Muzyka

Polskie głosy też się liczą

Piotr Beczała
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Najlepsi Śpiewacy Europy. Publiczność lubi plebiscyty, a artyści muszą się liczyć z ich wynikami. Na tegorocznej liście po raz pierwszy od lat są polskie nazwiska: Piotr Beczała i Mariusz Kwiecień
Ranking austriackiego wydawnictwa "Festspiele" jest publikowany co roku z okazji europejskiego lata festiwalowego. To dobry czas na podsumowanie minionego sezonu. Typują krytycy, menedżerowie, a więc fachowcy z branży. Obecny ma szczególny charakter, bo "Festspiele" świętuje 25-letnią obecność na rynku wydawniczym, a także swą aktywność w promocji artystów.
Oni sami z rezerwą podchodzą do takich pomysłów. – Nie zastanawiam się, od kogo jestem lepszy, a kto mnie wyprzedził – powiedział mi w Salzburgu Piotr Beczała. – Dla mnie ważne jest, bym dalej się rozwijał i aby pomogły mi w tym propozycje kolejnych ról. Warto wiedzieć, kogo słucha świat, gdyż niemal wszyscy najlepsi artyści omijają nasz kraj Czy zatem rankingi potrzebne są jedynie publiczności? W świecie zalewającym nas potokiem informacji pojawiają się w każdej sferze życia. Wprowadzają porządek, nawet w dziedzinach tak niewymiernych jak śpiew. Widownia ma dzięki nim nadzieję, że wie, kto jest najlepszy. Ale i artysta korzysta z dobrej pozycji na liście – wzmacnia się jego wartość rynkowa. Może zatem żądać większych honorariów, liczyć na bardziej atrakcyjne kontrakty.
Poza tym obecność w elicie daje satysfakcję. Dziesiątego na liście najlepszych śpiewaków Piotra Beczałę wyprzedziło pięciu tenorów. To same sławy: Juan Diego Florez, Rolando Villazon, Joseph Calleja, Rober- to Alagna i uwielbiany przez Niemców Peter Seiffert. Za Polakiem, w drugiej dziesiątce, znaleźli się zaś tenorzy bardziej reklamowani w mediach i hołubieni przez przemysł fonograficzny: Neil Shicoff (12.), Michael Schade (13.), Jonas Kaufmann (14.), Johan Botha (15.), Ramon Vargas (16.) i jedyny włoski tenor na liście – Marcello Giordani (19.). Mocną pozycję Piotr Beczała zawdzięcza zatem swym umiejętnościom i sukcesom ostatniego sezonu. Jego kreację w "Wertherze" uznano za najlepszą rolę sezonu w monachijskiej Staatsoper. Zachwycił jako Riccardo w "Balu maskowym" w Berlinie ("Od czasu Pavarottiego nie było tak znakomitego wykonawcy tej roli" – napisał jeden z niemieckich krytyków). Świetne recenzje zyskał za pierwszą solową płytę "Salut!", a "Traviata" z jego udziałem nagrana w Monachium otrzymała nominację do nagrody Grammy. Sukces Mariusza Kwietnia wydaje się nieco skromniejszy, zajął 20. miejsce w rankingu. Ale to dobry początek drogi w górę. 35-letni polski baryton jest jednym z najmłodszych śpiewaków na liście, do tej pory częściej występował nie w teatrach europejskich, lecz w amerykańskich. Ma mieszkanie w Nowym Jorku, bo tamtejsza Metropolitan jest jego stałą sceną. W nowym sezonie będzie go jednak można posłuchać w Paryżu, Londynie, Monachium, Berlinie lub Madrycie, a poza tym rozsądnie kieruje swoim życiem. – Mam intuicję, która podpowiada, co i jak mogę zrobić – powiedział "Rz". – Są role, na które muszę poczekać, choć nieraz dyrektorzy zapewniali mnie, że są napisane na mój głos. W takich sytuacjach odpowiadam: Owszem, ale za 20 lat. Warto też poznać, kogo słucha świat, gdyż niemal wszyscy najlepsi śpiewacy są naszej publiczności nieznani. Występ najlepszego basa, Niemca René Pape, na ostatnim Wielkanocnym Festiwalu Beethovenowskim przeszedł właściwie niezauważony. Na recitalu maltańskiego tenora Josepha Callei podczas Wratislavia Cantans w 2004 r. było sporo wolnych miejsc na widowni. Na ten festiwal zaproszono ponadto kilka lat temu Juana Diego Floreza, Renée Fleming oraz Cecilię Bartoli, która odwiedziła również Warszawę. Resztę znamy jedynie z płyt, a i tak z pewnością nie wszystkich. Anna Netrebko czy Angela Gheorghiu nie potrzebują w Polsce reklamy, ale ewentualny występ barytonów: Brytyjczyka Simona Keenlyside'a lub Hiszpana Carlosa Alvareza, wymagałby sporej promocji, choć obaj są wielkiej klasy artystami. Podobnie byłoby z Eliną Garancą, bo wciąż Polacy niezbyt wierzą, że światowe gwiazdy mogą pochodzić z kraju takiego jak Łotwa. Tymczasem to ona w ciągu ostatnich pięciu lat zrobiła największą karierę i z artystki wielbionej przez grupę fanów stała się atrakcją okładek kolorowych magazynów. Dziś, by zdobyć sławę, trzeba mieć urodę, wdzięk oraz umieć zainteresować sobą media. Potwierdzają to kariery artystek z rankingu. Każda jest niepowtarzalna, wszystkie są pięknymi kobietami, nad których wizerunkiem pracuje sztab wizażystów, a kreacje dla nich szyją słynni projektanci. Nie ma jednak wśród nich gwiazdek jednego sezonu. Amerykanka Renée Fleming, Finka Karita Mattila, Rumunka Angela Gheorghiu, Bułgarka Veselina Kasarova zajmują czołowe pozycje od lat i zapewne sytuacja nie zmieni się w następnych kilku. Pozostaje jedynie pytanie, czy Anna Netrebko mimo urlopu macierzyńskiego zdoła obronić swój prymat w kolejnym sezonie. Mężczyźni, którym natura poskąpiła urody, nie stoją jednak na przegranej pozycji. Najbardziej uwielbianych przez kobiety tenorów, Villazona i Floreza, wyprzedził przecież baryton Bryn Terfel. 43-letni Walijczyk z wyglądu przypomina krzepkiego drwala, śpiewa jednak znakomicie, a że ma talent aktorski, na scenie może być zarówno rubasznym Falstaffem, jak i uwodzicielskim Don Giovannim. Ogromną popularność zapewniają Terfelowi nie tylko operowe role, ale także muzyka pop, czego dowodem jest je- go ostatnia płyta – balladowa "First Love". Tego wymaga dzisiaj rynek. ... 20. Mariusz Kwiecień – baryton
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL