fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Nauczycielka o koleżance: psychicznie ją wykończyć

Dziennik Wschodni
Żeby jej uwierzyli, przez rok potajemnie nagrywała rozmowy. Teraz może za to odpowiedzieć przed sądem. Koleżanki: – To nasze prywatne sprawy
Czesława Wereszczyńska jest nauczycielką w Szkole Podstawowej nr 5 w Łukowie, 35-tysięcznym powiatowym mieście na Lubelszczyźnie. Jest na zwolnieniu lekarskim, w ostatnich miesiącach spotkało ją wiele nieprzyjemności. Zaczęło się od porysowanego samochodu. Potem ktoś w środku nocy dzwonił dzwonkiem przy jej drzwiach. Najbardziej upokarzające było jednak to, gdy w płaszczu znalazła zawinięte w chusteczkę odchody.
Zdaniem Wereszczyńskiej za tymi „przypadkami” stoją dwie nauczycielki. Marzena Rzymowska (żona radnego i znajoma zastępcy prokuratora rejonowego Jolanty Niewęgłowskiej) oraz Jolanta Słotwińska (żona komendanta powiatowego policji Wiesława Słotwińskiego).
Konflikt między nauczycielkami zaczął się w 2005 r. Przez redukcję etatów Wereszczyńską przeniesiono do przedszkola (miała dodatkowe kwalifikacje). Nie zgodziła się z tym i złożyła pozew do sądu pracy. Na mocy wyroku wróciła do szkoły, ale – jak twierdzi – nie była tam mile widziana. – Nie przydzielono mi klasy jak wcześniej, a zamiast tego dostałam zajęcia, do których nie miałam uprawnień – mówi.
Wtedy Wereszczyńska zainteresowała się awansem Rzymowskiej. Jej zdaniem był nielegalny, bo tamta nie miała wymaganych kwalifikacji. Zawiadomiła prokuraturę. Śledczy postawili nawet zarzuty Rzymowskiej i dyrektorowi szkoły, ale sprawę umorzono. – Doszły mnie słuchy, że Rzymowska mi nie odpuści, że coś do herbaty mi dosypie albo do jedzenia – mówi Wereszczyńska.
W obawie zaczęła potajemnie nagrywać koleżanki z pracy. W pokoju ukryła dyktafon. – To była jedyna szansa na zdobycie dowodu, bo wcześniej nikt nie chciał mi uwierzyć – tłumaczy.
Za tablicą urządzenie leżało ponad rok. Z nagrań wynika, że już w marcu 2007 r. skonfliktowane z Wereszczyńską nauczycielki zaczęły knuć intrygę. Marzena Rzymowska: „Słuchajcie, a może by ją psychicznie jakoś wykończyć, na przykład jej palto gównem wysmarować albo coś... coś jej robić”.
W kwietniu 2007 r. Wereszczyńska poszła do prokuratury. Skarżyła się, że jest ofiarą mobbingu. Oficjalnego zawiadomienia nie złożyła, ale nauczycielki dowiedziały się, że Wereszczyńska o tym myśli.
Rzymowska przyznała się, że rozmawiała o Wereszczyńskiej z prokurator Niewęgłowską. „Jak by coś, to mi da znać, bo ona już zna sytuację, już wie o mnie” – zdradziła. W jednej z rozmów powołała się na komendanta Słotwińskiego: „Wiesiek był i on tam jeszcze (...) instruował”.
W maju tego roku nauczycielki znalazły dyktafon i zawiadomiły prokuraturę, że są podsłuchiwane. Wereszczyńska wniosła o ściganie ich za kierowanie gróźb karalnych. 26 sierpnia prokurator nadzorujący śledztwo w Prokuraturze Rejonowej w Białej Podlaskiej zatwierdził decyzję o umorzeniu postępowania dotyczącego gróźb „wobec braku znamion czynu zabronionego”. – Prawdziwość nagrań nie została zakwestionowana, ale prokurator uznał, że były to luźne rozmowy nauczycielek – mówi Stanisław Stróżak, prokurator rejonowy w Białej Podlaskiej. O tym, czy śledczy będą się zajmować podsłuchami, zdecyduje sąd.
Jolanta Niewęgłowska twierdzi, że jej rozmowa z nauczycielką przebiegała inaczej. – To było przypadkowe spotkanie. Marzena skarżyła się i pytała, co ma robić. Udzieliłam jej ogólnych porad proceduralnych, nic więcej. W żadnym razie nie obiecywałam jej pomóc. Nie wiem, dlaczego powołuje się na mnie. Znam ją z podstawówki, ale nie jest to dobra znajomość. Wiesław Słotwiński: – Co mnie obchodzi, o czym rozmawiały panie po lekcjach? Łączenie mnie z tym jest śmieszne.
Jerzy Kołodyński, p. o. dyrektora szkoły, zapewnia, że nikt w stosunku do Czesławy Wereszczyńskiej mobbingu nie stosuje. A gdy dowiedział się o podsłuchu, był „zniesmaczony” i zawiadomił o sprawie kuratorium oświaty. Jak ustaliła „Rz”, rzecznik dyscypliny domaga się ukarania... jedynie Wereszczyńskiej.
Same nauczycielki tłumaczą, że rozmowy były prywatnymi wymianami zdań, a nagrania Wereszczyńskiej są zmanipulowane. – Nie życzę sobie, by je upubliczniono – mówi Słotwińska.
Kwiecień 2007 r.
Jolanta Słotwińska wie, że do prokuratury wpłynęło pismo w sprawie śledztwa dotyczącego Rzymowskiej i informuje ją o tym.
Marzena Rzymowska:
„Nie mogę się z tą suką, nie mogę normalnie...”.
Jolanta Słotwińska:
„(...) tam Wiesiek coś, nie wiem, nawet nie wymienił mojego nazwiska i imienia mojego męża... Mówią, bo mówią, że policja tej sprawie ukręci łeb, bo Słotwińska jest koleżanką z Rzymowską (...).
Rzymowska mówi o sprawie swoich awansów, która była w prokuraturze:
„O Matko Boska, słuchajcie z każdej strony kopa. Jeszcze tak, sprawę kierują do sądu. Może mi dadzą pół roku jakiegoś...”.
„I zobaczcie, żeby przez taką meniulę pieprzoną, taką małpę o takie, żeby były rzeczy się działy”.
Nagranie z 3 kwietnia 2007
Nagranie z 18 października 2007
Nagranie z 9 listopada 2007
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA