fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Jak powstał film "Trzech kumpli"

Pierwszą rozmowę z Lesławem Maleszką autorki nagrały zaraz po śmierci papieża. Były zszokowane, że redagował on teksty o śmierci Jana Pawła II
„Było trzech przyjaciół. Jeden został zamordowany, drugi okazał się zdrajcą, trzeci walczy o prawdę” – taki był slogan reklamowy filmu „Trzech kumpli” wyemitowanego przez TVN. Jego produkcja trwała trzy lata. Gdyby projektem dwóch reżyserek nie zainteresował się TVN, powstałby zapewne zwykły reportaż.
– Półtora roku temu byłyśmy zdeterminowane, by wreszcie zmontować materiał, nad którym pracowałyśmy już ponad rok. Chciałyśmy, żeby film zmontował nasz znajomy pracujący w TVN – wspomina jedna z reżyserek Ewa Stankiewicz. Montażysta poprosił o bezpłatny urlop w macierzystej stacji. O przyczyny urlopu zapytał jego szef Jarosław Potaż. I wtedy padła propozycja, że TVN przejmie produkcję filmu.
Początkowo wszystkie prace odbywały się pod patronatem Łódzkiej Szkoły Filmowej. Potem produkcję przejęła firma Kalejdoskop. Jednak ciągle brakowało pieniędzy.
– Wejście TVN usunęło wszelkie kłopoty. Mogłyśmy poświęcić następne półtora roku na to, by film powstał w takim kształcie, jaki sobie wymarzyłyśmy – wspomina Stankiewicz. Szczególnie zadowolona jest z tego, że znalazły się środki na wstawki fabularne.
Stankiewicz, która była pomysłodawczynią projektu, nie chciała robić filmu o Stanisławie Pyjasie, gdyż morderstwu poświęcono już trzy inne filmy. Interesowała ją tragiczna historia przyjaźni trzech studentów. – Najpierw zgłosiłam się do Bronisława Wildsteina. Zgodził się z jedynym zastrzeżeniem. – Jeśli myśli pani, że spotka mnie pani z Maleszką, to się pani myli – zastrzegł.
Do Lesława Maleszki twórczynie dokumentu dotarły w kwietniu 2005 r. – Zgodził się na spotkanie, ale nie chciał nagrania. Wykorzystałyśmy ukrytą kamerę – opowiada Stankiewicz. Do pierwszego spotkania doszło w czasie, gdy zmarł Jan Paweł II. Na filmie Maleszka rozmawia z kimś z „Gazety Wyborczej”. Sugeruje mu, że wstęp do tekstu nie może być teraz antypapieski. – Byłam zszokowana, że ten człowiek, który podobno nie ma żadnego wpływu na linię redakcyjną, redagował właśnie tekst dotyczący najważniejszego wydarzenia nie tylko w Polsce, ale na świecie – wspomina Stankiewicz.
Autorki doskonale wiedziały o agenturalnej przeszłości Maleszki. – Mimo to sprawił wrażenie sympatycznego człowieka – opowiada reżyserka.Z ukrycia filmowano funkcjonariuszy SB. Tylko jeden zgodził się otwarcie mówić przed kamerą, ale poprosił o zniekształcenie twarzy. – Ten film powstał po to, by uświadomić ludziom, że Maleszka nie jest problemem. Problemem jest 100 tysięcy byłych agentów SB, którzy mogą być szantażowani i wykorzystywani – mówi Stankiewicz.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA