fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Jak podnieść się z rynsztoka

Mickey Rourke na festiwalu w Wenecji
AFP
Występ Mickeya Rourke'a we wchodzącym jutro do kin „Zapaśniku” jest najbardziej spektakularnym powrotem w historii kina. Od dna odbijali się także John Travolta, Nick Nolte i Al Pacino. Jednak znacznie więcej gwiazd przegrywa walkę z używkami i popada w zapomnienie.
Kto dziś pamięta Dennisa Hoppera? Wyreżyserował „Swobodnego jeźdźca” — jeden z najważniejszych kontrkulturowych filmów przełomu lat 60. i 70.? Grał u Francisa F. Coppoli, Davida Lyncha. Dziś u markowych reżyserów pojawia się sporadycznie. Częściej jego występy można zobaczyć w marnych produkcjach, które trafiają tylko na DVD. Nie przykładał się do kariery. Wolał zabawę, alkohol, narkotyki. Sam siebie zawsze postrzegał bardziej jako artystę plastyka niż aktora.
Od czasu problemów z realizacją „Wodnego świata” gaśnie także kariera Kevina Costnera. Na przełomie lat 80. i 90. był popularnym gwiazdorem i uznanym reżyserem („Tańczący z wilkami”). Dziś naraża się na śmieszność, grając w kuriozalnych thrillerach („Mr. Brooks”), filmach science fiction („Wysłannik przyszłości”) lub kiczowatych melodramatach („List w butelce”). Fatalnie wiedzie się Charliemu Sheenowi. W latach 80. był nadzieją Hollywood. Występował wówczas w głównych rolach u Olivera Stone'a („Pluton” i „Wall Street”), ale talent zmarnował przez narkotyki. Obecnie pojawia się w sitcomach i kolejnych częściach „Strasznego filmu”. Do listy sławnych przegranych i skazanych na zapomnienie można jeszcze dopisać m.in. Christiana Slatera (też uzależniony od narkotyków) i Winonę Ryder (problemy z kleptomanią). To zestawienie można ciągnąć bez końca.
Jednak niektóre gwiazdy są w stanie podnieść się z upadku i wrócić na szczyt. [srodtytul]Kłopoty gwiazdy ery disco[/srodtytul] Przed Mickeyem Rourkiem najbardziej imponujący come back miał John Travolta. Jako Tony Manero z „Gorączki sobotniej nocy” stał się pod koniec lat 70. symbolem męskiego seksapilu. Zachwycał tańcem na parkiecie. Idealnie nadawał się na gwiazdora epoki, w której panował dyskotekowy szał. Kilka lat później, gdy taneczna moda minęła, Travolta z trudem zdobywał angaż w filmach. Nie skończył z aktorstwem chyba tylko dlatego, że w końcu dostał rolę sympatycznego taksówkarza w kasowym cyklu komedii „I kto to mówi” (1988). Jednak branża zapomniałaby o nim, gdyby nie Quentin Tarantino. To on zaryzykował i powierzył Travolcie rolę gangstera Vincenta Vegi w „Pulp Fiction” (1994). Za występ upadły gwiazdor zainkasował zaledwie 140 tysięcy dolarów, ale brawurowa kreacja przywróciła jego karierze blask. Krytycy i widzowie byli zachwyceni jego tańcem z Umą Thurman, luzem, ironią. Odtąd Travolta mógł żądać kilkunastu milionów dolarów za rolę. [srodtytul]Niegrzeczny chłopiec pije na umór[/srodtytul] Z tarapatów wydobył się także Nick Nolte. W 1976 roku obsadzono go w serialu „Pogoda dla bogaczy” w roli Toma Jordache’a. Odniósł zawrotny sukces. Zdobył nominację do Złotego Globu, ale przede wszystkim zyskał uwielbienie kobiet. W następnej dekadzie podbił również kino („48 godzin” z 1982 roku). Media ekscytowały się jego wizerunkiem „niegrzecznego chłopca Hollywood”, outsidera, który nie przejmuje się opinią playboya. Tyle że w istocie Nolte miał poważne problemy. Pił na umór. W końcu usłyszał cierpkie słowa od samej Katharine Hepburn: „Słyszałam, że musisz zaliczyć wszystkie rynsztoki w mieście”. Odparował: „Jeszcze kilka mi zostało”. Ale po latach zaczął chodzić na spotkania Anonimowych Alkoholików. Trzeźwy i w pełni formy efektownie wkroczył w lata 90. Zebrał znakomite recenzje za kreację tchórzliwego adwokata w „Przylądku strachu” Martina Scorsese i otrzymał nominację do Oscara za występ w „Księciu przypływów”, gdzie partnerował Barbarze Streisand (1991). [srodtytul]Zniknięcie z Hollywood [/srodtytul] Alkohol o mało nie zniszczył kariery Ala Pacino. Zaczęło się w latach 70. od drinków do obiadu. Jednak wyczerpany intensywną pracą aktor (m.in. kolejne części „Ojca Chrzestnego”, „Pieskie popołudnie”) sięgał po coraz mocniejsze trunki. Wkrótce „znalazł się na krawędzi życia”, jak wspominał po latach w wywiadach. Po klapie „Rewolucji” (1985) Pacino zniknął z Hollywood w latach 1986-1988. Agent aktora odrzucał w tym czasie wszystkie scenariusze, tłumacząc, że klient nie jest zainteresowany rolami. W istocie gwiazdor nie wychodził z alkoholowych ciągów. Na terapię namówili go w końcu przyjaciele. Pacino wrócił do kina jako detektyw Frank Keller w thrillerze „Morze miłości” (1989). Trzy lata później odebrał pierwszego w karierze Oscara za rolę niewidomego pułkownika armii amerykańskiej Franka Slade'a w „Zapachu kobiety”.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA