fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Z wypchaną kukułką

Digi-Clock, projekt Maxim Velčovský (Qubus), 2001, bomba zegarowa w rokokowym wydaniu
Rzeczpospolita
Która godzina sprawdzamy dziś w komputerze czy na wyświetlaczu piekarnika. Telefon komórkowy zastępuje zegarek. Mimo to mamy wręcz modę na zegary, nawet te z kukułką
Recepta jest prosta. Przykurzony wynalazek, bo historia zegara z kukułką sięga XVIII wieku, wystarczy ubrać w nowoczesną formę, współczesne materiały i przykuwający uwagę kolor. Projekt koniecznie trzeba przyprawić poczuciem humoru. Efekt końcowy ledwie przypomina oryginały ze Szwarcwaldu.
Tej formuły wcale nie wymyślili projektanci w ostatnich latach. Z sukcesem wprowadził ją amerykański designer George Nelson, którego pierwszą w Europie wystawę retrospekcyjną pokazuje właśnie Vitra Museum w Weil am Rhein. Już w 1947 roku Nelson na zamówienie Howard Miller Clock Company przygotował kolekcję elektrycznych zegarów. Miały być tanie w produkcji i rzecz jasna dobrze się sprzedawać.
[srodtytul]Redukcja na czasie[/srodtytul]
Firma Howarda Millera próbowała się podźwignąć po latach wielkiej depresji i II wojny światowej. Nelson zredukował wszystko co zbędne. Jego zegary to symboliczne tarcze z symbolicznie oznaczonymi godzinami. Z tyłu, w cylindrycznym pojemniku, ukryty jest mechanizm napędowy. Na tej samej zasadzie opiera się większość współczesnych pomysłów na zegary z kukułką: Pascala Tarabaya czy Tobiasa Reischle. Ale są i radykalne. Jak wypchana kukułka rozpięta na ścianie i z cyfrowym wyświetlaczem na piersi Michaela Sansa z 2006 roku. Artysta zaklina się, że ptak zdechł z przyczyn naturalnych w 1958 roku.
[srodtytul]Żarty z konwenansów[/srodtytul]
Projekty Nelsona były na tyle zaskakujące i atrakcyjne, że nie potrzebowały nawet specjalnej reklamy, żeby się sprzedawać. Największą popularnością cieszył się Steering Weel w kształcie kierownicy. Dzisiaj wszystkie są klasykami designu. Nelson projektował także zegary stołowe. Równie uproszczone i pomysłowe: na nóżkach, zamknięte w okrągłych kulach z pleksi, w kształcie stożka, na trójnogu. Jedne zabawne, inne eleganckie, większość w kilku materiałowych i kolorystycznych wariantach. Przybierały znajome formy, o czym informują ich nazwy: Latawiec, Rożek, Gwiazdka, Arbuz, Tabletka.
Nelson pracował dla Howarda Millera przez ponad 35 lat. Powstało, z grubsza licząc, około 150 modeli! Sprzedawane za 25 dolarów, dzisiaj kosztują dziesięć razy tyle.
Cenione do dziś zegary projektowali też inni sławni designerzy XX wieku: Arne Jacobson, Michael Graves, Achille Castiglione, Angelo Mangiarotti.Najmłodsi projektanci gustują w zegarach z anegdotą. Digi-Clock Maxima Velčovský to tradycyjny rokokowy zegar kominkowy z porcelany z cyfrowym wyświetlaczem. Żart z mieszczańskich konwenansów. W minimalistycznych zegarach z kolekcji Extra Normal Wall Clocks Rossa McBride to tarcza się obraca, a godziny ukazują się w wyciętej w niej szczelinie w kształcie wskazówki. Nieubłagany upływ czasu widoczny jest czarno na białym.
Inny projekt McBridea, zegarek na rękę, przypomina, że czas to pieniądz (na jednej wskazówce mamy słowo Time, na drugiej Money), a jeszcze inny ma trzy wskazówki godzinowe pokazujące czas w Londynie, Tokio i Nowym Jorku. Dowód na to, że świat to globalna wioska. Za to zegarek Daniela Willa-Harrisa o nazwie Przeszłość, Teraźniejszość, Przyszłość przypomina, że żyjemy tu i teraz. Aktualną godzinę zawsze wskazuje czerwona linia podpisana „teraźniejszość”. Bezlitosny jest zegar Life – Życie, projektu Bertrand Planes. Jego mechanizm jest spowolniony 61,320 razy i odmierza nie godziny, ale lata życia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA