fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Polskie Boże Narodzenie po angielsku

Oxford Street w Londynie
Reporter
Jak będą świętować imigranci? Bilety do Polski są drogie, więc wielu rodaków spędzi Wigilię w polskiej parafii w Londynie lub wybierze się na egzotyczną wycieczkę
Nawet co piąty Polak pracujący na Wyspach spędzi tam Boże Narodzenie – szacuje konsulat. Rodaków zatrzymały w Anglii w tym roku wysokie ceny biletów lotniczych i autokarowych, niekorzystny w porównaniu do zeszłorocznego kurs funta i zła sytuacja na rynku pracy.
– Święta w Polsce są cudowne, ale już rok temu, jadąc do kraju, wiedzieliśmy, że szefowie nie dadzą nam wolnego na kolejne Boże Narodzenie. Cóż, pracy trzeba pilnować, tym bardziej teraz... – przekonuje Monika Kramarz, która pracuje jako marketingowiec.
Ona i jej narzeczony Grzegorz święta spędzą więc w Londynie. W Wigilię dołączą do nich brat Grześka z żoną i para bliskich znajomych. Dziewczyny już umówiły się na wspólne gotowanie. Na świątecznym stole – obok tradycyjnych polskich potraw postawią także angielski przysmak – nadziewanego indyka. Polski będzie za to opłatek, choinka, a pod nią kilka drobiazgów.
[srodtytul]Po trzykroć pasterka[/srodtytul]
W tym roku przy polskim kościele na londyńskim Ealingu odbędą się dwie polskie kolacje wigilijne. Pierwsza już dziś – dla kombatantów i starszych samotnych osób. Od dawna jest już komplet – 120 osób.Druga – w samą Wigilię – dla najnowszych imigrantów. Zostało to ogłoszone w zeszłą niedzielę w kościele.
Po trzech dniach było już ponad 30 chętnych, a telefon organizatora wieczerzy Wojciecha Madachewicza nie przestawał dzwonić. W zeszłym roku było około 100 osób, niewykluczone, że w tym trzeba będzie znaleźć większą salę.
Na tydzień przed Wigilią lista rezerwacji szybko wydłużała się również w Klubie Orła Białego i restauracji Łowiczanka w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w dzielnicy Hammersmith. Dzwonili nie tylko Polacy mieszkający w Londynie, ale także ci z Luton, Slough czy Reading.
– W Wigilię ludzie nie chcą być samotni, dlatego szukają namiastki rodzinnej atmosfery – mówi Madachewicz.
A tę organizatorzy wigilijnych wieczerzy zapewniają już za około 20 funtów. W programie polskich imprez są bowiem nie tylko karp, śledź i makowiec, ale także łamanie się opłatkiem, wspólne kolędowanie czy wyjście na pasterkę. W parafii na Ealingu zostanie ona odprawiona aż trzy razy: o godz. 20, 22 i 24, żeby udało się pomieścić w kościele wszystkich chętnych.
[srodtytul]Karp, indyk i wyprzedaże[/srodtytul]
Święta w domu Andy MacBride, Polki od ponad 30 lat mieszkającej w Londynie, będą wielokulturowe. Do polsko-angielskiej rodziny dołączy grupa hiszpańskich znajomych.
– Wigilia będzie tradycyjna: 12 potraw z obowiązkowym karpiem w galarecie – wylicza pani Anda. – Dzieci go nie cierpią i choć wiem, że pod stołem dokarmiają nim kota, jeść muszą. Tradycja jest tradycją.
Dodaje, że Wigilia w jej rodzinie jest dniem szczególnym: – To jedyny dzień w roku, kiedy dorosłe już dzieci, lepiąc ze mną uszka, podkreślają, że czują się Polakami.
Kolejne dni Bożego Narodzenia w domu MacBride są już bardziej angielskie. 25 grudnia mąż pani Andy piecze ogromnego indyka i pichci towarzyszące mu przystawki, a 26 w tzw. Boxing Day rodzina zwykle otwiera prezenty. W tym roku wyjątkowo wyruszą na poświąteczne wyprzedaże na Oxford Street.
– Chciałabym, żeby te święta miały bardziej wymiar duchowy czy kulturalny, ale znajomi z Hiszpanii nastawili się na wyprzedaże stulecia, bo przelicznik euro w stosunku do funta jest dla nich teraz wyjątkowo korzystny – mówi pani Anda.
[srodtytul]Obfite zakupy[/srodtytul]
Fakt, że coraz więcej osób spędza święta na Wyspach, zauważyli właściciele polskich sklepów. Już na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem część z nich zatrudniła dodatkowy personel i wydłużyła godziny otwarcia. Ci, u których zakupy zrobić można online, rozwozili je po 15 – 16 godzin na dobę.
– U Polaków recesji nie widać, zresztą nasza tradycja mówi, że na świętach nie wolno oszczędzać. Mam wielu klientów, którzy tylko na jedzenie wydali od 150 do 200 funtów – opowiada pan Krzysztof, właściciel londyńskich sklepów Bocian oraz Polish Deli.
Z perspektywy tych, którzy na święta zdecydowali się wrócić do kraju, to niewiele. Za bilety lotnicze w dwie strony, średnio muszą zapłacić od 300 do 400 funtów.
[srodtytul]Taniej wyjechać do egzotycznego kraju[/srodtytul]
Dlatego wielu Polaków, którzy mieszkają od kilku lat w Wielkiej Brytanii, wzorem rodowitych Anglików na święta woli wyjechać w odległe zakątki świata. Egzotyczna wyprawa dla czteroosobowej rodziny czasem kosztuje tyle samo, a nawet mniej niż wylot do kraju. Na przykład siedem dni na Maderze to wydatek ok. 900 funtów (dwoje dorosłych plus dwoje dzieci).
– 24 grudnia lecimy z mężem i dziećmi nad Morze Czerwone, bo po podliczeniu kosztów zeszłorocznego wyjazdu okazało się, że będzie taniej niż w Polsce. W programie przeczytaliśmy, że będzie wycieczka do Groty Narodzenia Pańskiego w Betlejem, więc święta chyba nam się udadzą – ma nadzieję Dagmara Głogowska.
W egzotyczną podróż wybiera się też Iwona Macałka. Polska nauczycielka jedzie do sierocińca w północnej części Indii, gdzie przez dwa tygodnie będzie uczyć dzieci języka angielskiego. W wiosce będzie nie tylko jedyną Europejką, ale także jedyną osobą mówiącą po angielsku. Dlatego przedświąteczny okres zamiast na poszukiwaniu prezentów spędziła na nauce języka gudżarati.
– Kiedy wiele lat temu dostałam dyplom pielęgniarki, obiecałam sobie, że wyjadę na misję do Afryki. I chociaż teraz pracuję jako nauczycielka, nadszedł czas na spełnienie tej obietnicy – mówi Iwona.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA