fbTrack

Świat

Konserwatyści wygrali za mało

Największym przegranym wyborów jest lider liberałów Stéphane Dion.
AFP
Kanada jest podzielona. Wczorajsze wybory zakończyły się patem. Premier Stephen Harper wygrał, ale znów będzie kierować mniejszościowym rządem
Burzliwa kampania wyborcza, spoty reklamowe w telewizji i billboardy na ulicach miast – a wynik niewspółmierny do włożonego w kampanię wysiłku. Konserwatyści będą mieli zapewne 143 mandaty (na 308), a więc za mało, by stworzyć stabilny gabinet. Przegrana liberałów – 77 mandatów (poprzednio 95) – to przede wszystkim porażka ich lidera Stéphane’a Diona. Utrzymali swą pozycją separatyści – Bloc Quebecois mieć będzie 50 miejsc w parlamencie.
Gabinet, który powstanie, będzie trzecim mniejszościowym rządem w ciągu czterech lat. „Ottawa Citzen” cytował wypowiedzi ekspertów, że jeszcze przez osiem, dziesięć lat Kanada będzie mieć rządy mniejszościowe. Ze względu na jednomandatową ordynację wyborczą w Kanadzie, by rządzić samodzielnie, trzeba uzyskać co najmniej 40 procent głosów w skali całego kraju i osiągnąć sukces w Quebecu, gdzie jak na razie bardzo mocno trzymają się separatyści. Harper bardzo liczył, że mu się to uda. Ale błędy popełnione podczas kampanii spowodowały, że choć pokonał opozycyjnych liberałów, we francuskojęzycznym Quebecu przegrał.– Główną przyczyną były cięcia funduszy przeznaczonych na kulturę i sztukę w tej prowincji. Chodzi zaledwie o około 50 milionów dolarów, ale mieszkańcy Quebecu odebrali to jako uderzenie w ich odrębność kulturową – powiedział „Rz” prof. Nelson Wiseman z Uniwersytetu Toronto.
– Konserwatyści mieli w naszej prowincji spore szanse. Niestety zemścił się na nich błąd w postaci całkowicie zbędnych oszczędności i fatalnie tu przyjętego planu ostrej walki z przestępczością wśród młodzieży – podkreśla prof. André Blais z Uniwersytetu Montrealskiego. Kanadyjskie media twierdzą, że – paradoksalnie – Stephen Harper będzie w trudniejszej sytuacji niż przed wyborami. Teraz bowiem jego szanse na zdobycie trwałej większości w parlamencie zmalały do zera. Tymczasem konserwatyści nie mają w Izbie Gmin sojuszników. Będą usiłowali zawierać krótkotrwałe sojusze, choćby z Bloc Quebecois. – A Harper jak nigdy potrzebuje silnego wsparcia w parlamencie wobec kryzysu ekonomicznego na świecie, który przecież Kanady nie ominie – mówi prof. Wiseman. Na razie premier zaapelował do ugrupowań opozycyjnych o współdziałanie, by ocalić oszczędności Kanadyjczyków. – Czas, byśmy odłożyli na bok różnice polityczne i współpracowali ze sobą dla dobra Kanady – oświadczył. Tyle że konserwatyści mogą chcieć innych rozwiązań niż liberałowiei lewicowi Nowi Demokraci (37 miejsc w Izbie Gmin). Wielkim przegranym są liberałowie. – Uzyskali fatalny wynik, najgorszy w ich historii, a przecież rządzili krajem przez 110 lat! – podkreśla Nelson Wiseman. Trudno przewidzieć, czy ich szef Stéphane Dion zrezygnuje. Do tej pory była to zasada po przegranych wyborach. Jedno jest pewne: by zdobyć bezwzględną większość w następnych lub jeszcze kolejnych wyborach, tak liberałowie, jak i konserwatyści muszą – jak napisał „Ottawa Citizen” – „wyciągnąć z kapelusza” nowego, charyzmatycznego lidera, który zdoła przekonać Kanadyjczyków do siebie i swojej partii.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL