Wiadomości

Niech się tłumaczy Komorowski

Antoni Macierewicz przekonuje, że marszałek Komorowski ma moralny obowiązek stanąć przed Sejmową Komisją Sprawiedliwości, która go zaprosiła na dzisiejsze posiedzenie, i wyjaśnić swe postępowanie w sprawie aneksu do weryfikacji WSI
Rzeczpospolita, Jak Jakub Ostałowski
Z zeznania marszałka Sejmu wynika, że był zainteresowany nielegalnym zdobyciem tajnego dokumentu – twierdzi były weryfikator WSI Antoni Macierewicz. Tylko w wydaniu internetowym pełna wersja wywiadu
RZ: O co chodzi w medialnym szumie, który powstał wokół 18 zaginionych dokumentów z komisji weryfikacyjnej WSI? Podobno, jak twierdzi szef MON Bogdan Klich, 13 z nich to pan ukradł.
Antoni Macierewicz: Trzy miesiące temu pan Klich mówił, że zaginęło 400, dzień później – 200, a następnie 50 dokumentów. Teraz twierdzi, że brakuje moich podpisów na karcie zwrotu 13 dokumentów. Tymczasem zasada jest taka, że osoba pobierająca dokumenty potwierdza fakt ich otrzymania podpisem. Zwrot kwituje także podpisem kancelista odbierający wykorzystane dokumenty. Ja dokumenty oddałem, a mój podpis widnieje wszędzie tam, gdzie powinien być. Bałagan powstał wtedy, kiedy w dniu zakończenia prac Komisji Weryfikacyjnej, nad ranem, bez zachowania procedur obowiązujących przy przekazywaniu akt, bezprawnie przejęto dokumenty Komisji Weryfikacyjnej. Próba obarczenia mnie odpowiedzialnością za rzekome braki w dokumentach, to – nie tylko moim zdaniem – nieudolna i nerwowa reakcja Platformy Obywatelskiej na list Przewodniczącego Klubu PiS, który Przemysław Gosiewski wysłał go półtora tygodnia temu do prokuratora generalnego, Zbigniewa Ćwiąkalskiego. O co w tym liście chodziło?
Ten list, podobnie jak późniejsza audycja „Misja specjalna” w TVP 1, ujawniał informację, że marszałek Sejmu Bronisław Komorowski przyznał się do zachęcania do nielegalnego zdobycia Aneksu z weryfikacji WSI. Rzeczywiście była to tak wstrząsająca informacja, że politycy PO próbowali ją niezręcznie przykryć historią o rzekomo skradzionych dokumentach i na to skierować uwagę opinii publicznej. Rozumiem. Ale ukradł pan te dokumenty czy nie? Przecież papiery kocha pan najbardziej? Na pewno niczego nie ukradłem. I dużo bardziej kocham góry, niż papiery. A z papierów najbardziej lubię książki, szczególnie historyczne. Niespecjalnie wierzę. A skąd przewodniczący Gosiewski miał mieć wiedzę, o tym domniemanym współudziale marszałka Komorowskiego? Zeznania pana Komorowskiego w prokuraturze znalazły się w Internecie. To jak doszło do wycieku tych tajnych zeznań powinna jak najszybciej wyjaśnić prokuratura. Zeznania zawierają wiele nowych faktów związanych z prowokacją wobec Komisji Weryfikacyjnej. Okazuje się, że w listopadzie 2007 r. płk L. dotarł do marszałka Komorowskiego i zaproponował mu dostarczenie ściśle tajnego aneksu z weryfikacji WSI. Według protokołu z zeznań Komorowski powiedział w prokuraturze: „wyraziłem wstępne zainteresowanie jego propozycją. Umówiliśmy się, że on się odezwie gdy będzie miał na pewno możliwość dotarcia do tych dokumentów”. Ale marszałek o tym spotkaniu nie poinformował nikogo. Ani ABW, ani prokuratury. Ale chyba poinformował o tym Służbę Kontrwywiadu Wojskowego? Nie wiem skąd ma pani takie wiadomości, wydaje się, że nie poinformował. Pan Komorowski w prokuraturze zeznaje, że powiadomił Pawła Grasia (wówczas pełnomocnika rządu ds. służb specjalnych - red.), ABW, SKW itd, ale w innej sprawie, a z pewnością dużo później. Proszę przyjrzeć się datom: gdy 19 dochodzi do rozmowy z L., marszałek nikogo o tym nie zawiadamia i spotyka się 21 z p. Tobiaszem a posła Grasia informuje dopiero po kilkunastu dniach, 4 grudnia. Czyli najpierw podejmuje różne działania w sprawie Aneksu na własną rękę a gdy nic z tego nie wychodzi zwraca się do Grasia, a następnie do Krzysztofa Bondaryka (szefa ABW - red.). Prokuratura w ogóle nie została o tym poinformowana! Gdy Komorowski składa zeznania w lipcu 2008 roku, pan L. już od kilku tygodni przebywa w areszcie. I marszałek musiał brać pod uwagę fakt, że prokuratura ma wiedzę nieporównanie większą, niż mógł sądzić. Skąd takie przypuszczenie? Bo to prokuratura zgłasza się do niego, a nie on do prokuratury. Ciekawe tylko dlaczego dopiero po 9 miesiącach od momentu rozmowy z L.? Na wszystkie te wątpliwości Komorowski powinien odpowiedzieć przed sejmową komisją sprawiedliwości, która go na dzisiaj zaprosiła. Byłoby dobrze, gdyby też prokuratura wyjaśniła dlaczego zwlekała 9 miesięcy z przesłuchaniem osoby, która próbowała uzyskać dostęp do aneksu i jest pierwszym źródłem informacji, iż ktoś oferował nielegalnie dostęp do tego dokumentu. Ale marszałek Komorowski zapowiedział, że nie przyjdzie. Zobaczymy. Przypominam, że to marszałek Komorowski wzywał ministra Zbigniewa Ziobrę, by honorowo zrzekł się immunitetu. Więc niech teraz zastosuje tę zasadę do siebie. Właściwie jaki związek ma stawienie się przed komisją, bądź nie, z honorem? Jeżeli istnieje cień podejrzenia, iż marszałek Sejmu, czyli druga osoba w państwie popełniła przestępstwo... Niby jakie przestępstwo? Przecież z jego zeznania w prokuraturze wynika, że zainteresowany był nielegalnym zdobyciem ściśle tajnego dokumentu, jakim jest aneks. I nie zawiadomił prokuratury o ofercie, którą otrzymał w tej sprawie od L. Ma więc moralny obowiązek stawić się przed komisją i to wszystko wyjaśnić. A kim właściwe jest pułkownik Aleksander L.? Oficer komunistycznych służb WSW, szkolony przez KGB w Moskwie jeszcze w latach 80. W 2007 r. informował dziennikarzy - i jak widać marszałka Komorowskiego - że ma dostęp do aneksu do raportu z weryfikacji WSI. Co oczywiście było kompletną bzdurą. Ale zostało wykorzystane jako narzędzie do ataku na Komisję Weryfikacyjną. Natomiast jego związki z obcymi służbami, pan Komorowski podkreśla w zeznaniach w prokuraturze. Czyli o nich wiedział jeszcze jako wiceminister nadzorujący swego czasu kontrwywiad. A mimo tego, powiedział L., że jest jego propozycjami zainteresowany. Skąd takie zainteresowanie marszałka Komorowskiego aneksem? Wiedział, że jest jedną z osób tam opisywanych? „Nie było dla mnie zaskoczeniem pojawienie się mojego nazwiska w aneksie. Wcześniej prasa sugerowała, że moja osoba może być objęta treścią tego raportu. W rozmowie ze mną L. nie określił wprost, że może na pewno uzyskać fragment materiałów mnie dotyczących, ale że ma możliwości poprzez swoje kontakty”. To fragment zeznań Komorowskiego. I chyba najlepsza odpowiedź na pani pytanie. Marszałek był informowany przez L. o tym, że materiały z Aneksu dotyczą jego osoby. I chciał poznać ściśle tajne dokumenty, angażując go do tej operacji. Ale z zeznań marszałka absolutnie nie wynika, że propozycja L. była propozycją korupcyjną. Tak, ma pani rację. Z tych zeznań to nie wynika. Ale nie tylko korupcja jest przestępstwem. Ma pan jakieś przypuszczenia dlaczego w takim razie pułkownik L. zachował się wobec Komorowskiego jak zupełnie bezinteresowny oferent? Nie mam pojęcia, jakie było zaplecze tego przedsięwzięcia. Można tylko powiedzieć, że spotkanie z L. nie było dla pana marszałka zaskoczeniem, bo rekomendował go wieloletni współpracownik Komorowskiego generał Józef Buczyński. W tej całej historii osoba L. wydaje się kluczowa. To jeszcze raz zapytam, kim jest ta tajemnicza postać? L. przez cale lata był jednym z groźniejszych ludzi związanych z wojskowymi służbami specjalnymi, operującym w środowiskach biznesowo-polityczno-dziennikarskich. Znał np. dobrze generała Marka Papałę i środowisko, w którym się obracał. I co z tego? W czasach końca PRL L. był szefem Zarządu Wojskowej Służby Wewnętrznej, która zajmowała się instytucjami centralnymi MON i ludźmi, którzy pracowali w najważniejszych urzędach ministerstwa. Szef tej instytucji znał więc wiele szczegółów, różnorodnych decyzji podejmowanych przez ludzi komunistycznego aparatu, zwłaszcza w okresie transformacji. Zapewne dlatego pan L. na początku lat 90. wchodził jako udziałowiec w rozmaite spółki i interesy finansowe z tymi ludźmi. A w okresie późniejszym? Nie ma wątpliwości, że L. był związany z Agencją Mienia Wojskowego. Był doradcą zastępcy szefa tej instytucji, przedstawiał się m.in. jako ekspert Zespołu Ochrony Agencji. Był też członkiem specjalnego zespołu rozpracowującego partie prawicowe w latach 91-93. Była to grupa utworzona pod patronatem generała Buły, nie będącego już wtedy w strukturach wojska. Ale marszałek Komorowski wielokrotnie mówił, że gdy był w rządzie Mazowieckiego wiceministrem obrony narodowej wyrzucił L. ze służby w wojsku. Tak mówił, ale mam daleko idące wątpliwości, jak to się rzeczywiście odbyło. L. odchodzi z armii na emeryturę z etatu generalskiego w końcu 1991 roku. Wtedy odpowiedzialnym za kontrwywiad wojskowy był właśnie Komorowski. A L. odszedł dopiero po tym, jak zainterweniowała w politykę personalną w służbach wojskowych sejmowa podkomisja Janusza Okrzesika. Końcowy raport z jej działalności, wcześniej ukrywany (choć nie posiadał klauzuli tajności!), znajduje się w załącznikach do raportu z likwidacji WSI. Ta podkomisja powstała w sejmie kontraktowym dlatego, że jak stwierdza się w jej raporcie, odpowiedzialni w MON nadzorujący służby tolerowali w nich ludzi odpowiedzialnych za przestępstwa komunistyczne. O kogo chodzi konkretnie? Marszałek Komorowski nadzorował wówczas kontrwywiad. To chyba pan się zawziął na Komorowskiego. A przecież kiedyś był to pana wychowanek w harcerskiej drużynie? Tu nie chodzi o moje prywatne relacje z Bronisławem Komorowskim.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL