Służby mundurowe

Likwidator, któremu wywieziono akta

Jan Olszewski
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Z właściwą sobie powolnością przygotowuje zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przy wywożeniu materiałów komisji weryfikacyjnej WSI
Swoją opieszałość tłumaczy tak: – Dokładnie wszystko sprawdzamy, wniosek do prokuratury ma być nie tyle demonstracją, ile poważnym przedstawieniem problemu.
Powolność Jana Olszewskiego jest rzeczywiście przysłowiowa. Potwierdza to jego wieloletni przyjaciel Zdzisław Najder, który był szefem zespołu doradców byłego premiera. – Ale w myśleniu nie jest powolny, myśli bardzo szybko – dodaje. Równie znana jest skłonność Olszewskiego do spóźniania się. Podobną ma Antoni Macierewicz, cud więc, że udaje im się spotkać. Wiesław Chrzanowski pracę nad przygotowaniem statutu “Solidarności” w Sierpniu ,80 tak wspomina: – Przystąpiłem do pospiesznego pisania statutu. Miałem pracować razem z Janem Olszewskim, ale jak zwykle się spóźnił. Kiedy przyszedł, statut – poza częścią wstępną – był już prawie napisany. Uzupełnił go o postanowienia dotyczące finansów (“Pół wieku w polityce”). Ta wersja statutu jednak zaginęła w tajemniczych okolicznościach. W pisaniu ostatecznej Olszewski uczestniczył już aktywniej. Z powodu misiowatego wyglądu i powolności nazywany jest misiem koala. Dziennikarka Marta Miklaszewska ujawniła kiedyś sentymentalny rys charakteru swojego męża: – Misie koala, które dostaje od przyjaciół, usadza w fotelu. Może jest w tym jakaś tęsknota za dzieciństwem, które miał wspaniałe. Był bardzo kochanym dzieckiem. Mieszkał z rodzicami do końca ich życia. Zawsze wracał do domu, choćby była to czwarta nad ranem.Olszewski pochodzi z robotniczo-kolejarskiej rodziny. Przez matkę jest spokrewniony z działaczami PPS, a w domu odbywały się gorące polityczne dyskusje. Pytany, która z partii jest mu najbliższa, odparł: – Najbliższa byłaby mi partia, w której nigdy nie byłem – PPS. Olszewski pojawia się w wielkiej polityce, odgrywając w niej istotną rolę, po czym na jakiś czas znika. Tak jest od lat. Teraz znów o nim głośno z powodu zakończenia misji szefa komisji weryfikacyjnej WSI. Zresztą wbrew jego woli. Gdy 1 lipca oficerowe kontrwywiadu wojskowego wywozili dokumenty komisji z siedziby prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Olszewski nic o tym nie wiedział. Ranek spędził w prokuraturze przesłuchiwany w charakterze świadka w sprawie związanej z likwidacją WSI. O wywiezieniu materiałów dowiedział się tuż przed południem od swojego asystenta, którego zawiadomili członkowie komisji. Dzień wcześniej media obiegła informacja, że Olszewski odmawia wydania dokumentów. – To są jakieś dziwne supozycje, niczego podobnego nie mówiłem, wobec takich fantazji jestem zupełnie bezradny – twierdzi były premier. Z kolei minister obrony Bogdan Klich powiedział, że część materiałów zginęła, sugerując, że przetrzymują je weryfikatorzy. – Moim zdaniem niczego nie powinno brakować, a jeśli czegoś brakuje, to wina spoczywa na tych, którzy wykonali tę zadziwiająca operację wywożenia dokumentów – zaznacza Olszewski. Według niego komisji uniemożliwiono zakończenie prac: – Musimy wydać decyzje weryfikacyjne w stosunku do tych żołnierzy WSI, których już wysłuchaliśmy, ale nie przesłaliśmy im jeszcze decyzji. Gdy nie mamy dokumentów, możemy to zrobić chyba tylko w oparciu o sufit. Olszewski musi jeszcze, zgodnie z ustawą, przesłać marszałkowi Sejmu sprawozdanie z weryfikacji. Bez dostępu do dokumentów trudno będzie to uczynić. 78-letni polityk publiczną aktywność zaczynał jako 13-latek w Szarych Szeregach. Uczestniczył w powstaniu warszawskim, choć na Pradze, gdzie mieszkał, trwało ono tylko 48 godzin. Po wojnie związał się z młodzieżówką PSL Stanisława Mikołajczyka i pomagał mu w jego akcji wyborczej. Przychodził wtedy do szkoły ubrany w oficerki i andersowski strój wojskowy, czym budził respekt. Studiował jednocześnie historię i prawo. Ostatecznie zdecydował się na prawo. Po studiach dostał nakaz pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Nie wspomina tego miło. Notorycznie się spóźniał i tłumaczył przełożonym, że jechał taksówką, ale musiał w niej rozmienić 500 zł. – Skąd on ma cały czas te 500 zł – zastanawiali się jego szefowie. Potem był aspirantem w Polskiej Akademii Nauk. Zafascynował się kryminologią. – Zorientowałem się jednak, że Polska jest lata świetlne w tyle za osiągnięciami, jakie mają kryminolodzy za granicą. To było nie do odrobienia. Na fali odwilży, w 1955 r., zaczął pisać do tygodnika “Po prostu”. Był w tej redakcji razem z Jerzym Urbanem. Pisał m.in. teksty krytykujące antysemityzm, co nie przeszkodziło mu kilkadziesiąt lat później bronić Zygmunta Wrzodaka słynącego z ostrych antysemickich wypowiedzi. Po dwóch latach tygodnik zamknięto, a Olszewski dostał zakaz pracy w dziennikarstwie. Nie przejął się tym specjalnie, bo chciał już robić coś innego. Ale dziś twierdzi: – Gdyby historia potoczyła się inaczej i cały czas była II RP, najbardziej odpowiadałaby mi rola publicysty. W PRL został jednak adwokatem, obrońcą w procesach politycznych. – Uznałem, że obrona opozycjonistów jest dla mnie najbardziej efektywną formą aktywności politycznej – mówi. Nie ma wątpliwości, który proces był najważniejszy: – Występowanie jako oskarżyciel posiłkowy w procesie o zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki. Obecni przeciwnicy polityczni Olszewskiego, których bronił przez lata PRL, wystawiają mu jako adwokatowi i mówcy najwyższe noty. – Miał sławę adwokackiej legendy, i to w pełni zasłużoną, był wybitnym mówcą procesowym, choć prawo mało go interesowało – uważa Jan Lityński.Renoma obrońcy i polityczna aktywność sprawiły, że stał się filarem tzw. salonów politycznych modnych w tamtych czasach. Bywał i u Wojciecha Ziembińskiego, i po latach u Małgorzaty Bocheńskiej. Bliska znajomość z Janem Józefem Lipskim sprawiła, że dostał etykietę socjalisty i masona. Na przełomie lat 50. i 60. działał w kierownictwie Klubu Krzywego Koła, opozycyjnego wobec PRL, ale zrzeszającego ludzi o różnych poglądach. Był tam i Paweł Jasienica, i Lipski. Po latach Olszewski ujawnił: “Dla zakamuflowania swojej opozycyjnej działalności członkowie Klubu założyli lożę masońską. Rytuał był dość zabawny”. Lipski był przez pewien czas wielkim mistrzem loży “Kopernik”. W połowie lat 70. założył z Najderem Polskie Porozumienie Niepodległościowe. Wydana tam przez niego książka “Obywatele a służba bezpieczeństwa” była najczęściej przedrukowywanym tekstem podziemnym. Stawką w tej grze jest to, czyja ma być Polska – przekonywał Olszewski tuż przed odwołaniem z fotela premiera 13 grudnia 1981 r. nie został aresztowany podobnie jak inni opozycjoniści blisko współpracujący z episkopatem i prymasem. Po stanie wojennym tę współpracę jeszcze zintensyfikował. W 1989 r. uczestniczył przy Okrągłym Stole w obradach podstolika prawnego, ale od umów okrągłostołowych się dystansował. Nie startował w wyborach do Sejmu kontraktowego, jednak potem był kilkakrotnie parlamentarzystą. Najwięcej kontrowersji i rozbieżności jest w ocenie Olszewskiego jako premiera. On sam mówił o swoim gabinecie, że jest to gabinet pozapartyjnych osobistości. Krytycy twierdzili, że to rząd osobliwości. I dodawali, że swoją aktywność ograniczył do długich dyskusji na zapleczu Kancelarii z najbliższymi współpracownikami: Wojciechem Włodarczykiem, Macierewiczem, Najderem, Piotrem Naimskim. Jarosław Kaczyński powtarza z kolei, że był to najlepszy rząd po 1989 r. Rząd upadł “po nocy teczek” w czerwcu 1992 r., ale że tak się stanie, było wiadome już kilka tygodni wcześniej. Gabinet mniejszościowy, będący w stanie wojny z prezydentem Lechem Wałęsą, mediami i sporą częścią elit politycznych, nie miał szans. W podręcznikach historii znajdzie się zapewne dramatyczne wystąpienie premiera Olszewskiego, tuż przed jego odwołaniem, w którym przekonywał, że “stawką w tej grze jest to, czyja ma być Polska”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL