fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Fotograf podpowiada, jak działać i nie zdławić marzeń

Kadr z animacji filmowej „Ziemia obiecana”, 2004 r.
Rzeczpospolita
Sekrety sztuki, życia i anegdoty związane z realizacją zdjęć. Najpiękniejsza książka roku
60. urodziny Tomek Sikora fetuje jak rok długi. Najważniejszy jest album „Światłoczuły Tomek Sikora” – podsumowanie dorobku artysty. Miał już krakowską premierę; 16 grudnia promocja w warszawskim Odeonie.
Tytuł albumu odnosi się zarówno do tradycyjnego warsztatu fotograficznego (jak wiadomo, odbitki z analogów wykonuje się na papierze światłoczułym), jak i do samego bohatera. Jest czuły, otwarty na innych, zaraźliwie optymistyczny, co oddaje album.
Frajda wziąć taki tom do ręki. Maciej Buszewicz, autor projektu graficznego, od lat zaprzyjaźniony (i współpracujący) z Sikorą, sprokurował mu piękny prezent na urodziny. Każdy detal przemyślany, wycyzelowany.
Księga została podzielona na dwie części ułożone względem siebie „na waleta”. Z jednej strony czarno-biała okładka, za nią wywiad rzeka z Sikorą, ilustrowany rodzinnymi zdjęciami i autorskimi projektami. Na rewersie plansza czerwono-czarna (aluzja do światła w ciemni), otwierająca wybór reklam i historie z nimi związane.
Nie tylko uroda stanowi atut wydania. Ważne są teksty. Brawa dla Dariusza Żukowskiego za wywiad, w którym uniknął banałów, wydobył zaś z indagowanego poglądy, metody twórcze oraz rady ważne dla amatorów fotografii. A właściwie, dla wszystkich, którzy czują potrzebę kreatywności. Sikora podpowiada, jak działać, żeby praca nie zdławiła marzeń; jak nadać zarobkowym przedsięwzięciom formę artystycznej przygody. Nie pomija spraw etyki zawodowej – podkreśla, że reklama powinna pozytywnie rozwijać, nie ogłupiać ani męczyć odbiorców.
Warto także skorzystać ze wskazówki natury psychologicznej: fotograf powinien raz na jakiś czas sam stanąć przed obiektywem. Zrozumie wtedy stresy pozujących oraz nauczy się samoakceptacji. Tomek pierwszy raz doświadczył tego podczas realizacji zwariowanych plakatów BHP-owskich (z Marcinem Mroszczakiem). Przy haśle „Zapnij pas” udaje gamonia, który się zagapił, zapominając podciągnąć spodnie. Zdjęcia powstawały w Warszawie. – Widziałem miny kobiet spoglądających na faceta ze zsuniętymi w dół spodniami – wspomina. Sikora w wypowiedziach ujmuje prostolinijnością. Nie koloryzuje, nie puszy się osiągnięciami. Nie wstydzi się powoływać na zapomniane wartości: honor, prawość, uczciwe zasady. A wszystko doprawia subtelnym humorem.
Pierwszy największy sukces – aranżowane fotografie-ilustracje do „Alicji w Krainie czarów” – odniósł niejako przypadkiem, chcąc odreagować PRL-owską rzeczywistość. Co nie znaczy, że jej nie dostrzegał. Przeciwnie, doświadczenie fotoreportażu (przez dziesięć lat jeździł w teren dla „Perspektyw”) uważa za bezcenne. – Zawsze angażowałem się, i nadal będę, w kampanie społeczne walczące z anomaliami i o to, żeby komuś pomóc – mówi Sikora. Debiutował na początku lat 70. Wcześniej muzykował i hipisował. Już wtedy rozpoczął żywot podróżnika. W 1982 r. poleciał do Australii. Bez języka, za to z portfolio. I ruszył szukać zleceń. Wkrótce Melbourne obiegła plotka o „niemowie z plecakiem, który przywiózł z Europy niezwykle twórcze reklamy, na których nie ma produktu…”
Powiem szczerze: zazdroszczę Sikorze. Potrafi żyć.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA