fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Obrońca, który zostawia ślad

Philipp Lahm
AFP
Stare niemieckie cechy znów są w modzie, ale Philipp Lahm, najlepszy piłkarz drużyny Löwa w dawnych czasach przydałby się reprezentacji najwyżej jako kibic
Jürgen Klinsmann do końca zwlekał z odpowiedzią, czy przyjmie zaproszenie na mecz finałowy, ale akurat Philipp Lahm jest jednym z tych piłkarzy, którzy spotkają się z poprzednim trenerem kadry już wkrótce. Jeśli nie w Wiedniu, to w Bayernie Monachium, gdzie Klinsmann właśnie zaczął swoje rządy.
Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobił, jeszcze ze swojej willi w Kalifornii, było czuwanie nad negocjacjami w sprawie nowego kontraktu Lahma. Miał być tak wysoki, by oferty klubów z Włoch i Hiszpanii wydały się obrońcy reprezentacji śmieszne. Stanęło na ponad 6 mln euro rocznej pensji, od początku lipca mistrz i jego uczeń będą znów razem.
Lahm debiutował w reprezentacji u Rudiego Völlera, z nim pojechał na mistrzostwa Europy w 2004 roku, ale to Klinsmann zmienił go w takiego piłkarza, jakiego znamy dzisiaj. Kazał myśleć o atakowaniu równie często jak o grze w obronie, czekał cierpliwie, gdy Lahm przez ponad rok leczył kontuzję. Trzymał dla niego miejsce w drużynie na mistrzostwa świata, bo jeśli Niemcy mieli przestać się kojarzyć z nudą i wymęczonymi zwycięstwami, to takiego obrońcy nie mogło zabraknąć w składzie.
Lahm strzelił pierwszą bramkę dla Niemców w meczu otwarcia z Kostaryką, ze spotkania z Polską my pamiętamy przede wszystkim Davida Odonkora i Olivera Neuville’a, ale to on został wybrany na najlepszego piłkarza meczu, a potem trafił do jedenastki gwiazd całych mistrzostw.
Klinsmann mówi do niego „Paolo”, bo Maldini był idolem Lahma z dzieciństwa, ale jeśli styl gry Niemca kogoś przypomina, to raczej Roberta Carlosa. Obrońcę, który czasami ma problemy w pojedynkach blisko własnego pola karnego, ale w najlepszych latach kariery był bezcenny w ataku. Od Maldiniego Lahm jest o głowę niższy, wzrostem pasowałby bardziej do reprezentacji Hiszpanii, choć nawet tam w obronie grają potężniejsi od niego.
Piłkarz Bayernu ma tylko 170 cm wzrostu i jest tak lekki, że gdy przed mistrzostwami reprezentanci Niemiec zostawiali na pamiątkę swoje odciski stóp na promenadzie niedaleko hotelu w Asconie, Philippa koledzy musieli docisnąć z góry, bo w pierwszej próbie zostawił tylko niewyraźny ślad. Jest w niemieckiej drużynie jeszcze niższy piłkarz Piotr Trochowski, ale lżejszy od Lahma był w Euro 2008 tylko Rosjanin Dmitrij Torbiński.
Torbiński to pomocnik pojawiający się podczas mistrzostw w epizodycznych rolach, Lahm grał od początku do końca we wszystkich meczach drużyny, w której boczni obrońcy tradycyjnie należeli do wagi ciężkiej. Jeśli nie byli wysocy, to przynajmniej silni. Nie musieli nawet dobrze kopać piłki, najważniejsze, by zabierali ją rywalom i budzili respekt.
Teraz ich miejsce zajął piłkarz, którego były kolega z Bayernu Mehmet Scholl nazywa „Wireless Lahm”: niezatrzymujący się nawet na chwilę, urządzający sobie slalomy między przeciwnikami. Wśród Niemców tylko Michael Ballack przebiegł podczas tego turnieju więcej, ale to Lahm słyszy częściej komplementy. – Philipp jest najbardziej wszechstronnym piłkarzem mojej drużyny, zawsze wybiera najlepsze rozwiązania – mówi o nim Joachim Löw.
Zaczynał turniej z prawej strony, po katastrofalnej grze Marcella Jansena w meczu z Chorwacją przeszedł na lewą stronę, by Jansena mógł zastąpić Arne Friedrich. Piłka nie odskakuje mu od nogi nawet podczas sprintów, w obronie właściwie nie fauluje. W 46 meczach w reprezentacji dostał tylko dwie żółte kartki. Wprawdzie gole strzela w kadrze raz na dwa lata – pierwszego w 2004 r., drugiego w 2006 r., trzeciego w półfinale w Bazylei – ale ma dużo asyst, świetnie dośrodkowuje. To on wywalczył rzut wolny, po którym Ballack strzelił zwycięskiego gola Austrii, w meczu z Portugalią zatrzymał i Cristiano Ronaldo, i Simao Sabrosę.
Zanim zdobył bramkę w ostatniej minucie meczu z Turcją, podawał przy golu Miroslava Klose. Gol też wiele mówi o jego stylu gry i charakterze. Zdecydować się na rajd przez całe boisko w ostatniej minucie, gdy inni piłkarze zastanawiają się, czy wystarczy im sił do końca dogrywki? Lahm popełniał w tym meczu błędy w obronie, również przy obu bramkach dla Turków, ale i tak dostał nagrodę od ekspertów UEFA.
Z dzieciństwa pamięta ciągłe żarty z niepozornego wzrostu, czasami niewybredne. Z Bayernu został odesłany w 2003 roku na dwa sezony do VfB Stuttgart, bo szefowie klubu uznali, że nie ma szans w walce o miejsce w składzie z Bixente Lizarazu. To bolało – Lahm przyszedł do Bayernu jako 11-latek, wcześniej uczył się futbolu w klubie z monachijskiej dzielnicy Gern, gdzie pani Daniela Lahm prowadzi grupy młodzieżowe, a jej mąż Roland gra w drużynie oldbojów.
Ich syn pod wieloma względami nie pasuje do Bayernu nazywanego FC Hollywood. Ubiera się zwyczajnie, samochód służy mu do jeżdżenia, a nie udowadniania czegokolwiek, nie zapewnia „Bildowi” cytatów. Wszystko co ma, zdobył pracą. W reprezentacji też nie jest już tylko maskotką i najlepszym pingpongistą obok Arne Friedricha. Jest wśród tych piłkarzy, z którymi Löw konsultuje decyzje, wymienia się go wśród kandydatów do przejęcia opaski kapitana po Ballacku. I bez niej czuje się spełniony. – Mam 24 lata, za sobą ponad 40 meczów w reprezentacji. Grałem w mistrzostwach świata, dwa razy w mistrzostwach Europy.
Czy można chcieć więcej?
Z moim zdrowiem wszystko jest w porządku. Już w meczu z Turkami żebro nie bolało, podczas ostatnich treningów było podobnie. Czuję tylko miłe podenerwowanie przed finałem, tak jak wszyscy. Mam nadzieję, że tym razem od początku meczu znajdzie się dla mnie miejsce w składzie. Trudno jest znosić siedzenie na ławce rezerwowych, ale przed półfinałem rozmawiałem o tym z trenerem Löwem. Trzeba najpierw myśleć o drużynie, dopiero potem o sobie. Hiszpanie nie lubią, gdy się ich atakuje szybko i agresywnie. To może być jeden ze sposobów na zwycięstwo, ale kto chce zostać mistrzem, musi być przygotowany na każde rozwiązanie. Nasz trener pokazał, że wie, czego drużyna potrzebuje, zmiana ustawienia na 4-5-1 sprawdziła się w ćwierćfinale i teraz też jestem spokojny o taktykę.
Spotkanie z kibicami zaplanowane na poniedziałek w Berlinie to dla mnie coś oczywistego. Mamy bardzo miłe wspomnienia z takiego spotkania na zakończenie mundialu 2006, więc dlaczego tego nie powtórzyć. Tylko tym razem chcielibyśmy pokazać kibicom coś więcej niż koszulki z napisem „Dziękujemy”. Dwa lata temu mieliśmy ze sobą tylko medale za trzecie miejsce, teraz chcemy wznieść w górę puchar.
wysłuchał piw
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA