swoją receptę na sukces. [b]W przyszłym sezonie wraca Janne Ahonen, o miejsce w drużynie fińskiej walczył też będzie Janne Happonen. [/b] Z powrotami różnie bywa. Nie jest łatwo wrócić w wielkim stylu. [b]Kiedy Adam Małysz zadzwonił w styczniu do Hannu Lepistoe, prosząc o pomoc, wydawało się, że może to rozsadzić polską grupę. Nie miał pan takich obaw?[/b] Każdy miał, ale na szczęście ten układ jest zdrowy, a sytuacja w miarę klarowna. [b]Lepistoe zajmuje się teraz tylko Małyszem, ale czy nie rozmawia pan z Finem o innych skoczkach?[/b] Rozmawiamy o sprzęcie, o tym, w jakim kierunku idą skoki, ale nie o zawodnikach. [b]A w jakim kierunki idą skoki?[/b] Myślę, że po igrzyskach będą spore zmiany. Na pewno coś trzeba zrobić z wiatrem. Nie może być tak, że nieznaczna zmiana warunków wywraca wyniki do góry nogami. [b]Wiatr przecież wiał zawsze, ale nikt o nim tyle nie mówił...[/b] To kwestia ewolucji sprzętowej. Teraz skoczkowie potrafią wykorzystać nawet niewielki podmuch. Osobna sprawa to dyktat telewizyjny. Od lat wiadomo, że w Planicy do 10 – 10.30 jest cisza i można skakać bez problemów, ale skaczemy, gdy zaczyna wiać. [b]Kto oprócz czwórki, która skakała w Planicy, może się włączyć do walki o miejsce w ekipie olimpijskiej?[/b] Igrzyska dopiero za rok, nie ma sensu wybiegać tak daleko w przyszłość. Wiem, że forma musi przyjść znacznie wcześniej niż w tym, ale z ogłoszeniem składu będę zwlekał do ostatniej chwili. Ta czwórka, którą oglądaliśmy w Planicy, powinna jednak dać sobie radę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA