Piłka nożna

Róbmy rewolucję

Rzeczpospolita
Leo Beenhakker przed dzisiejszym meczem z San Marino o Arturze Wichniarku, Ireneuszu Jeleniu, menedżerach i wszystkich swoich wrogach
Rz: Możemy być pewni, że reprezentacja Polski pokona amatorów z San Marino?
Leo Beenhakker: W futbolu nie ma gwarancji. Jeśli dostaniemy dwie czerwone kartki w piątej minucie, wygrać będzie trudno. Obejrzeliśmy mecz ze Słowenią, przeanalizowaliśmy błędy i mam nadzieję, że wyciągnęliśmy wnioski. Przyjechaliśmy do San Marino po trzy punkty. Jesteśmy pierwsi do przyznania się, że we Wrocławiu rozczarowaliśmy, dlatego teraz chcemy się zrehabilitować. Nie jesteśmy idealni, jednak to, co się w Polsce dzieje po jednym remisie, przechodzi moje pojęcie. Gdyby Jakub Błaszczykowski nie trafił w słupek, wszyscy byliby zadowoleni, bo mecz potoczyłby się inaczej. Teraz zapanowała panika. Dziwi się pan, że kibice nie są zadowoleni z remisu?
W Polsce nie brakuje arogantów, którzy uważają, że powinniśmy wygrywać ze wszystkimi tak zwanymi małymi państwami. Nikt nie bierze pod uwagę, że oni umieją grać w piłkę. Wprowadzam do zespołu nowych zawodników, którzy potrzebują czasu. Niestety, nie udało nam się wygrać i znowu wrócił temat tych Wichniarków i Jeleni. Jeden kiepski rezultat powoduje, że niektórzy ludzie chcą wszystko rozwalić, zburzyć drużynę. Kieruje nimi tylko destrukcja, bo kiedy pytam o pomysły – milczą. Wichniarek na 17 meczów w reprezentacji strzelił cztery gole, Jeleń w 19 występach – dwa. Nagle objawiają się jako zbawcy. Nie rozumiecie, że czasami trzeba zrobić krok do tyłu, by później zrobić dwa do przodu? Nie rozumiecie, że to jest część pewnej gry? Jakiej gry? W meczu ze Słowenią sześciu piłkarzy nie zmieściło się w kadrze i zajęli miejsca na trybunach, tuż przed ludźmi, którzy uważają się za wielkich, odpowiedzialnych i ambitnych. Takich, którzy w najbliższym czasie chcą objąć rządy w PZPN. Zapytajcie moich piłkarzy, co ci panowie mówili w czasie meczu, jak się cieszyli, że nam nie idzie. Gadają bzdury o kiepskiej atmosferze w drużynie, a sami robią wszystko, żeby była jak najgorsza. Podobnie jest z Wichniarkiem. Myślicie, że to była jego decyzja o zakończeniu gry w reprezentacji? Nie, to nie on ją podjął, poza tym zupełnie jej nie akceptuję, bo to ja jestem selekcjonerem i to do mnie się dzwoni, żeby poinformować, że reprezentacja to zamknięty rozdział. Wichniarek woli jednak obwieścić to w Polsacie Sport, bo jest przyjacielem prowadzących program, którzy też są zamieszani w tę grę. Wspierają tych, z którymi łączy ich przyjaźń, którzy nie odmówią przyjścia do programu, są zawsze pod telefonem. A z Tomasza Hajty chcą zrobić menedżera reprezentacji. Zobaczcie wreszcie to, co się dzieje za plecami! Zobaczcie, jak się robi brudną propagandę. Dlaczego mówi pan o tym dopiero teraz i jest pan tak bardzo zdenerwowany? Nie jestem zdenerwowany, tylko zaangażowany w polski futbol. Przeraża mnie to, że tylko ja dostrzegam pewne sprawy. Dookoła piłkarzy kręcą się ludzie, którzy mają swoje interesy. Za naszymi plecami trwa przepychanka, walka. Każdy chce pokazać, jak jest ważny i wielki, i że znowu ma wpływ na wszystko, co się dzieje w polskiej piłce. Menedżerowie nie kontrolują reprezentacji, więc się denerwują. A wiecie dlaczego? Bo przez pierwszy rok mojej pracy w Polsce dzwonili do mnie, próbując przekonać mnie do sprawdzenia niektórych zawodników. A ja powiedziałem, że nie wchodzę w żadne gry i układy. Przez dwa lata walczę z wiatrakami i mam już tego dość, bo nikt mi nie pomaga. Wy, dziennikarze, też śpicie. Liczyłem na waszą pomoc. To dla pana nowa sytuacja? Nie było tak od początku pana pracy w Polsce? Było. To brudny świat. Klepią mnie po plecach, kiedy kadra wygrywa, i mówią, że zawsze mnie wspierali, a jak jest remis ze Słowenią, plują mi w twarz i mówią, że pada deszcz. Chcą mnie zwolnić, bo to jedyne rozwiązanie dla polskiej piłki. Macie w tym piękne tradycje: Piechniczek, Wójcik, Engel, Boniek, Janas, co dwa lata ktoś nowy, a polski futbol od 20 lat stoi w miejscu. Ja też tylko awansowałem na turniej, zrobiłem to samo co Janas. Ale teraz zwolnijcie mnie, a weźcie Kasperczaka. W 2010 roku wywalcie i jego. Nagle narobiło się tak zwanych ekspertów: 1:1 we Wrocławiu było dlatego, bo zabrakło w kadrze Wichniarka. Jakby był, tobyśmy rywali roznieśli. Od 20 lat macie kapitalizm w każdej dziedzinie życia, tylko nie w sporcie. Jestem zwolennikiem ewolucji, ale przyszedł czas na rewolucję. Wszystko albo nic.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL