fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Apetyt na kalorie

Jesienią i zimą częściej sięgamy po słodycze – bronimy się przed złym nastrojem, spadkiem formy, oddajemy się świątecznemu obżarstwu
Jedzenie słodyczy powinno być jednak dla nas radością – nie próbą zastąpienia posiłku tabliczką czekolady, nie konsekwencją ulegania zachętom babci, mamy, teściowej, nie sposobem na walkę ze stresem i wilczym głodem, który „Słownik języka polskiego” definiuje jako objaw „niedocukrzenia krwi i niektórych chorób układu nerwowego”.
Jeśli będziemy o tym pamiętać i jeść tylko to, co naprawdę lubimy, to bardzo prawdopodobne jest, że zimą, po dniach spędzonych przy świątecznym stole czy kilku wieczorach przesiedzianych w złym nastroju na kanapie nie przybierzemy gwałtownie na wadze. – Porozpieszczajmy się trochę. Jedzmy tylko ulubiony gatunek czekolady czy ukochane ciasto, które piecze babcia. Nie zjadamy tego, co jeszcze zostało w domu, albo ciasteczek czy cukierków, których tak naprawdę nie lubimy, ale które zapomniane leżą na biurku koleżanki i są pod ręką – radzi Alicja Kalińska, doradca żywieniowy, dyrektor centrów dietetycznych SetPoint. – Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile kalorii pochłaniamy, jedząc odruchowo.
Wielu z nas po czekoladę, cukierki, batonik sięga zazwyczaj, gdy poczuje głód, zmęczenie, niektórzy wtedy mówią, że brakuje im cukru. – To błąd. Cukier ze słodyczy przyswajamy wprawdzie bardzo szybko, ale energia, którą daje, starcza na krótko, a w dodatku słodyczami pobudzamy apetyt na kolejne kaloryczne przysmaki – tłumaczy Alicja Kalińska. – Zamiast tego nauczmy się powoli i sukcesywnie podnosić poziom cukru w organizmie. Tak dzieje się np. podczas obiadu, który wielu z nas lubi zakończyć słodkim akcentem-deserem, podwieczorkiem.
Doradca żywieniowy ostrzega też: nie jedzmy nigdy batoników, czekolady, ciasta zamiast posiłku. To stwierdzenie wydaje się oczywiste, a mimo to każdego dnia setki zapracowanych osób właśnie tak robią: są przekonane, że do normalnego funkcjonowania wystarczą setki kalorii, nieważne, w jakim pożywieniu zawartych. – Paradoksalnie ci, którzy zaniedbują posiłki i żyją słodyczami, regularnie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, głodzą się i w konsekwencji zaczynają tyć. Organizm działa w trybie awaryjnym, chciwie więc magazynuje każdy zastrzyk energii. A cukry proste z czekolady czy cukierków zmagazynować najłatwiej – tłumaczy.
[srodtytul]Orzechy na ratunek[/srodtytul]
Co zrobić, gdy dopadnie nas głód, a do obiadu czy kolacji mamy jeszcze dużo czasu? Słodycze należy zastąpić kromką chleba, najlepiej ciemnego, ziarnistego, ale niekoniecznie. Węglowodany z pieczywa będą dłużej przyswajane. Czekolady i batoniki można zastąpić ciastami (lepiej sernikiem niż mazurkiem), cytrusami, orzechami: w jednej porcji jest mniej kalorii niż w czekoladzie, a pochodząca z nich energia wystarcza na dłużej. Jedzmy powoli, cieszmy się smakiem potraw. Wtedy też zastanowimy się, czy naprawdę smakuje nam to, co właśnie przełykamy. – Poza tym dobrze pogryziony pokarm nie stanowi aż tak dużego wyzwania dla żołądka, uchronimy się przed wzdęciami, nasileniem nadwrażliwości na niektóre produkty – podkreśla Kalińska.
Nie musimy rezygnować z czekolady. Chociaż każda jej tabliczka to 500 – 600 kalorii, dlatego warto wybrać tę naprawdę ulubioną i jeść ją nie wtedy, gdy jesteśmy głodni, ale dla przyjemności. Zimą, gdy częściej sięgamy po czekoladę (dzięki niej uwalnia się serotonina i możemy się zrelaksować), warto rozważyć wypicie czekoladowego napoju. Do jego przyrządzenia zużywamy mniej czekolady (zdrowsza i smaczniejsza od proszku jest prawdziwa, topiona i mieszana z mlekiem), więc pochłaniamy mniej kalorii (około 200 w dużym kubku) niż wtedy, gdy sięgniemy po tabliczkę. – Taką wieczorną czekoladę po całym dniu pracy albo po nartach pijmy bez wyrzutów sumienia. Ma być dla nas nagrodą, zwieńczeniem pracowitego dnia, przyjemnością. Dlatego w ciągu dnia nie przesadzajmy z jedzeniem – zostawmy sobie miejsce i apetyt na trochę naszych ulubionych słodyczy – radzi Alicja Kalińska.
[ramka][srodtytul]Zamiast batonika[/srodtytul]
- Jedz pięć niewielkich posiłków dziennie. Dzięki temu unikniesz napadów wilczego głodu i niedocukrzenia, które najchętniej zaspokajamy czekoladą, batonikiem czy ciasteczkami.
- Zastanów się. Czy naprawdę ten batonik ci smakuje? Bardziej niż mandarynka, jabłko?
- Jeśli do obiadu czy kolacji zostało jeszcze dużo czasu, a czujesz gwałtowny „spadek cukru”, sięgnij po owoce cytrusowe (nie zapomnij o przepłukaniu lub wyparzeniu ich – chemikalia ze skórki zostają na palcach), orzechy, suszone owoce albo pieczywo.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA