Biznes

Nadchodzi czas specjalistów

Rzeczpospolita, Robert Przybylski RP Robert Przybylski
Transport drogowy przeżywa nienotowany kryzys spowodowany nadpodażą usług. Z rynku wycofują się najsłabsi, przede wszystkim te firmy, dla których transport jest dodatkową działalnością. Ich miejsce zajmą przedsiębiorstwa specjalizujące się w usługach logistycznych
Zajmuję się transportem od 1978 roku i tak źle jeszcze nie było – uważa Zygmunt Sieńko, szef Dolnośląskiego Stowarzyszenia Przewoźników. – Przejadamy to, co wypracowaliśmy w ostatnich 20 latach – mówi z goryczą. Wtóruje mu właściciel szczecińskiej firmy transportowej Port-Trans Ryszard Portka. – Kilka znajomych firm zrezygnowało z transportu i sprzedaje samochody. Jedna z nich miała do niedawna ponad 100 zestawów – dodaje. Adam Bek z firmy Omega Pilzno, jednego z największych przewoźników na Podkarpaciu, dodaje, że po raz pierwszy w historii firmy nie zrealizował rocznego planu jej rozbudowy. – Chciałem dodać 100 zestawów, a przybyło tylko 50 – wylicza.
Trudna sytuacja przewoźników przekłada się na malejącą sprzedaż samochodów ciężarowych. Firmy zajmujące się leasingiem samochodów ciężarowych nieoficjalnie przyznają, że obroty spadły o 30 procent. Stagnacja objęła nie tylko sprzedaż samochodów nowych i używanych, ale nawet opon. Sławomir Drzewiecki z Michelin Polska zauważa, że popyt na opony ciężarowe spadł w pierwszym półroczu o 15 – 20 procent w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Spadek sprzedaży tłumaczy złą kondycją przewoźników oraz odnowionym w ostatnich latach parkiem samochodowym, przez co naturalnie zmniejszyło się zapotrzebowanie na opony nowe. Przedstawiciel Continental Opony Polska Marcin Cywiński dodaje, że spadek rynku silniej dotknął importerów opon tańszych oraz bieżnikowanych. Powodem jest wejście na rynek chińskiej konkurencji. Dla Adama Beka trudna sytuacja oznacza większe możliwości na przyszłość. – Z transportu wycofują się firmy produkcyjne i handlowe, dla których przewozy były działalnością uboczną – tłumaczy. – Dwa lata temu kupowały one ciągniki i naczepy, a teraz, gdy spadły stawki, widzą, że jest to działalność niedochodowa. Pozbywają się samochodów, na czym za rok skorzystają firmy specjalizujące się w usługach logistycznych – przewiduje. Liczy też, że w przyszłym roku wraz z redukcją liczby firm transportowych zauważalnie wzrosną stawki przewozowe.
Omega Pilzno w październiku otwiera największy na Podkarpaciu magazyn o powierzchni 20 tys. mkw. Rozwój usług magazynowych planuje firma Jas-FBG, jednak najszybciej wśród polskich przewoźników nową sytuację wykorzystuje Trans-Południe, który w tym roku odda klientom do użytku magazyny w Piotrkowie Trybunalskim (8 tys. mkw.), Straszęcinie (dodatkowe 12 tys. mkw.), Podgrodziu (dodatkowe 30 tys. mkw.), Błoniu k. Warszawy (20 tys. mkw.), we Wrocławiu (24 tys. mkw.) i Gliwicach (15 tys. mkw.). – Szeroki wybór usług powoduje, że naszym projektom towarzyszy bardzo duże zainteresowanie klientów – zdradza tajemnicę sukcesu Zbigniew Szewczyk, dyrektor ds. organizacji Trans-Południe. Reprezentująca podwarszawskiego przewoźnika Link Anna Ważny podaje, że w sierpniu było wyraźnie mniej ładunków niż w lipcu. – Widać było sezon wakacyjny – mówi. Ryszard Portka dodaje, że pod względem ilości ładunków rekordowy w historii firmy był lipiec. Szewczyk zauważył, że latem popyt na usługi był tak duży, że brakowało możliwości przerobu wszystkich zamówień. – Podaż ładunków spłaszczyła się w ciągu roku i nie widać tak wyraźnych pików, które występowały jesienią – mówi Szewczyk. Zauważalne jest niezrównoważenie podaży ładunków w imporcie i eksporcie. – Z braku ładunków wywozowych nasi przewoźnicy zabierają ładunki z dawnej NRD w drodze na Zachód – wyjawia Anna Ważny. Stawki przewozowe w przewozach eksportowych wyraźnie spadły, czym zaniepokojone są nawet tak duże firmy jak CJ International. – Zachodni przewoźnicy oferują stawki ok. 0,50 euro/km – skarży się jeden z przewoźników. Za dobre uchodzą stawki ok. 0,9 euro/km. – Taka stawka nie jest najgorsza i nasze samochody czasem jeżdżą za takie pieniądze – przyznaje Bek. Prezes IRU Janusz Łacny przestrzega, że minimalna stawka za kilometr, pozwalająca na odbudowę floty i utrzymanie firmy, odpowiada cenie litra oleju napędowego i opłatom drogowym za kilometr, co daje 1,2 euro/km. – Każdy, kto jeździ za mniejsze pieniądze, jest ryzykantem – uważa Łacny. Popyt na transport nie słabnie, o czym świadczy nieustannie rosnąca liczba ciężarówek na polskich drogach.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL