fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Baskowie rzucili Hiszpanii rękawicę

Baskijski parlament opowiedział się za przeprowadzeniem referendum niepodległościowego
Baskijscy nacjonaliści mówią o „konsultacji”. Nie zmienia to faktu, że chcą przeprowadzić 25 października w Kraju Basków plebiscyt w sprawie przyszłości tego liczącego ponad 2 miliony mieszkańców, cieszącego się szeroką autonomią regionu północnej Hiszpanii.
Baskowie mają odpowiedzieć na dwa pytania: czy opowiadają się za negocjacjami z ETA – organizacją zbrojną, mającą na koncie tysiące zamachów i ponad 800 ofiar, oraz czy są za tym, by partie zastanowiły się, jak zrealizować prawo Basków do samostanowienia. Osiągnięte przez nie porozumienie zostałoby poddane kolejnemu referendum do końca 2010 roku.
– Oddanie głosu narodowi w celu poznania jego opinii jest nie tylko aktem świadczącym o politycznej odpowiedzialności, ale także normalną demokratyczną praktyką – przekonywał w piątek szef baskijskiego rządu Juan José Ibarretxe. „Konsultacja” – to oczko w głowie tego ambitnego polityka i główny etap jego „mapy drogowej”, którą socjalistyczny premier Hiszpanii kategorycznie odrzucił. Plan Ibarretxe jest – jak stwierdził José Luis Rodriguez Zapatero – „podróżą donikąd”. Gotów jest natomiast do rozmów o poszerzeniu autonomii Basków.
Choć w Kraju Basków rządzą nacjonaliści, wynik głosowania nie był z góry przesądzony. Koalicyjny rząd Ibarretxe, w którym pierwsze skrzypce gra jego Baskijska Partia Nacjonalistyczna (PNV), ma w 75-osobowym parlamencie w Vitorii tylko 32 deputowanych. Wiadomo było, że plan upadnie, jeśli nie będzie za nim głosować Komunistyczna Partia Ziem Baskijskich (PCTV), ugrupowanie separatystów zbliżone do zdelegalizowanej Batasuny – politycznego ramienia ETA. PCTV zaś nie kryła, że nie pochwala „konsultacji”, która nie będzie miała mocy wiążącej. W końcu poparła Ibarretxe, ale – półgębkiem, konkretnie tylko jednym głosem z dziewięciu, jakie ma w parlamencie w Vitorii. Ratując baskijskiego premiera przed porażką, dała do zrozumienia, że robi to wyłącznie dlatego, by nie blokować projektu, który część Basków uznaje za krok na drodze do niepodległości. W efekcie za planem głosowało w piątek 34 baskijskich deputowanych, przeciw było 33 (socjaliści i Partia Ludowa), a siedmiu wstrzymało się od głosu.
Premier Hiszpanii uważa plan baskijskiego rządu za podróż donikąd. Zamierza zablokować referendum
Rzecznik Partii Ludowej (PP) Leopoldo Barreda pytał Ibarretxe, „ile zapłacił za głos PCTV”. A sekretarz generalny baskijskich socjalistów Patxi Lopez zarzucił premierowi, że zamiast starać się przekonać obywateli mających odmienne poglądy na temat przyszłości regionu, zebrał siły myślące identycznie jak on i „zdecydował za pozostałych”.
Co teraz? – Rząd zaskarży decyzję baskijskiego parlamentu do Trybunału Konstytucyjnego. Partia Ludowa go poprze albo sama złoży odwołanie – mówi „Rz” Jorge Mendiola, działacz PP z San Sebastian. – Nie będziemy z tym zwlekać ani dnia. Obowiązkiem rządu jest zapewnić przestrzeganie konstytucji – oznajmiła hiszpańska wicepremier Maria Teresa Fernandez de la Vega.
Lucia Yeste z radia publicznego RNE jest przekonana, że referendum nie dojdzie do skutku. – Ibarretxe o tym wie. To taka jego zagrywka przed wyborami regionalnymi, które może przyspieszyć – mówi „Rz” hiszpańska dziennikarka.
– Będzie tłumaczył, że chciał zorganizować referendum, ale rząd w Madrycie mu nie pozwolił. Ma nadzieję, że dzięki temu utrzyma władzę – tłumaczy Lucia Yeste.
Strona premiera rządu baskijskiego: www.lehendakari.euskadi.net
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA