fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adwokaci

Adwokatura: samorząd jak orkiestra na Titanicu

Połączenie zawodów adwokata i radcy prawnego adwokatury nie osłabi. Wręcz przeciwnie: wzmocni – dowodzi adwokat Krzysztof Stępiński.
Gdy politycy kończą projekt ustawy adwokackiej, przedstawiciele samorządu adwokackiego nadal tkwią na posterunku, niczym sztab generalny AD 1939, z całkiem poważnym zamiarem walki o utrzymanie status quo. Oznacza to brak zgody na połączenie zawodów adwokata i radcy prawnego oraz zachowanie struktury organizacyjnej adwokatury, że nie wspomnę o przywróceniu samorządowych egzaminów zawodowych. Rzecz w tym, że za chwilę głos działaczy będzie symboliczny, niczym dźwięki orkiestry z Titanica. Adwokatury w obecnym kształcie nie uratuje. Kasandra powiedziałaby zapewne: “a nie mówiłam”. I miałaby rację, bo w ciągu ostatnich kilkunastu lat adwokatura toczyła wojny bezsensowne i nie potrafiła albo, co groźniejsze, nie chciała skoncentrować się na sprawach naprawdę ważnych, które można było obronić.
[srodtytul]Myślę, więc jestem[/srodtytul]
Czy adwokatura godna jest potępienia? Kiedy nie znasz odpowiedzi, nie pytaj. Takiego pytania po prostu nie należało zadawać. Bo może okazać się, że odpowiedź nie jest tak oczywista, jak się wydaje pani adwokat dr Małgorzacie Kożuch, która owe pytania zadała (“Rz” z 4 listopada 2008). Dlaczego tak uważam? Bo z “adwokatury przypadków” można bez trudu wyłowić zdarzenia, które chwały jej nie przynoszą, wręcz zasługują na potępienie. Przykłady? Proszę bardzo.
[wyimek]Organizacja adwokatury rażąco nie przystaje do roli, jaką chciałaby i powinna pełnić w społeczeństwie[/wyimek]
Niedawno Prezydium NRA zaprosiło na dywanik jednego z najwybitniejszych polskich adwokatów Tomasza Wardyńskiego. Powody? Bo pomny zasady, że “nieobecni nie mają racji”, zgodził się wziąć udział w pracach zespołu powołanego przez ministra sprawiedliwości, do opracowania założeń nowej ustawy o adwokaturze. I, co gorsza, ma własne zdanie w kwestii połączenia zawodów: uważa, że jest to sprawa z zakresu ustroju państwa, które powinno kierować się interesem obywateli, a nie korporacji.
Przewinienie adwokata Tomasza Wardyńskiego, notabene twórcy nowoczesnej polskiej adwokatury, polega na tym, że żyjąc zgodnie z zasadą “myślę, więc jestem”, nie czuje się związany stanowiskiem władz adwokatury w sprawie połączenia zawodów.
Podczas ostatniego zjazdu, który przebiegał wedle scenariusza sprawdzonego w okresie anciene regime, wybrano do władz tych, “którzy byli z nami”. Kiedy powoływano Prezydium NRA, scenariusz powtórzył się. Zatem Prezydium NRA mocne jest poparciem “lokalnych izb”, które od lat przeciwne są jakimkolwiek zmianom. Z tego powodu dyskusja o tworzeniu nowoczesnej adwokatury była – w tym składzie osobowym – niemożliwa.
A przecież organizacja adwokatury rażąco nie przystaje do roli, jaką chciałaby i powinna pełnić w społeczeństwie. Czy można mówić o transparentnym sądownictwie dyscyplinarnym w izbie adwokackiej, która zrzesza 100 adwokatów. Nie! Czy taka izba może szkolić aplikantów na odpowiednio wysokim poziomie, na przykład z zakresu prawa europejskiego? Nie! Czy można było zmniejszyć ilość izb adwokackich bez pomocy polityków (w okresie międzywojnia było zaledwie osiem izb adwokackich)? Tak, ale takie działanie byłoby wbrew elektoratowi z mikroizb, których liczba “za komuny” wzrosła trzykrotnie: do 24! W tej sytuacji zaczęło się przywoływanie do porządku i pouczanie. Niestety także tych, którzy mają władzę!
[srodtytul]Wstydliwy temat[/srodtytul]
Wkrótce adwokaci zainstalują w kancelariach kasy fiskalne. Dla przedstawicieli zawodu zaufania publicznego to policzek. Pytanie, czy zasłużony?
Z doświadczenia rzecznika dyscyplinarnego wiem, że transparentność rozliczeń z klientami to w adwokaturze temat wstydliwy. Kilka miesięcy temu okazało się, że znany adwokat, zrzeszony w jednej z mikroizb, zapomniał wystawić fakturę. Na znaczną kwotę zresztą. Klient, który potrzebował tej faktury dla celów podatkowych, nieśmiało poprosił adwokata o dokument, który ten standardowo jest zobowiązany sporządzić. Gdy spotkał się z odmową, poprosił o interwencję dziekana lokalnej izby. Efekt był taki, że sprawa nie trafiła nawet do rzecznika dyscyplinarnego.
[srodtytul]Jedyny warunek połączenia[/srodtytul]
Kilka miesięcy temu Izba Adwokacka w Warszawie, zrzeszająca więcej niż 1/5 adwokatów wykonujących zawód, podjęła uchwałę w sprawie dyskusji na temat połączenia zawodów. Efekt? Wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec adw. Ziemisława Gintowta, dziekana ORA w Warszawie. Za co? Ano za to, że przewodzi zbiorowości, która odważyła się głośno powiedzieć, że o ustawie adwokackiej przewidującej połączenie zawodów należy dyskutować przed, a nie po nowelizacji, czyli zanim politycy połączą już nas z radcami prawnymi. Teraz “dyscyplinarką” zagrożony jest adw. Tomasz Wardyński. Za co?
Nasza demokracja jest młoda i podatna na zagrożenia. Potrzebuje adwokatury silnej, niezależnej i profesjonalnej. Dlatego każdy pomysł na osłabienie adwokatury jest niedobry, wręcz szkodliwy. Ale połączenie zawodów adwokata i radcy prawnego adwokatury nie osłabi. Wręcz przeciwnie – wzmocni. Powstanie jedna organizacja zawodowa, której głos będzie zauważalny i trudny do pominięcia. Powstaną silne izby adwokackie (zapewne w liczbie 11, czyli tyle, ile jest sądów apelacyjnych), zdolne wykonywać wszystkie ustawowe zadania, zwłaszcza w zakresie szkolenia i sądownictwa dyscyplinarnego. Jednak warunkiem połączenia powinno być zachowanie zasad, które adwokatura wypracowała w ciągu ostatnich 90 lat. Dlatego też, nie widząc sojuszników w niepotrzebnej i niemożliwej do wygrania potyczce adwokatury z politykami, uważam, że należy skoncentrować się na obronie tego, co naprawdę ważne:
> korporacyjnym szkoleniu
> korporacyjnym sądownictwie dyscyplinarnym i
> zasadach etyki zawodowej.
[ramka][b] [link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2008/12/12/adwokatura-samorzad-jak-orkiestra-na-titanicu/]Skomentuj ten artykuł [/link][/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA