fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Hiszpański atak klonów

Xavi Hernandez
Rzeczpospolita
Gdyby trener miał wybrać zespół swoich marzeń, pewnie nawet w bramce stanąłby pomocnik o posturze Andresa Iniesty. Mali Hiszpanie właśnie wciągnęli w wir podań kolejnego rywala, a w niedzielę mają zakręcić w głowach Niemcom
Xavi do Iniesty, Iniesta do Xaviego, strzał. Aż dziwne, że na taką bramkę dla Hiszpanów trzeba było w mistrzostwach czekać aż do półfinału. Jeśli o hiszpańskiej reprezentacji mówi się, że jest „krainą tiki-taka”, podań wymienianych bez końca, to ci dwaj piłkarze są jej najlepszymi ambasadorami.
Gdy Xavi dostaje piłkę i podnosi głowę, zawsze najpierw patrzy, gdzie jest kolega z Barcelony. Iniesta przenosi jego pomysły dalej pod bramkę rywali. Rozgrywa tam swój własny mecz, w którym żadna akcja się nie powtarza, a obrońca nigdy nie potrafi przewidzieć, kiedy nastąpi podanie. Wywalczył miejsce w reprezentacji dopiero dwa lata temu, ale gra tak, jakby był w niej równie długo jak Xavi. Gdyby nie jego bramki w eliminacjach, Hiszpanii mogłoby nie być na tym turnieju.
Na boisku nie rozmawiają ze sobą. Nie muszą, przyciągają się jak to bywa z przeciwieństwami. Xavi jest opalony, zawsze z żelem na włosach. Iniesta to chyba jedyny człowiek w Barcelonie, na którego nie świeci słońce. Wygląda poważniej, ale w tym roku skończył dopiero 24 lata. Gdy starszy o cztery lata Xavi ma jakieś problemy w klubie, zaraz wiedzą o tym wszyscy dziennikarze: jeśli nie zrobi tego on sam, zawsze może zadzwonić jego ojciec.
Iniesta mówi tylko wtedy, gdy musi. Nigdy się nie skarży, na konferencji po meczu, odbierając nagrodę dla najlepszego piłkarza, wydusił z siebie jedno dłuższe zdanie.
Łączy ich La Masia, czyli szkółka Barcelony, w której się wychowali, świetna technika, ta sama wizja futbolu. I niepozorna sylwetka, ale to akurat można powiedzieć o wszystkich hiszpańskich pomocnikach, może poza Marcosem Senną. Ich akcje wyglądają jak atak klonów. Wydawało się, że w futbolu nastaje pogoda dla piłkarzy wysokich jak Jan Koller i silnych jak Luca Toni. W tym turnieju rządzą jednak inni. Z całej hiszpańskiej linii pomocy trudno byłoby ulepić jednego Kollera, ale jej siła tkwi w czym innym. Tu ruch nigdy się nie zatrzymuje, piłka krąży różnymi drogami. Senna, naturalizowany Brazylijczyk, gra w reprezentacji jako defensywny pomocnik, ale podaje tak, że w każdej innej drużynie mógłby być rozgrywającym.
Luis Aragones chce mieć w środku boiska piłkarzy, którzy potrafią wszystko. Swoich bocznych obrońców Sergio Ramosa i Joana Capdevilę też zachęca, by jak najczęściej stawali się pomocnikami. Iniesta i jeszcze bardziej kruchy od niego David Silva zamieniają się stronami, kontratak może zacząć każdy.
Holendrzy pozwolili, by Rosjanie narzucili im swój styl gry. Hiszpanie nie. Nawet gdy stracili Davida Villę, swojego najskuteczniejszego piłkarza w tym turnieju, dalej robili swoje. Pierwsze mecze, w których gole strzelali przede wszystkim Fernando Torres i Villa, były jak zasłona dymna. Swoją prawdziwą siłę hiszpańska pomoc pokazała w spotkaniu z Rosją. Iniesta: asysta i kilkanaście innych groźnych akcji. Xavi i Silva: gol. Fabregas: dwie asysty.
W żadnej innej drużynie nie ma takiego koła zamachowego. Xavi to jego oś, Senna pilnuje, by nic nie zatrzymało ruchu, Iniesta i Silva decydują, w którą stronę jechać. Oni mają na zmianę zdobywać przestrzeń z przodu i oddawać piłkę lepiej ustawionym kolegom albo próbować strzału.Iniestę wreszcie docenili podczas Euro również eksperci UEFA wybierający piłkarza meczu. O Silvie trener Aragones mówi, że urodził się na Wyspach Kanaryjskich przez pomyłkę. – Tam ludzie są powolni i leniwi. Silva tak naprawdę musi być Baskiem – twierdzi trener. Na szybkości i pracowitości zalety Silvy się nie kończą. Jest wszędzie tam, gdzie trzeba zderzyć się z rywalem, nawet jeśli nie ma w takim starciu żadnych szans. Warto się przyjrzeć na powtórkach, co robił Silva z rosyjskim obrońcą w chwili, gdy Guiza strzelał drugiego gola dla Hiszpanów.
Jest jeszcze Cesc Fabregas – ten piąty. W półfinale wszedł na boisko już w pierwszej połowie, ale tylko z powodu kontuzji Villi. Zwykle czeka na ławce dłużej. W Arsenalu jest głównym aktorem, tutaj tylko pomocnikiem reżyserów. Aragones go ceni, ale nie na tyle, by dawać mu pierwszeństwo przed którymś z czterech ulubieńców. Fabregas jako rezerwowy ma robić to co Xavi, ale w innym rytmie.
On też wychował się w La Masia, ale już jako nastolatek trafił do Arsenalu. Podejmuje decyzje szybciej niż Xavi, gra odważniej. Podobno oni dwaj nie rozumieją się najlepiej poza boiskiem, podczas meczów Xavi często pokazuje Fabregasowi, co ma robić. Dwie asysty piłkarz Arsenalu miał wówczas, gdy rozgrywający Barcelony był już na ławce rezerwowych.W niedzielę naprzeciwko Xaviego i reszty staną wyżsi o głowę Niemcy, ale tak naprawdę prawdziwymi rywalami Hiszpanów będą oni sami. To, co zwykle jest ich najgroźniejszą bronią, bywa też balastem. Gdy koło się nie rozpędzi, wykonuje tylko kolejne obroty w miejscu, a rywal jest bezpieczny.
Czasami Aragones musi nawet zdjąć z boiska jednocześnie Xaviego i Iniestę, a hiszpańscy kibice narzekają, że reprezentacja ich zanudza. Kibice innych drużyn chcieliby się tak nudzić bez końca.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA