Koszykówka

Smutek pod tablicami

Tak źle nie było w Polskiej Lidze Koszykówki od dawna. Ekstraklasa nie ma sponsora, budżety klubów są mniejsze niż rok temu
KFP, krzysztof mystkowski krz krzysztof mystkowski
Polska koszykówka jest źle rządzona, coraz mniej popularna i nie zmieni tego zaczynający się dziś nowy sezon
Za rok w Polsce odbędą się mistrzostwa Europy. Impreza, która miała wyrwać naszą koszykówkę z marazmu, może stać się gwoździem do jej trumny. Wystarczy spojrzeć na Polską Ligę Koszykówki, która dziś zaczyna sezon meczem Energa Czarni Słupsk – PBG Basket Poznań. Tak źle nie było w lidze od dawna. Ekstraklasa wciąż nie ma sponsora, budżety klubów są mniejsze niż rok temu. Broniącemu tytułu Prokomowi Trefl Sopot z 30 mln zł zostało zaledwie 12 mln, a kilka drużyn balansuje na krawędzi wypłacalności.
Jeszcze w sierpniu z ekstraklasy wycofał się Polpak Świecie, a start co najmniej czterech innych klubów był zagrożony do ostatniej chwili. Na dodatek ligowe mecze będzie pokazywać niszowa TVP Sport, a spotkań Prokomu w Eurolidze nie chciała transmitować żadna stacja. Zdarzają się też sytuacje groteskowe. Oficjalnym otwarciem sezonu miał być mecz o Superpuchar pomiędzy Prokomem a Śląskiem Wrocław. Jednak wrocławianie wycofali się ze spotkania, argumentując, że są w zbyt słabej formie. I w tym samym terminie zdecydowali się rozegrać... sparing z Prokomem. Problemy ma także reprezentacja. Trener kadry Muli Katzurin bardzo chciałby mieć w drużynie rozgrywającego z USA, ale przez nieudolność PZKosz cała sprawa od pół roku stoi w miejscu. Na wiosnę dzięki pomocy dziennikarzy „Życia Warszawy” prezes związku Roman Ludwiczuk dowiedział się o polskich korzeniach amerykańskiego obrońcy Dana Dickau, byłego koszykarza NBA. Na początku wszystko wyglądało obiecująco. Udało się nawet zgromadzić dokumenty potwierdzające polskie pochodzenie Dickaua, ale on sam wciąż nie jest przekonany, czy chce grać dla Polski.Najlepiej byłoby, aby Roman Ludwiczuk pojechał z kimś do Włoch i spotkał się z koszykarzem (Dickau gra w klubie Air Avellino). Problem w tym, że ledwo dukający po angielsku prezes nie ma z kim jechać. W PZKosz nie ma nikogo, kto jednocześnie znałby obce języki i miał rozeznanie w zawiłych kwestiach formalnych. Większość osób zatrudnionych w komitecie organizacyjnym Eurobasketu pracuje w ligowych klubach i niezbyt kwapi się do tego, by brać na swoje barki dodatkowe zajęcia. Dlatego w miejscu stoi też sprawa Chrisa Thomasa. Amerykański rozgrywający, który grał dwa lata temu w Anwilu Włocławek, ożenił się z Polką i chętnie przyjąłby nasz paszport. Ale władze związku nie ruszyły nawet palcem, by mu pomóc. Prezes Ludwiczuk uspokaja, że wciąż jest sporo czasu, ale dyskretnie pomija fakt, że aby w ekspresowym tempie załatwić paszport Dickauowi lub Thomasowi, potrzebna będzie przychylność urzędników Kancelarii Prezydenta. A na tę senator Platformy Obywatelskiej nie ma raczej co liczyć. Przez ostatnie dziesięć lat koszykówka w Polsce spadła ze szczytów popularności na dno. Miała to zmienić zapowiadająca przyszłoroczne ME ogromna kampania promocyjna. Tymczasem zamiast koszykówką gazety przez całe lato zajmowały się niejasnymi działaniami prezesa Ludwiczuka. Najpierw okazało się, że za promocję Eurobasketu będzie odpowiadać wrocławska firma Sport Media założona przez byłych współpracowników wicepremiera Grzegorza Schetyny, politycznego patrona senatora PO. Potem głośno było o odwołaniu Ludwiczuka z fotela prezesa rady nadzorczej spółki zarządzającej podwałbrzyskim zamkiem Książ. Organizowano tam m.in. zgrupowania reprezentacji Polski, za które PZKosz płacił pieniędzmi z budżetu państwa. Koszykówka przez dziesięć ostatnich lat staczała się ze szczytów popularności na dno Ludwiczuk musiał jednak odejść z innego powodu – żeby piastować takie stanowisko, potrzebne jest wyższe wykształcenie, a senator PO takiego nie ma. Niedawno okazało się również, że Centralne Biuro Antykorupcyjne domaga się od prezesa PZKosz zwrotu prawie 140 tys. zł. Chodzi o pensje, jaką otrzymywał on, gdy pięć lat temu był wiceprezydentem Wałbrzycha. Pieniądze te zdaniem śledczych Ludwiczuk miał pobrać bezprawnie. Nawet jeśli szef związku chciałby zorganizować szeroko zakrojoną akcję promocyjną, to miałby z tym spory problem. PZKosz nie ma sponsora. Gdy w lecie ze wspierania związku wycofał się Prokom, senator PO zapewniał, że prowadzi zaawansowane rozmowy z kilkoma innymi firmami. Skończyło się na zapowiedziach. Z braku pieniędzy promocja mistrzostw ograniczy się więc pewnie do ligowych spotkań. Tyle że garstka kibiców, która regularnie odwiedza koszykarskie hale, dobrze wie o Eurobaskecie. Lipcowe mecze towarzyskie kadry z Bułgarią w Warszawie obnażyły organizacyjne słabości związku. PZKosz nie zadbał o odpowiedni parkiet i koszykarze, zamiast grać, ślizgali się po parkiecie Torwaru jak po lodowisku. Podczas ostatniego pikniku olimpijskiego też nie obyło się bez wpadki. Największą atrakcją koszykarskiego stoiska miał być mistrz z Pekinu Tomasz Majewski, ale okazało się, że nasz kulomiot, zamiast promować Eurobasket, woli jechać na mityng. Takich przykładów jest więcej. Nasza koszykówka przeżywa zapaść i nie zanosi się na to, aby w najbliższym czasie miała ozdrowieć. Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: pszeleszczuk@zw.com.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL