fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Małżeństwo z męską metką

Rzeczpospolita, Tomasz Wawer Tom Tomasz Wawer
Nazwisko jest ważnym elementem tożsamości – tak twierdzą socjologowie. Jeśli tak, to większość polskich żon nie ma własnej. Decyduje za nie siła tradycji
Ten nowy człon twojego nazwiska to po mężu? – zapytał znajomy, który jeszcze niedawno znał mnie jako Redlińską. – Nie, to nasz wspólny człon. Biorąc ślub, oboje z mężem dodaliśmy go do swoich nazwisk – wyjaśniłam. Znajomy, podobnie jak i inni, zareagował zdziwieniem. Gdybym umiała czytać w ich myślach, pewnie okazałoby się, że tkwi w nich głębokie przeświadczenie o tym, że kobieta w momencie zmiany stanu cywilnego powinna zmienić nazwisko. Oczywiście na nazwisko męża. Dlaczego? Ponieważ taka jest siła tradycji – słyszałam.
Rezygnacja ze swojego nazwiska byłaby dla mnie równoznaczna z wyrzeczeniem się ważnego kawałka mnie samej (nie dlatego, że tym samym przestałabym być kojarzona ze swoim słynnym stryjem Edwardem, autorem „Konopielki”). Przez prawie 30 lat bardzo się ze swoim nazwiskiem zżyłam. Zdecydowaliśmy się z narzeczonym na rozwiązanie kompromisowe. Kiedy zaczęłam bliżej interesować się tematem, okazało się, że jesteśmy w tym „dziwni”. [wyimek]Jeśli kobiety decydują się na pozostawienie rodowego nazwiska, to najczęściej „robią to dla taty”[/wyimek]
[srodtytul]Panieńskie jest w niełasce [/srodtytul] – Najrzadziej zdarzają się przypadki przyjęcia przez męża nazwiska żony. Choć i tak panowie wolą to niż dodanie do swojego nazwiska drugiego członu – tłumaczy Edmund Olczak, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Krakowie. – Najczęściej kobiety przyjmują nazwisko męża – kontynuuje. – Drugim pod względem powszechności rozwiązaniem jest dodanie przez panie członu nazwiska męża. Rzadko pozostają przy swoim. Gdzie jak gdzie, ale w dużym mieście powinno być widać zmianę obyczajowości. Czy zjawisko promowania przez kobiety swojego panieńskiego nazwiska narasta? – Nie prowadzimy statystyk na ten temat, ale niczego takiego nie zauważyłem – odpowiada kierownik Olczak. – Na 4 tysiące ślubów rocznie ok. 10 proc. pań decyduje się na nazwisko dwuczłonowe. Pamiętam zaledwie kilka przypadków, kiedy kobieta pozostała przy swoim nazwisku – szacuje Krzysztof Konarski z poznańskiego urzędu stanu cywilnego. – Nie zauważyłem, by zmieniała się dynamika tych zjawisk. Są one raczej na stałym poziomie – dodaje. – Na nietradycyjne rozwiązania decydują się raczej kobiety w dojrzałe, po 35. roku życia, te, które mają już wypracowaną swoją pozycję zawodową. Często panie wykonujące zawód prawnika lub lekarza. [srodtytul]Jeśli mąż brzydko się nazywa[/srodtytul] Na portalach dla nowożeńców dominuje raczej tradycyjny sposób myślenia. „Co innego jak wychodzi za mąż jakaś znana aktorka, piosenkarka – pisze na forum lothinel. – Albo jeśli nazwisko męża jest po prostu brzydkie. W innych, takich normalnych sytuacjach oczywiste jest dla mnie, że przyjmuje się nazwisko męża”. „Ja przyjęłam nazwisko męża. Dwa brzmiałyby pretensjonalnie” – tłumaczy z kolei aurora-83. Urzędnicy dodają, że nazwisko dwuczłonowe jest niepraktyczne. Za długie, co sprawia, że częściej popełnia się błędy w jego pisowni. A to staje się źródłem problemów. Może niepotrzebnie się upieram? Inne kobiety nie muszą być przywiązane do swojego nazwiska tak bardzo jak ja. Z drugiej strony, gdyby to, jak się nazywamy, nie miało żadnego znaczenia, mężczyźni bez problemu przyjmowaliby nazwiska żon. A może, paradoksalnie, obojętne jest to głównie dla kobiet? Choć w żadnym z naukowych opracowań dotyczącym różnicy płci nie spotkałam się z podobną teorią. [srodtytul]Robię to dla taty[/srodtytul] Dr Mirosław Boruta z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, zajmujący się socjologią nazwiska, przyznaje, że to temat dotychczas mało eksploatowany przez naukę. – O tyle to dziwne, że nazwisko jest dla dużej części z nas wartością, tak samo ważną dla kobiet jak dla mężczyzn – tłumaczy. Dr Boruta porównuje je do znaku firmowego. Dodanie nazwiska małżonka do swojego ma wymiar symboliczny. Oznacza przynależność do obydwu rodzin. Zbierając materiały do swojej książki „Nazwisko. Tożsamość i więzi społeczne”, zauważył, że jeśli kobiety decydują się na pozostawienie rodowego nazwiska, to najczęściej „robią to dla taty”. Tłumaczą, że podziwiają go, choćby ze względu na to, że jest znanym sportowcem. Motywacją bywa też chęć upamiętnienia bohaterskich czynów przodków, na przykład dziadka, który walczył pod Monte Cassino. Zdaniem psycholożki Joanny Roszak ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej pozostawanie przez kobiety przy swoim nazwisku jest wyrazem aktualnych przemian w podejściu do konstruowania ról płciowych. – Kobieta nie definiuje się już tylko przez bycie czyjąś żoną, w pewnym sensie czyjąś własnością, ale zachowuje odrębną tożsamość w swoim związku. Pozostaje sobą – tłumaczy. A co z mężczyzną, który zmienia nazwisko? – To także wyraz zachodzących przemian. Kiedyś mężczyzna nie przyjąłby nazwiska żony – oznaczałoby to koniec jego rodu. Dziś można to potraktować na przykład jako wyraz jego uczuć, jak powiedzenie kocham cię – mówi Roszak. [srodtytul]Po kądzieli[/srodtytul] Decyzja o własnym nazwisku to jedno. Ale biorąc ślub, trzeba się zadeklarować, jak będą się nazywały dzieci. Niektórych nowożeńców zaskakuje konieczność rozstrzygnięcia tego w momencie ślubu. Urzędnicy stanu cywilnego mówią jednogłośnie, że bez względu na to, jakie nazwisko przyjmuje kobieta, dzieci właściwie zawsze nazywają się po ojcu. W ciągu kilku miesięcy prawo pomoże w rozwiązaniu podobnych przedmałżeńskich dylematów. Od czerwca zajdzie w nim zmiana, dzięki której dziecko będzie mogło mieć nazwisko dwuczłonowe, zbudowane z matczynego (w pierwszej kolejności) i ojcowskiego. Do tej pory istniała możliwość nazywania się wyłącznie po jednym z rodziców. My z mężem zdecydowaliśmy, że nasze dzieci będą nosiły nazwisko po kądzieli. Mąż argumentował, że kobieta ma większy udział w przyjściu człowieka na świat. Trochę potrwało, zanim zrozumiała to moja mama stojąca na straży tradycji. Kierował nią jakiś niewypowiedziany niepokój. A przecież powinna się cieszyć, że jej nazwisko będą nosić kolejne pokolenia. Z drugiej strony Redlińską została po ślubie. Czy kobiety w ogóle mają swoje nazwiska? Na sprawę zwróciła uwagę Jolanta Brach-Czaina, filozofka, kiedy jedną ze swoich książek podpisała: „Jolanta, córka Ireny, wnuczka Bronisławy, prawnuczka Ludwiki”. [srodtytul]Order za bliskość[/srodtytul] W podaniu do kierownika urzędu stanu cywilnego o pozwolenie na zmianę nazwiska mój narzeczony, wtedy jeszcze Jacek Nowakowski, napisał: „Owo Filc jak posag pragnę wnieść w nasze małżeństwo. Poślubny człon pozwoliłby nam zachować naszą obecną tożsamość, a jednocześnie jak orderem odznaczyć naszą bliskość. I to jest dla mnie ważne”. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=i.redlinska@rp.pl]i.redlinska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA