fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o in vitro

Rzeczywistość prenatalna

Konstanty Radziwiłł
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Jako przedstawicielowi nauk przyrodniczych trudno byłoby mi uznać za początek życia moment inny niż poczęcie – pisze prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł
Od kilku tygodni toczy się w Polsce ożywiona dyskusja na temat przygotowywanej przez zespół posła Jarosława Gowina ustawy bioetycznej mającej uregulować między innymi skomplikowane dylematy związane z procedurą zapłodnienia pozaustrojowego (w skrócie nazywanego in vitro). Szczególnej temperatury nabrała ona po opublikowaniu przez watykańską Kongregację Nauki Wiary instrukcji dotyczącej niektórych problemów bioetycznych „Dignitas personae”.
Ten obszerny dokument poruszający wiele problemów związanych z rozwojem nauk medycznych na łamach „Rzeczpospolitej” omówił krótko ks. kardynał Stanisław Dziwisz. Także w „Rzeczpospolitej” z 30 grudnia 2008 r. przeczytałem ciekawy tekst dotyczący tej sprawy autorstwa prof. Jacka Hołówki, będący odpowiedzią na artykuł kardynała Dziwisza.
Z żalem stwierdziłem, że znany filozof i etyk, omawiając w poważnej gazecie najpoważniejsze dylematy dzisiejszej bioetyki, uciekł się do stylu skandalizującego felietonu. A sprawa jest naprawdę poważna.
[srodtytul]Żołądź także jest dębem[/srodtytul]
Jako lekarz nie zamierzam wdawać się w spór teologiczny prowadzony przez profesora filozofii z doktorem teologii. Trudne stanowisko Kościoła odrzucające dopuszczalność zapłodnienia in vitro adresowane jest przede wszystkim do katolików, którzy w swoim sumieniu powinni odpowiedzieć na ten nakaz. Chciałbym jednak zabrać głos w sprawie o fundamentalnym znaczeniu, która tylko częściowo ma związek z kościelnym zakazem.
Prof. Hołówka kilka razy podważa znacznie bardziej istotny nakaz wynikający z instrukcji, twierdząc, że zarodek ludzki nie może być uznany za człowieka (istotę ludzką, osobę), odmawia mu także należnych każdemu praw do ochrony życia i poszanowania godności. Aby przekonać czytelnika do swojego zdania, podaje spektakularny przykład: przecież żołądź nie jest dębem.
Mam co do tego wątpliwości. Każdy, komu zdarzyło się spacerować pod dębem, widział kiełkujące żołędzie oraz różnej wielkości roślinki coraz bardziej przypominające swoich potężnych rodziców. Pytanie o to, w którym momencie przyznać im prawo do nazywania się Quercus robur, pozostawiam bez odpowiedzi – w gruncie rzeczy nie jest ona ważna. Czy jednak podobne pytanie (ze wszystkimi konsekwencjami moralnymi i prawnymi) odnoszące się do rozwijającego się człowieka można zbyć żartami?
Jako przedstawicielowi nauk przyrodniczych trudno byłoby mi uznać za początek życia moment inny niż poczęcie (bez względu na mniej czy bardziej naturalny sposób, w jaki do niego doszło). Co więcej, gdyby była co do tego jakakolwiek niepewność, to oczywiście należałoby postępować ostrożnie, tzn. szanując ewentualne życie. Bez znaczenia są w tej sprawie cytaty z myślicieli (także katolickich), którzy, żyjąc 700 (św. Tomasz) czy 1700 (św. Augustyn) lat temu, nie mieli pojęcia, na czym polega poczęcie i prenatalny rozwój człowieka.
Instrukcja „Dignitas personae” jest trudnym dokumentem. Przede wszystkim dlatego, że wysoko stawia wiernym poprzeczkę wymagań. Trudny jest także język filozofii/etyki opisujący skomplikowane problemy początków życia ludzkiego. Nie jest on jednak aż tak hermetyczny, aby nie widzieć, że używa innych określeń dla zła, jakim jest według instrukcji sztuczne tworzenie zarodków, i jednoznacznego potępienia dla wszelkich sposobów pozbawiania życia zarodków już istniejących.
[srodtytul]Dobra propozycja Gowina[/srodtytul]
W tym sensie różnicowanie praw zarodków (i urodzonych już dzieci) w zależności od miejsca i sposobu powołania ich do życia przypisywane przez prof. Hołówkę obrońcom godności każdego życia poczętego jest – łagodnie rzecz ujmując – nieporozumieniem.
Naprzeciw postulatowi ochrony każdego istniejącego już zarodka wychodzi projekt ustawy bioetycznej przygotowywany przez posła Gowina. Dopuszczając możliwość sztucznego tworzenia zarodków (w ściśle regulowanych okolicznościach i warunkach), jednoznacznie nakazuje przestrzeganie podstawowego kryterium dobra mającego narodzić się dziecka jako warunku dopuszczalności podejmowania procedur. Powołanym do życia zarodkom przyznaje prawo do bezwzględnej ochrony.
Słuchając negatywnego stanowiska Kościoła w sprawie samego in vitro, dostrzegam także jego przyzwolenie dla proponowanych rozwiązań prawnych dotyczących postępowania z już żyjącymi zarodkami. To delikatny i trudny projekt, ale jestem zdania, że może się stać wielkim osiągnięciem na drodze do budowania nowej jakości w zakresie ochrony życia poczętego. Projekt ten, zgodny z przepisami Unii, nie jest także odmieńcem wśród krajów członkowskich. Podobne w swoich pryncypiach regulacje spotkać można np. we Włoszech i w Niemczech.
[i]Autor jest lekarzem, absolwentem podyplomowych studiów z bioetyki, prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej[/i]
[ramka][b]Pisali w opiniach[/b]
Ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz [link=http://www.rp.pl/artykul/234194.html]Poszukującym prawdy[/link]
Jacek Hołówka [link=http://www.rp.pl/artykul/240562.html]Metafizyka prenatalna Kościoła[/link]
Mateusz Matyszkowicz [link=http://www.rp.pl/artykul/241222.html]Zabawy w Pana Boga[/link]
Wanda Nowicka [link=http://www.rp.pl/artykul/9133,242290__Gamety_wazniejsze_od_ludzi_.html]Gamety ważniejsze od ludzi[/link] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA