fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Kobieta pożądana i cyniczna, czyli Banaszak śpiewa Koftę

Hanna Banaszak, „Kofta”, Fonografika, 2008 r.
Materiały Promocyjne
Dobrze, że Hanna Banaszak przypomina wspaniałe wiersze i teksty Jonasza Kofty właśnie teraz. Idą Święta, a ten album będzie trafionym prezentem dla pań, bez względu na wiek.
Zamiast kremów, rękawiczek i młynków do kawy można dać im coś, w czym się przejrzą. Od śmierci Kofty minęło 20 lat i kolejne pokolenie słuchaczek ze zdziwieniem odkryje, jak dobrze je rozumiał.
Większość piosenek została zaaranżowana skromnie i tradycyjnie, przeważają samby i bossa novy. W tej sferze nie ma niespodzianek ani powodów do zachwytu, ale same melodie bronią się znakomicie: wydobywają znaczenie słów, wzmacniają melancholię, pomagają docenić żart.
Banaszak czuje te zwrotki: to świat jej muzyki, jej wrażliwości. Część utworów Kofta napisał z myślą o niej, ale także w tych pożyczonych z repertuaru innych artystów odczytała literackie niuanse, a życiowe prawdy rozmyślnie podała w lekkiej formie. W efekcie album jest nie tyle muzyczną, co poetycką ucztą.
Nie wszystkie utwory są znane. Do nieśmiertelnej „Samby przed rozstaniem” i najczęściej kojarzonej z autorem „Pamiętajcie o ogrodach” (tu w mało udanej, bluesowej wersji) Banaszak dołączyła utwory, które niedawno odnalazła wśród rękopisów Kofty.
W „Stoisz w kolejce po moje serce” do głosu dochodzi kobieta pożądana i odrobinę cyniczna: „Przed tobą tylko dwóch przystojnych, stoisz w kolejce po moje serce, starczy dla ciebie, bądź spokojny. Przeminął błędnych czas rycerzy, musisz poczekać, jak mnie pragniesz. Jak ci naprawdę tak zależy, to stań w kolejce i stój ładnie”. Ciekawe, co na to współcześni podrywacze, czyhający na panie przy wypolerowanych barach, niecierpliwi, pewni siebie i liczący na szybki podbój.
Lepiej poczują się przy nagranej po raz pierwszy „Sambie życia”, śpiewanej do kompozycji Sergio Mendesa: „Czas nagle zbladł i znikł, nas nie obchodzi nic (...). Nikt o niczym nie pamięta, bo opętał go ten rytm” - liczy się taniec i gorączka nocy.
Od zapomnienia i otępienia, któremu poddają się w weekendy bywalcy klubów, jest już blisko do „Samby na jedną nutę”: „Czy sekunda, czy minuta, czy sto dni, czy tysiąc lat. Obsesyjna jedna nuta mówi ci, że jesteś sam”. Co wtedy robić? Kofta ma celną, choć trudną do zastosowania radę: „Żeby coś się zdarzyło, żeby mogło się zdarzyć, by zjawiła się miłość, trzeba marzyć.”
[i]Hanna Banaszak, „Kofta”, Fonografika, 2008 r.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA