Kraj

Platforma chroni Karnowskiego

Jacek Karnowski
KFP/Fotorzepa, Wojtek Jakubowski Wojtek Jakubowski
Wniosek o odwołanie prezydenta Jacka Karnowskiego nie znalazł się w porządku obrad Rady Sopotu. Prokuratura prowadzi dochodzenie w sprawie propozycji korupcyjnej jaką miał złożyć Karnowski biznesmenowi Sławomirowi Julke. Karnowski powtarza, że sprawa "jest za bardzo rozdmuchana".
Przewodniczący Rady Miasta Wieczesław Augustyniak zdecydował o odrzuceniu projektu, złożonego przez radnych PiS, z powodów formalnych. - Mówiłem od dawna, że ich wniosek jest pozbawiony mocy prawnej - dodał.
Zgodnie z przepisami, żeby projekt uchwały w sprawie referendum mógł być rozpatrywany na forum rady musi się pod nim podpisać co najmniej 25 proc. składu rady. W przypadku Sopotu powinno być tam sześć podpisów, a jest pięć. Przewodniczący sopockiej rady uważa, że miasto jest "dobrze i w profesjonalny sposób rządzone" i nie widzi "konieczności zakłócania tego".
- Ubolewam, że tak się stało - powiedział Sopocki radny PiS, Piotr Meler. Sopockie PiS rozważa zorganizowanie akcji zbierania podpisów mieszkańców pod wnioskiem o zorganizowanie referendum. - Ale być może sprawa rozwiąże się wcześniej, bo pojawią się zarzuty prokuratorskie - dodał. Prezydent Karnowski mówi, że "cała sprawa jest za bardzo rozdmuchana". - Myślę, że za bardzo komuś zależy żebym odszedł. PiS powinno wygrać wybory w mieście - czego raczej im nie wróżę - i wtedy przejmować władzę a nie krzyczeć - ocenił. Sprawę związaną z Karnowskim prowadzi gdańskie biuro Prokuratury Krajowej. Do tej pory prezydent Sopotu nie był przesłuchiwany. Prokuratura postawiła natomiast zarzuty Danucie Z., konserwator zabytków w sopockim magistracie. Według ustaleń śledczych, urzędniczka złożyła fałszywe zeznania i poświadczyła nieprawdę w dokumentach. Podrobione pismo miało ochronić prezydenta Sopotu. - Nie wiem o jakie dokumenty chodzi. Nie wierzę, żeby pani konserwator mogła popełnić jakiekolwiek przestępstwo – mówił prezydent Karnowski. - Nikogo nie nakłaniałem do fałszowania dokumentów – dodał. - Mamy do czynienia z republiką bananową i głębokim kryzysem sopockiego samorządu - stwierdził poseł PiS Jacek Kurski. - 2,5 miesiąca temu wybuchła afera sopocka, a miejscowy samorząd uważa, że nic się nie stało. W żaden sposób nie reaguje. Świadczy to o głębokiej chorobie samorządu i zaniku instynktu etycznego radnych - przekonywał Kurski. - Prawnik miejski opłacany za pieniądze publiczne, służy prywatnie Jackowi Karnowskiemu w jego wizytach w prokuraturze - powiedział Kurski dziennikarzom na konferencji prasowej zwołanej przez niego w Sopocie. Za te słowa prezydent Sopotu chce pozwać posła do sądu. - Chciałbym oświadczyć, że pan mecenas jest wynajmowany przeze mnie, z moich prywatnych pieniędzy - oświadczył prezydent Sopotu, dodając, że to samo dotyczy firmy PR, która - jak stwierdził, nie jest wynajmowana w tej chwili przez Urząd Miasta Sopotu. Karnowski okazał dziennikarzom rachunki za usługi prawnika oraz firmy PR. "Chyba wypada już żeby poseł Kurski zostawił Sopot w spokoju, bo po prostu za często kłamie" - dodał prezydent. W reakcji na zapowiedź Karnowskiego Jacek Kurski podkreślił, że nie wypowiadał się na temat sposobu rozliczeń między Karnowskim a jego mecenasem. "Nie twierdziłem, że płaci mu z publicznych pieniędzy, zwracałem tylko uwagę, że ta sama osoba obsługuje za publiczne pieniądze miasto Sopot, a prywatnie Jacka Karnowskiego, co samo w sobie jest patologią charakterystyczną dla republik" - zaznaczył.

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL