Styl życia

Cenne klubowe barwy

Młody kibic Legii
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Klubowe barwy i herb to rzecz święta. Dzięki nim na pierwszy rzut oka odróżnia się przyjaciół od wrogów. Pomagają kibicom budować wspólnotę, a właścicielom - budżet klubu
Symbole klubowe to czysty romantyzm, ale nie od dziś wiadomo, że i całkiem spore pieniądze. Real Madryt w sezonie 2006/2007 zarobił na sprzedaży gadżetów ze swoim logo 52 mln euro. Umowa z BenQ Mobile, który reklamował się na koszulkach drużyny przyniosła dodatkowe 20-25 mln euro.
W Polsce takich pieniędzy do podziału nie ma i nie będzie, dopóki któraś z drużyn nie zacznie zdobywać europejskich pucharów i nie zyska kibiców na całym świecie, od Kalifornii po Pekin. Zwłaszcza Pekin. Kibice azjatyccy odgrywają coraz większą rolę na futbolowym targowisku, wykupując klubowe gadżety bez opamiętania.
Czasem jednak znaczek drażni i przeszkadza, jak w przypadku FC Barcelony, która na tarczy herbowej ma Krzyż św. Jerzego. Czerwony krzyż na białym polu jest przyczyną kłopotów Barcelony w krajach muzułmańskich, bo to symbol krucjat. Zdarzało się już, że policja religijna w Arabii Saudyjskiej nachodziła sprzedawców, żądając usunięcia z oferty koszulek z takim herbem. Sprzedawcy próbowali się ratować, wprowadzając do oferty trykoty, na których w miejscu, gdzie oryginalnie widnieje krzyż, było białe pole lub pionowy czerwony pas. Przedstawiciele klubu, jak również firma Nike, oficjalny dostawca sprzętu dla zespołu z Katalonii, zapewniają, że z takimi podróbkami nie mają nic wspólnego. Herb FC Barcelony jest dla kibiców święty, nie tylko dlatego że umieszczono na nim krzyż. Od powstania w roku 1899 drużyna nie nosiła na koszulkach żadnych reklam. Prezes Joan Laporta zapowiedział, że nie odda ich dla promocji żadnego komercyjnego przedsięwzięcia. Dał się przekonać dopiero przedstawicielom UNICEF. Podobne do katalończyków problemy mieli piłkarze i działacze Interu Mediolan. Kancelaria Turkoglu&Turkoglu z Izmiru wniosła przeciw klubowi skargę po meczu Ligi Mistrzów z Fenerbahce Stambuł. Czerwony krzyż, który widniał na specjalnym komplecie strojów Interu, zaprojektowanym na stulecie klubu, skojarzył się Turkom z krucjatami i templariuszami. W ten sposób, jak twierdzą, obraził ich uczucia religijne. Czy wpływ na stopień obrazy miał wynik meczu (3:0 dla Interu) odgadnąć nie sposób. Tureccy prawnicy domagali się korekty wyniku i zmuszenia Interu do zmiany koszulek. Przedstawiciele klubu tłumaczyli, że Krzyż św. Jerzego jest od wieków symbolem miasta. Na szczęście UEFA wyniku nie zweryfikowała, a koszulki (wcześniej przez nią zaakceptowane) pozostały niezmienione. Gdy koncern ITI przejmował Klub Piłkarski Legia Warszawa SSA, postanowił uregulować prawa do używania herbu. Wymagało to zgody właściciela praw - CWKS Legii Warszawa, która miała 20 proc. udziałów w spółce. Negocjacje były długie, burzliwe i kilkakrotnie zrywane, a w rozmowach chciało pośredniczyć Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa. CWKS za prawa do komercyjnego wykorzystania znaku żądało 25 tys. złotych miesięcznie, 20 proc. od przychodów ze sprzedaży pamiątek i miejsca w zarządzie. W odpowiedzi ITI zagroziło podniesieniem kapitału spółki, co doprowadziłoby do marginalizacji drugiego udziałowca. Do porozumienia nie doszło. Został przygotowany projekt nowego herbu, który zarejestrowano w Urzędzie ds. Harmonizacji Rynku Wewnętrznego. Kibice zapowiedzieli jednak, że nowego znaku nie zaakceptują (choć w historii klubowy znak zmieniał się już pięciokrotnie). Wobec tego na 90-lecie klubu, obchodzone w 2006 roku, zdecydowano się powrócić do pierwszego, historycznego znaku - białej litery "L" na czarnej tarczy. Ten znak funkcjonuje do dziś i jest teraz oficjalnym herbem KP Legia Warszawa. Umieszcza się go na pamiątkach i gadżetach klubowych. Równolegle funkcjonuje jednak stare logo, którego właścicielem jest CWKS. Wielu kibiców nie zaakceptowało nowego znaku, mimo iż jest to pierwszy, historyczny herb klubu z Warszawy. Radykalniejsi rozpoczęli protest i bojkot klubowych pamiątek z nowym logo. Protest (który od tego czasu zyskał kilka nowych przyczyn) prowadzi SKLW, w którym dużą rolę odgrywają m.in. Andrzej Piórkowski "Bosman" czy Tomasz Alchimowicz, wspólnicy spółki ABJ Sport, sprzedającej pamiątki Legii Warszawa. Te ze starym herbem.Nowe inicjatywy marketingowe klubu: "wyspy Legii", otwarte w centrach handlowych w Warszawie czy napój energetyzujący "Lenergy", który docelowo ma być sprzedawany w pięciu tysiącach punktów na terenie województwa mazowieckiego, mogą nie przynieść spodziewanych efektów z powodu przedłużającego się konfliktu z kibicami. Konflikt o herb Legii jest najgłośniejszy w Polsce, ale nie jedyny. W jego cieniu toczyła się walka o logo Jagiellonii Białystok. Ostateczne rozstrzygnięcie jest takie samo jak w przypadku klubu z Warszawy - powrót do starego, historycznego znaku. Zupełnie inne stanowisko zajęli jednak kibice. Gdy Wojciech Baranowski, przedstawiciel Białostockiego Klubu Sportowego Jagiellonia, właściciela praw do używanego poprzednio znaku, zażądał pieniędzy od klubu piłkarskiego za korzystanie z herbu, fani uznali jego postulaty za niemożliwe do spełnienia. W czasie przeciągających się negocjacji sami nawoływali do powrotu do historycznego znaku z 1932 roku. Być może w Białymstoku sytuacja była prostsza dlatego, że ostatnia modyfikacja herbu dokonana została w latach 90. Znak nie zdążył obrosnąć legendą. Największym wstydem dla kibica jest utrata flagi i szalika w stadionowej zadymie. Później takie zdobyczne flagi są wieszane do góry nogami na ogrodzeniu wokół trybun, szaliki zaś płoną ku większemu pognębieniu i sromocie wrogów. W barwach klubowych kibice występują na wszelkich uroczystościach patriotycznych, czy rocznicach ważnych wydarzeń. Za nieodpowiednie barwy koszulki czy szalika można dostać nożem pod żebra na ulicy. To już naprawdę lepiej na tych symbolach zarabiać.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL