fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Ci uwodzicielscy terroryści

Lata 70. w Niemczech były okresem burzliwych protestów ulicznych
VIVARTO
"Baader Meinhof" na polskich ekranach. Film nie zdobył Oscara ani pieniędzy, na które liczono. Jednak przejdzie do historii, bo opowiada o niezwykłym okresie w powojennych Niemczech
[b][link=http://www.rp.pl/galeria/9146,6,277816.html" "target=_blank]Obejrzyj galerię fotosów[/link][/b]
Najdroższy niemiecki film w historii (kosztował 20 mln euro) opowiada o grupie terrorystów Frakcji Czerwonej Armii (RAF), która przez dziesięć lat trzymała w szachu Republikę Federalną Niemiec i która żyje nadal w pamięci całego pokolenia '68. Zmieniło ono oblicze Niemiec, zadawało oskarżycielskie pytania rodzicom, którzy dali się uwieść Hitlerowi. RAF wyrosła z tego pokolenia, z rebelii przeciw postnazistowskiej RFN, ze sprzeciwu wobec wojny w Wietnamie, z buntu przeciwko kapitalizmowi i imperializmowi. Na świecie był to czas rewolucji obyczajowej, dzieci kwiatów, narkotycznych eksperymentów i poszukiwania sensu życia w dalekich Indiach. Jednak tylko w Niemczech ten czas pokoleniowej konfrontacji przybrał tak ekstremalne formy, zagrażając młodej niemieckiej powojennej demokracji. Dlaczego? Bo część pokolenia '68 dała się uwieść terrorystom RAF. Na pogrzebie Ulriki Meinhof były tłumy, a groby terrorystów do dzisiaj toną w kwiatach.
Tego wszystkiego w filmie nie zobaczymy. Reżyser Uli Edel wybrał drogę, którą narzucił scenarzysta Bernd Eichinger korzystający z bestsellera Stefa na Austa "Baader Meinhof Kom plex". Książka opowiada o RAF z detalami, w których giną analizy tła społeczno-politycznego, bezprecedensowego w niemieckiej historii zjawiska, jakim był RAF. Nie przypadkiem opatrzył swe dzieło tytułem "Baader Meinhof Komple". Kompleks występuje nie tyle jako kategoria psychologiczna, lecz wskazuje na całościowe przedstawienie wstrząsających wydarzeń. Kto nie zna podstawowych faktów o RAF, łatwo się pogubi w trwającej dwie i pół godziny serii napadów, strzelanin, masakr, uprowadzeń i – zdaniem wielu – niewyjaśnionych do końca zdarzeń towarzyszących samobójczej śmierci bohaterów filmu: Andreasa Baadera, Gudrun Ensslin, Ulriki Meinhof, Holgera Mainsa i Jana-Carla Raspe. Przedstawiliśmy wydarzenia tak autentycznie, jak tylko się dało – zapewniał Bernd Eichinger. Uważny widz doceni spójność fabuły i da się wciągnąć w zawiłości dziesięciu lat niemieckiej historii. Zaczyna się idyllicznymi scenami na plaży, kończy śmiercią terrorystów i egzekucją uprowadzonego przemysłowca Hansa-Martina Schleyera. "Jak w greckiej tragedii, tylko że wszystko jest gorzką prawdą" – pisał kilka miesięcy temu "Der Stern". Inni recenzenci doszukiwali się politycznego przesłania filmu "otwartego na wszystkie strony". "Gdy ogarnięty kryzysem finansowym światowy kapitalizm znajduje się na kolanach, niemieckie kino świętuje jego zwycięstwo" – pisał "Der Spiegel", sprowadzając wymowę filmu do tryumfu kapitalistycznego państwa prawa nad terrorystami i ich rewolucyjną retoryką. Bettina Röhl, córka Ulriki Meinhof, oskarżyła nawet twórców filmu o gloryfikację terrorystów. – To pomnik wystawiony Baaderowi i Meinhof – udowadniała Röhl, która nigdy nie wybaczyła matce będącej głównym ideologiem RAF, że straciła poczucie rzeczywistości i rzuciła się w wir akcji terrorystycznych. I tego, że zachwyciła się Andresem Baaderem, prostym facetem, który lubił mocne życie, pieniądze i szybkie samochody, a rewolucyjne slogany służyły mu za parawan. Takie oceny filmu możliwe są tylko w Niemczech. Pamięć o RAF nigdy tu nie wybladła. Cztery lata temu furorę zrobiła wystawa sztuki związanej z RAF. Kolejne pokolenie terrorystów RAF działało aż do 1998 roku, a w ostatnich dwóch latach całe Niemcy dyskutowały, czy tym, którzy odsiadywali jeszcze wyroki, należy darować resztę kary. Patrząc z polskiej perspektywy, nietrudno dojść do wniosku, że akcje RAF były emanacją niemieckiej mentalności, której nie-obca jest skłonność do perfekcji i wynikającej z tego chorobliwej nadgorliwości w rozwiązywaniu problemów. Nie przypadkiem historyk Aly Götz zatytułował wydaną rok temu książkę o pokoleniu '68 "Unser Kampf 1968 – ein irritierter Blick zurück" (Nasza walka 1968 – gniewne spojrzenie w przeszłość). Nawiązał tym samym do "Mein Kampf" znanego wszystkim autora.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA