fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Niewielu gitarzystów ma własny styl

Pat Metheny
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Pat Metheny, amerykański gitarzysta, kompozytor, bandleader i laureat Grammy opowiada o sztuce komponowania, improwizacji, a także o indywidualnościach w historii jazzu.
Artysta jest gościem Warsaw Summer Jazz Days. Zagra w Sali Kongresowej 3 lipca.
Niedawno we Wrocławiu ustanowiono gitarowy rekord świata, który trafił do Księgi Guinnessa. 1951 gitarzystów zagrało temat Jimiego Hendriksa "Hey Joe". Czy gitara jest tak łatwym instrumentem, że prawie każdy potrafi na niej grać?
Pat Metheny: Z pewnością najpopularniejszym. Już od lat 50. i 60. pełni pozamuzyczną rolę, stała się nieodłącznym elementem popkultury. Dosyć szybko można się nauczyć prostych akordów, a nawet melodii. Ale stąd jeszcze daleka droga do mistrzostwa. Jest wielu gitarzystów, którzy coś potrafią, ale tylko nieliczni wypracowali własny styl i oryginalne brzmienie.
Miłośnicy jazzu, pytani o największych jazzmanów, wymieniają jednym tchem trębacza Milesa Davisa, saksofonistę Johna Coltrane'a czy pianistę Duke'a Ellingtona. Dlaczego nie ma wśród nich gitarzystów?
Honorowanie trzech lub pięciu najwybitniejszych artystów nie jest najlepszym pomysłem. Na mojej krótkiej liście jazzowych gigantów znaleźliby się: Charlie Christian, Wes Montgomery, Jim Hall i Django Reinhardt. To gitarzyści, ale byliby też mistrzowie innych instru-mentów. By zdefiniować jazz, musielibyśmy powołać się na osiągnięcia przynajmniej 50 artystów. Pytanie jednak, czy bierzemy pod uwagę pierwsze czy ostatnie pół wieku historii jazzu. Ja wybieram drugą opcję, trudno mi oceniać początki, kiedy gitara praktycznie nie istniała w jazzie.
Kogo zatem dodałby pan do listy najwybitniejszych gitarzystów, biorąc pod uwagę ostatnie lata?
Johna Scofielda i Billa Frisella. Oni nie imitują tego, co już zostało zagrane, lecz na nowo kształtują ducha jazzu. Ciekawe, że właśnie nagrania gitarzystów poszerzają język improwizacji, który czyni muzykę ciekawszą.
Jak widzi pan swoją rolę w procesie rozwoju muzyki?
Od początku staram się zrozumieć, co to znaczy być muzykiem improwizującym, a także – jak brzmienie, harmonia, improwizacja kształtowały historię jazzu. To skomplikowany i długotrwały proces. Nadal codziennie pracuję nad wzbogaceniem moich improwizacji o nowe elementy. Szczególną uwagę zwracam na melodykę.
Niektórzy artyści twierdzą, że nie da się zagrać tego, czego nie nosi się w sercu, nie przeżyło i nie przemyślało.
Każdy może zagrać same nuty, ale wtedy muzyka nie przemówi do słuchacza. Będzie brzmiała fałszywie.
Można powtórzyć czyjąś improwizację?
Każdą z nich można zapisać i spróbować odtworzyć nuta po nucie. Możemy prześledzić myśli improwizatora, przeanalizować, jak dobierał nuty i dlaczego właśnie takie. Ale to nie odda prawdziwego ducha muzyki. To tak, jakbym ucząc się języka polskiego, słuchał, jak ktoś mówi, i starał się go naśladować, podobnie dobierając słowa i intonację. Aby mówić po polsku, muszę zrozumieć gramatykę, poznać niuanse języka, które pozwolą opisać moje uczucia. Jedyne, czego można kogoś nauczyć, to gramatyka. Ale nawet jeśli ktoś ją opanował, nie znaczy to, że ma coś do powiedzenia. Nie da się nauczyć opowiadania historii. Każdy dysponuje wyobraźnią, która podpowiada, jakich słów użyć. Z muzyką jest dokładnie tak samo jak z językiem.
Jaka jest zależność między kompozycją a improwizacją?
Kolidują ze sobą, mają zupełnie inne temperatury. Improwizacja to "gorąca" strona muzyki, komponowanie natomiast jest "chłodne". Ale obie opierają się na tej samej wiedzy muzycznej.
Improwizacja to oddzielna kategoria muzyczna. Nie da się jej z niczym porównać
Czy uprawnione jest stwierdzenie, że improwizacja jest komponowaniem na żywo, przed publicznością?
Mam odmienne zdanie. Improwizacja zasługuje na oddzielną kategorię muzyczną. Nie da się jej z niczym porównać.
Przed wielu laty pytany o kompozycję powiedział pan dziennikarzom, że jeśli znajdzie melodię, gwiżdże ją znajomym i pyta, czy rozpoznają temat. Jeśli nie, ma pan nowy utwór. Czy tak też jest dzisiaj?
Tylko kiedy mam dobry dzień. Komponowanie jest dla mnie najtrudniejszym zadaniem. Wymaga dyscypliny i zabiera dużo czasu. Pomysły przychodzą mi z łatwością, ale nadanie im odpowiedniej formy to godziny żmudnej pracy.
Stworzył pan tyle melodyjnych, łatwych do zapamiętania tematów, że musi pan mieć własny sposób na pisanie.
Może to zabrzmi dziwnie, ale staram się zamienić w słuchacza i z tej perspektywy oceniam, co napisałem.
Zostawia pan miejsce na improwizację?
Są utwory, w których każda wolna przestrzeń wypełniona jest nutami. W innych pozostaje mnóstwo miejsca na swobodne dobieranie dźwięków. Lubię obie sytuacje. Wbrew pozorom większym wyzwaniem może być dokładnie napisany temat. Ważnym aspektem interpretacji jest spontaniczność.
Co pana inspiruje?
To zabawne, że wielu artystów mówi w takim momencie o sprawach pozamuzycznych. Ja uważam, że muzyka sama w sobie jest inspirująca. Zagłębiam się w świat dźwięków, harmonii, rytmów i czuję się w nim szczęśliwy.
Najważniejsze wydarzenia tegorocznego festiwalu
2 lipca, Dom Muzyki i Tańca, Zabrze – Pat Metheny Trio
3 lipca, Sala Kongresowa – Pat Metheny Trio
4 lipca, Sala Kongresowa – Return To Forever: Chick Corea, Stanley Clarke, Al Di Meola, Lenny White
5 lipca, Sala Kongresowa – Me, Myself And I– Bobby McFerrin Duets
6 lipca, Sala Kongresowa – Branford Marsalis Quartet, Charlie Haden Quartet West
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA