fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Sekretne życie manuskryptów

Rękopisy nie płoną - napisał Bułhakow. Mogą natomiast zniknąć na długie lata, potem niespodziewanie się odnaleźć i ujawnić niejedną sensację
Epilog „Pana Tadeusza”, rozpoczynający się od słów: „O tem że dumać na paryskim bruku,/ Przynosząc z miasta uszy pełne stuku,/ Przekleństw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów,/ Za późnych żalów, potępieńczych swarów!”, został odnaleziony w papierach, jakie pozostawił wieszcz, i dopiero później włączony do dzieła - powiedział „Rz” Janusz Odrowąż-Pieniążek, dyrektor warszawskiego Muzeum Literatury. - Ciekawe są losy pierwotnej wersji „Sonetów krymskich”. Gdy Mickiewicz wyjeżdżał na Zachód, podarował albumik z brudnopisem utworu Piotrowi Moszyńskiemu, za działalność antyrosyjską uwięzionemu w twierdzy Pietropawłowskiej.
Moszyński, który prezent otrzymał prawdopodobnie przez pośrednika, zabrał ze sobą tomik na Syberię, skąd w końcu pozwolono mu wrócić. Książeczka wypłynęła potem w Krakowie, znowu przepadła, by odnaleźć się po drugiej wojnie światowej. Wreszcie albumik Mickiewicza zakupił Tomasz Niewodniczański, słynny kolekcjoner autografów. Manuskrypt, który zbadał profesor Czesław Zgorzelski, wydano staraniem Arkad.
Również współcześni pisarze mają swoje tajemnice. Pośród rękopisów Juliana Tuwima odnaleziono zapiski, które rozwinięcie znalazły potem w „Kwiatach polskich”. Poeta nazywał takie wstępne szkice rodnikami. Za sensację można uznać odkrycie dotyczące twórczości Gombrowicza dokonane przez Ludwika Bogdana Grzeniewskiego, pisarza, filologa i eseistę.
— Powieść „Opętani” pisał Witold Gombrowicz dla zarobku i zamieszczał w prasie codziennej - mówi Janusz Odrowąż-Pieniążek. - Prozę tę włączono do dzieł zebranych. Ukazała się jednak bez finału, który uznano za stracony. Badacze doszli do wniosku, że wybuch II wojny światowej musiał przerwać druk „Opętanych”. Tymczasem nic podobnego! Grzeniewski odnalazł numery gazet z pierwszych dni września 1939 r. z brakującym finałem powieści.
Ostatnie wydania „Opętanych” uwzględniają to wspaniałe odkrycie.Starannej analizie poddano także utwory Marka Hłaski, literackiego symbolu odwilży połowy lat 50.
— Badając pierwsze strony rękopisu „Cmentarzy”, odkryłem, że powieść pierwotnie miała nosić tytuł „Zamordowany” – mówi Grzegorz Górecki, znawca i popularyzator twórczości autora „Pierwszego kroku w chmurach”. — Hłasko pracował w następujący sposób: najpierw opowiadał znajomym różne warianty tego samego tematu, następnie najlepszą wersję zapisywał ołówkiem i doskonalił tekst dalej. I tak opowiadanie początkowo nazwane „Zamordowany” w maszynopisie nosiło ostateczny tytuł „Cmentarze”. Utwór ten autor zadedykował Henrykowi Berezie. Hłasko usunął jednak tę dedykację z wydania książkowego. Moim zdaniem chodziło o to, żeby Henryk Bereza nie miał kłopotów gdy książka ukaże się nakładem paryskiej „Kultury”.
Ciekawych rzeczy można dowiedzieć się porównując zamieszczone w tym emigracyjnym miesięczniku odcinki „Pięknych dwudziestoletnich” z ich późniejszym wydaniem książkowym w serii „Biblioteka Kultury”. W pierwszej części wspomnień drukowanych w piśmie Jerzego Giedroycia Hłasko beztrosko oskarżył izraelski dziennik „Maariv” i jego redaktora Filipa Bena o to, że go oszukali przy rozrachunku. Prawdopodobnie było inaczej — wina mogła leżeć po stronie pisarza, czego dowodem jest wprowadzenie korekty kontrowersyjnego fragmentu w ostatecznej wersji „Pięknych dwudziestoletnich”.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA