fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Gdzie dwóch się bije, Rosjanin korzysta

AFP
Trwa walka o udziały w Arsenalu. Może się okazać, że kolejny angielski klub znajdzie się w rękach rosyjskiego miliardera
Wszystko odbyło się według najlepszych, biznesowych wzorów. W nocy ze środy na czwartek zarząd londyńskiego klubu przegłosował odejście ze stanowiska dyrektora lady Niny Bracewell-Smith, do której należy 15,9 proc. udziałów. Oficjalnym powodem jej dymisji była niezdolność do sprawowania funkcji. Razem z nią z miejscem w zarządzie pożegnał się mąż lady Niny, Richard Carr, który nie chciał przykładać ręki do spisku. Teraz, gdy powoli opada bitewny kurz, wszyscy zastanawiają się, o co tak naprawdę w tych manewrach chodziło i kto w nich pociągał za sznurki. Nie jest tajemnicą, że Bracewell-Smith było nie po drodze z pozostałymi członkami zarządu. W zeszłym tygodniu miała ostrą sprzeczkę z prezydentem Arsenalu Peterem Hill-Woodem, ale nadal nie wiadomo, czy była to rzeczywista przyczyna jej dymisji, czy raczej wygodny pretekst.
Wydaje się, że lady nie spodziewała się ataku na własną osobę. „Times” cytuje jej wypowiedź. „Jestem totalnie zszokowana i bardzo zasmucona sposobem, w jaki zostałam potraktowana” – skarżyła się. Ale można powiedzieć, że trochę sama sobie jest winna. Lady Bracewell-Smith od dawna chciała mieć większy wpływ na działalność klubu. Uważała, że wielkość jej udziałów i historia rodziny, która od pokoleń jest związana z Arsenalem, powinna zagwarantować więcej władzy. Tymczasem wiele jej uwag i propozycji było puszczanych mimo uszu. Lady była również przeciwna zatrudnieniu na stanowisku dyrektora wykonawczego Ivana Gazidisa, ale nie udało się jej przeforsować własnego zdania.
Cała sprawa sięga znacznie głębiej i może się skończyć przejęciem klubu przez rosyjskiego miliardera Aliszera Usmanowa. Oligarcha, który zbił fortunę w branży metalurgicznej, w 2007 roku przejął udziały należące do Davida Deina. Nie był ani pierwszym z Rosjan, który to zrobił, ani najbogatszym, a jednak to jego pieniądze wywołały największe zamieszanie. Hill-Wood między wierszami sugerował, że nie chce w gronie właścicieli klubu człowieka, którego pieniądze mogą pochodzić z przestępstwa. Usmanow, który miał apetyt, by zostać drugim Abramowiczem, zgłaszał mimo to chęć dokupienia następnych udziałów.
Żeby do tego nie dopuścić, dotychczasowi właściciele podjęli decyzję o niesprzedawaniu do 2009 roku akcji osobom spoza sporządzonej imiennie listy. Do 2012 roku natomiast dotychczasowi właściciele mieli mieć zagwarantowane prawo pierwokupu. Usunięcie Bracewell-Smith oznacza, że porozumienie już jej nie wiąże i może sprzedać swoje udziały, komu chce.
Na całym zamieszaniu najlepiej zapewne wyjdzie Usmanow, który teraz może swobodnie złożyć Bracewell-Smith ofertę sięgającą 50 mln funtów. – Przyglądamy się rozwojowi sytuacji z wielkim zainteresowaniem – przyznał przedstawiciel Rosjanina. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, biznesmen znajdzie się w posiadaniu ok. 30 proc. akcji klubu. Pozostali właściciele liczą jednak na to, że ze względu na kryzys ekonomiczny Usmanow nie znajdzie potrzebnych pieniędzy. Mają nadzieję, że w ostateczności obronią ich przepisy prawa o spółkach, które nakazują kupcowi złożenie najpierw propozycji pozostałym właścicielom, jeśli w wyniku transakcji jego udziały sięgnęłyby 29,9 proc.
Jeśli Hill-Wood i spółka uważają, że będą mieć więcej pieniędzy niż jeden z najbogatszych Rosjan, to mogą się srodze rozczarować. Jeśli ich akcja miała jedynie na celu sprowokowanie go do wykonania kolejnego ruchu, może się okazać, że sami strzelili sobie w stopę.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA