fbTrack

Świat

W Azerbejdżanie nadal rządzi Alijew

AFP
Ta kadencja będzie trudniejsza. Na Ilhama Alijewa głosowało według oficjalnych danych 89,4 procent wyborców. OBWE uznała wczoraj, że wybory nie były prawdziwie pluralistyczne i demokratyczne
Środowe wybory przebiegały w atmosferze spokoju i apatii. Po gorących ulicach Baku spacerowały wystrojone na czarno całe rodziny. Czasem ktoś zamachał azerską flagą. Ze sklepowych witryn, z okien mieszkań jak co dzień spoglądali z portretów prezydent Ilham Alijew i jego nieżyjący ojciec i poprzednik na stanowisku – Hejdar.
W lokalach wyborczych najczęściej świeciło pustkami, dlatego kilkuset międzynarodowych obserwatorów, którzy zjechali do Baku, nurtowała frekwencja wyborcza, nie zaś same wyniki. Z 4,8 mln zarejestrowanych wyborców do urn poszło według władz około 65 procent, czyli nieznacznie mniej niż pięć lat temu, kiedy wyborom towarzyszyły aresztowania opozycji i agresywnie rozpędzane przez policję ogromne jak na Azerbejdżan demonstracje. [srodtytul]Słabo znani kontrkandydaci[/srodtytul]
Wynik wyborczy Alijewa nie zdziwił chyba nikogo. Pięć największych partii opozycyjnych zbojkotowało wybory. A reszta wystawiła w sumie sześciu kandydatów, z których nikt tak naprawdę się nie liczył. – To marionetki władz – powiedział mi Isa Gambar, przewodniczący opozycyjnej partii Musawat, który w 2003 roku stawał do wyborów prezydenckich jako główny kontrkandydat Ilhama Alijewa. Znajoma dziennikarka widziała w środę w jednym ze sztabów wyborczych „przeciwnika” Alijewa wyeksponowany portret obecnego prezydenta. Bakijczycy, z którymi rozmawiałem, najczęściej nie znali nawet nazwisk kontrkandydatów. – Tylko Ilham – powiedział mi właściciel hotelu, w którym się zatrzymałem na bakijskiej starówce. – Tylko on, jak wcześniej Hejdar, chce dobrze dla kraju, buduje szkoły, szpitale, obiekty sportowe, wprowadził bezpłatną naukę i opiekę medyczną, podnosi ludziom pensje. Dla tych z opozycji ważna jest tylko pomyślność własna i swoich pociotków, dla kraju nic nie zrobią. Obok hotelu na ścianie widniał cytat z Ilhama: „Azerbejdżan rozpromienia się jak słońce”. Przewodniczący Musawatu uważa, że ordynacja wyborcza faworyzowała rządzący Nowy Azerbejdżan. – Kampania wyborcza, która zgodnie z ordynacją rozpoczęła się miesiąc temu, nie dała opozycji czasu na przedstawienie społeczeństwu programu wyborczego, w kraju nie ma swobody zgromadzeń, komisje są w rękach władz, dziennikarze opozycyjni siedzą w więzieniach, a wybory były fikcją. Według Gambara w rzeczywistości do urn poszło około 20 procent wyborców, reszta jest manipulacją władz, które wysyłały całe zakłady pracy, studentów i armię do urn. [srodtytul]Moskwa czeka na odpowiedź[/srodtytul] Politycy opozycji od paru lat narzekają, że zachodnie rządy przestały zauważać łamanie zasad demokracji w Baku z lęku przed utratą bogatego w kaspijskie surowce sojusznika. Jednak po wojnie, jaka wybuchła w sierpniu w Osetii Południowej, sytuacja nieco się zmieniła.– Gdyby Zachód nie patrzył bezsilnie, kiedy bombardowano Grozny, nie byłoby być może wojny w Gruzji, a Rosja nie pozwalałaby sobie na agresywne kroki na Zakaukaziu. Innymi słowy przymykanie oczu na łamanie zasad demokracji jest równoznaczne z brakiem stabilności energetycznej w naszym regionie, a także z zachwianiem projektów energetycznych, do których dąży Zachód – twierdzi Gambar. Niezależnie od wyników wyborów przed prezydentem Alijewem trudna druga kadencja. Pod znakiem zapytania stanęły wszystkie azersko- zachodnie projekty energetyczne omijające Rosję. Ostatnio Moskwa zaproponowała Baku, aby całość gazu, jaki będzie wydobywał, przesyłał przez jej terytorium. Baku na razie zwleka z odpowiedzią. Pod znakiem zapytania stanął także azerski terytorialny problem narodowy numer jeden: Górski Karabach kontrolowany przez ormiańskich separatystów. Prezydent raczej nie będzie ryzykował siłowego rozwiązania tlącego się od 20 lat konfliktu z obawy przed rosyjskimi bombowcami nad Baku. [i]Autor jest wysłannikiem „Tygodnika Powszechnego”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL