fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Walka o duszę futbolu

AFP
Trzy tygodnie karnawału w Austrii i Szwajcarii kończą się wyjątkowym meczem. W niedzielę spotkają się najlepsze drużyny turnieju, Południe z Północą, fantazja z wolą zwycięstwa. Niemcy grali w finałach Euro pięć razy, ale jeszcze nigdy z Hiszpanią
Przeciwieństwa można by wyliczać bez końca. Najniższy zespół zmierzy się z jednym z najwyższych. Reprezentacja, która swoją legendę budowała na pięknych porażkach, ze specjalistami od zwycięstw w najważniejszych meczach.
Najbardziej konsekwentna drużyna mistrzostw z najbardziej nieprzewidywalną. Wiele pisano o tureckich niespodziankach, ale tak naprawdę to Niemcy cały czas zaskakiwali swoich kibiców.
Niepokój przed meczem z Polską, potem euforia zgaszona przez Chorwatów, słaby mecz z Austrią, najlepszy w turnieju przeciw Portugalczykom, a sześć dni później męki z Turcją B. Trener Joachim Löw zmieniał taktykę i skład, w meczu z Austrią denerwował się tak bardzo, że następny mecz musiał oglądać z loży stadionu w Bazylei. Luis Aragones był, jak na siebie, bardzo spokojny. Hiszpanie za każdym razem grali tak samo, robiąc swoje aż do chwili, gdy rywal się poddał.
Jako jedyni wygrali wszystkie mecze, strzelili najwięcej bramek, ale to teraz przestaje się liczyć. Zbyt dużo było w tym turnieju niesprawdzonych przepowiedni. Ton miały nadawać małe narody: Portugalia, Holandia, Chorwacja, a w finale są dwa wielkie. Mają równe szanse, zresztą obie drużyny już wygrały. Po powrocie do Madrytu i Berlina będą witane jak zwycięzcy niezależnie od wyniku.
Aragones dobrze pamięta poprzednie święto. W 1964 roku grał w Atletico Madryt, na mistrzostwa Europy nie pojechał, ale był kolegą bohaterów finału na Santiago Bernabeu, zdobywców jedynego trofeum dla Hiszpanii w ważnych turniejach.
W finale hiszpańska reprezentacja była jeszcze tylko raz, dwadzieścia lat później we Francji. Przegrała po błędzie bramkarza Luisa Arconady, jednym z najważniejszych rozdziałów w hiszpańskiej historii pecha. W niedzielę będzie okazja, by wreszcie odwrócić tę stronę i zapisać nową. Puchar zwycięzcom wręczy Michel Platini, który wówczas strzelił gola Arconadzie.
W niemieckiej drużynie jest jeden piłkarz, który świetnie rozumie obawy Hiszpanów przed finałem, nawet jeśli nie daje tego po sobie poznać. Michael Ballack jest od kilku lat największą gwiazdą reprezentacji, ale nietypową, bo niekojarzącą się z żadnym wielkim zwycięstwem.
Trafił na czasy długiej suszy. Ostatni tytuł, trzecie mistrzostwo Europy, Niemcy zdobyli dwanaście lat temu w Anglii. Potem byli jeszcze w finale mistrzostw świata 2002 roku, ale Ballack w nim nie zagrał, bo dostał żółtą kartkę w półfinale.
Cztery lata później był kapitanem drużyny w przegranej walce o finał z Włochami, nawet w klubach, pomijając mistrzostwa zdobywane z Bayernem, częściej kończył sezon jako pokonany, a nie zwycięzca.
W Bayerze Leverkusen, nazwanym Neverkusen, gdy przegrał w jednym sezonie finał Pucharu Mistrzów, Pucharu Niemiec i w ostatniej kolejce Bundesligi walkę o tytuł mistrza z Bayernem. W Chelsea, z którą przegrał niedawno finał Ligi Mistrzów i wyścig o mistrzostwo Anglii.
W niedzielę Ballack wyprowadzi reprezentację na boisko, ale w Euro 2008 to nie on był dotychczas najważniejszą postacią wśród Niemców. Nie licząc bramki w meczu z Austrią i świetnej gry z Portugalią, reprezentacja zwyciężała raczej mimo swojego przywódcy niż dzięki niemu. Lukas Podolski strzelał gole w rundzie grupowej, Bastian Schweinsteiger pchał drużynę do przodu w ćwierćfinale i półfinale, Philipp Lahm nie zawiódł w żadnym meczu. Thomas Hitzlsperger z rezerwowego stał się piłkarzem niezbędnym i w finale to Torsten Frings będzie jego pomocnikiem, a nie odwrotnie.
Niemcy tak jak przed meczem z Portugalczykami powtarzają, że to raczej rywale są faworytami
Jeśli jest 12.30, to wiadomo, że właśnie zaczyna się w Tenero konferencja prasowa Niemców. To był jeden z ich rytuałów podczas mistrzostw, zmienił się dopiero przed finałem. W sobotę reprezentacja rozstaje się ze Szwajcarią i wylatuje do Wiednia, w poniedziałek o 14.30 ma już być pod Bramą Brandenburską w Berlinie, by świętować razem z kibicami. Hiszpanie przyjechali do Wiednia na półfinał z Rosją, nie spieszyli się z ogłaszaniem szczegółów fiesty po powrocie do kraju. Znając miejscowe zwyczaje, zanosi się na przejazd odkrytym autobusem przez ulice Madrytu.
Kto zabierze do swojej stolicy Puchar Henri Delaunaya? Niemcy tak jak przed meczem z Portugalczykami powtarzają, że to raczej rywale są faworytami. Plan zwycięstwa również jest podobny do tego ze spotkania z Portugalią: sparaliżować hiszpańską pomoc, wykorzystać przewagę wzrostu przy rzutach rożnych i wolnych. To będzie też mecz o duszę futbolu, choć akurat w tym turnieju Niemcy nie byli na boisku tak wyrachowani, jak to bywało dawniej.
Wszyscy w niemieckiej drużynie są zdrowi. Hiszpanie zagrają raczej bez kontuzjowanego Davida Villi, prowadzącego z czterema bramkami w klasyfikacji najlepszych strzelców mistrzostw. Kontuzja w meczu z Rosją nie okazała się tak poważna, jak sądzono, ale Aragones raczej nie będzie ryzykował zdrowiem piłkarza, o którego niedługo największe kluby będą walczyć podczas sezonu transferowego.
Tym bardziej że brak Villi jest dla Hiszpanów mniejszym problemem, niż gdyby kontuzja wyeliminowała np. Carlesa Puyola albo Carlosa Marchenę. Oni są niezastąpieni w środku obrony. Co się tam dzieje, gdy Puyol nie może grać, widać było w meczu grupowym ze Szwedami. Miejsce Villi – trzy bramki Hiszpanie strzelili Rosji już po jego kontuzji – zajmie Cesc Fabregas, jedynym napastnikiem będzie Fernando Torres, ale Andres Iniesta może, tak jak czasami w Barcelonie, grać bardzo blisko pola karnego rywali.
Niemieccy piłkarze oglądali półfinał Hiszpania – Rosja i wiedzą, że to Fabregasa i Iniesty muszą się obawiać najbardziej, choć bramki strzelali inni. Bać się powinni zwłaszcza środkowy obrońca Per Mertesacker i grający z prawej strony Arne Friedrich.
W meczu z Turcją obaj co chwila zastawiali pułapki na siebie samych. Co nie znaczy, że w niedzielę będzie podobnie. W takich meczach czasami emocji jest więcej niż dobrego futbolu, a bohaterowie bywają zaskakujący. Za to też kochamy finały.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: p.wilkowicz@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA