fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Niemcy pierwszym finalistą

AP
Niemcy – Turcja 3:2. Jednym gratulowano awansu, drugim pięknej walki. Niemcy dostali się do finału po turecku: długo nieobecni na boisku, zapewnili sobie zwycięstwo golem w ostatniej minucie. Rywalom pozostanie tylko uznanie kibiców
Było w tym spotkaniu pięć bramek, dwa strzały w poprzeczkę, w ostatnich dziesięciu minutach wynik zmieniał się trzy razy, a jednak gwizdy było słychać równie często jak brawa.
W drugiej połowie między piłkarzami przebiegł obrońca praw człowieka z tybetańską flagą, burza na kilka minut przerwała telewizyjną transmisję, ale i bez tego mecz był wystarczająco dziwny. Trener zwycięzców mówił po spotkaniu jak człowiek niespełniony, trener pokonanych dostał brawa. Niemcy po 12 latach znów zagrają w finale, hasło z trzymanego przez kibiców transparentu: „Celem naszej podróży jest Wiedeń”, stało się faktem, droga do zwycięstwa była jednak zaskakująco kręta.
Nie pierwszy raz w tym turnieju rola faworyta okazała się ciężarem trudnym do uniesienia. Piłkarze Joachima Löwa, zamiast atakować, skradali się pod turecką bramkę. Popełniali błędy, jakie rzadko im się zdarzają, gubili piłkę w zawstydzających sytuacjach. Przegrywali po 21 minutach 0:1, a mogli 0:3. Niemcy mieli przed sobą rywala, który cieszył się z tego, że zebrał na ten mecz 11 piłkarzy i trzech rezerwowych, a grali tak, jakby to ich kontuzje i kartki zmuszały do improwizacji. To było zupełnie inne 3:2 niż w ćwierćfinale z Portugalią, ale tym większe należy się Niemcom uznanie, że pokazując tak niewiele, osiągnęli wszystko, co chcieli.
Najdłużej będzie pamiętany gol Philippa Lahma na 3:2 w 90. minucie, ale najważniejszy moment zdarzył się wcześniej. Przy remisie 1:1, gdy wydawało się, że mecz zmierza sennym rytmem w stronę dogrywki, chwilę zaćmienia przeżył bohater Turków z ćwierćfinału.
W przypadku Rustu Recbera to nic nowego, bramkarz Besiktasu słynie z tego, że takie chwile zdarzają mu się w prawie każdym spotkaniu. Ten błąd był jednak wyjątkowo niefortunny. Lahm dośrodkował, do piłki wyskoczyli Miroslav Klose i Mehmet Topal, a Rustu ruszył niepotrzebnie do przodu. Nie miał szansy złapać dośrodkowania, odbił się od swojego obrońcy i patrzył tylko, jak Klose uderza piłkę głową ponad nim. Niemcy prowadzili 2:1, wreszcie – po 82 minutach czekania – mogli poczuć, że panują nad tym, co się dzieje na boisku. Na krótko, Turkom udał się jeszcze jeden powrót w takim stylu, do jakiego przyzwyczaili nas podczas tego turnieju. Sabri Sarioglu podał, Semih Senturk wyprzedził niemieckich obrońców i strzelił obok Jensa Lehmanna.
To była ostatnia tego wieczoru niespodzianka, zakończenie wyglądało tak, jak wszyscy oczekiwali. Philipp Lahm pobiegł na połowę Turków, podał do Thomasa Hitzlspergera, chwilę później dostał od niego piłkę z powrotem, gdy był już sam przed Rustu. Strzał do bramki, opuszczone głowy Turków, niemiecka radość, która będzie trwała jeszcze długo później na ulicach Bazylei.
Na najlepszego piłkarza meczu wybrano Lahma, można powiedzieć wskazano jednookiego wśród ślepców. Strzelił gola, miał asystę, ale pokazał też wszystko to, co było w tym meczu słabością Niemców: niecelne podania, przegrane pojedynki, faule, gdy już nie było innego sposobu na przerwanie akcji.
8 bramek padło w końcówkach meczów (ostatnie pięć minut i dogrywka) z udziałem reprezentacji Turcji – trzy Turcy stracili, pięć strzelili
To Lahm nie potrafił zatrzymać Sabriego przed bramką na 2:2, po jednym z jego fauli w pierwszej połowie Ugur Boral był bliski strzelenia gola z rzutu wolnego, innym razem golem mogło się skończyć niecelne podanie Lahma do Lehmanna. Inni niemieccy obrońcy nie grali wiele lepiej, bramkarz był niepewny, zwłaszcza w pierwszej połowie.
Michael Ballack dostawał piłkę bardzo rzadko, i zwykle wtedy, gdy obok niego było już co najmniej dwóch rywali. Turcy mieli być osłabieni, mniej wypoczęci, a to dzięki nim w pierwszej połowie coś się działo. Co kilka minut wysyłali Niemcom ostrzeżenia: nie pójdzie wam z nami tak łatwo. Kazim Kazim strzelił w poprzeczkę, Per Mertesacker w ostatniej chwili wybił piłkę spod nóg Semiha Senturka.
Trzecia próba była już udana. Kazim znów uderzył w poprzeczkę, ale Lehmann zlekceważył ten strzał. Niemieccy obrońcy też. Gdy piłka odbiła się i spadła pod nogi Ugura Borala, nie było przy nim nikogo. Strzał Lehmann przepuścił między nogami, a potem wpadł do bramki, próbując jeszcze złapać piłkę.
Turcy w czterech poprzednich meczach Euro prowadzili łącznie tylko przez dziewięć minut. Niemcy tylko raz przegrywali, w meczu z Chorwacją, i nie potrafili się podnieść. Tym razem było inaczej, strzelili wyrównującą bramkę już cztery minuty później. Czy zasłużenie, to już inna sprawa – wystarczył jeden błysk Lukasa Podolskiego i Bastiana Schweinsteigera. Akcja była podobna jak przed pierwszym golem strzelonym Portugalczykom. Podolski rozpędził się z lewej strony i podał, Schweinsteiger szybciej wystawił nogę do piłki niż obrońca. Potem jeszcze w dobrej sytuacji był Podolski, po faulu na Lahmie sędzia mógł dać Niemcom rzut karny, ale więcej szans aż do bramki na 2:1 nie mieli.
Nawet trener Löw chwalił po meczu swoich piłkarzy bez przekonania, a pytania o to, czy zwycięstwo było zasłużone, wyraźnie go irytowały. Fatih Terim nie wyglądał na przegranego, jemu po wszystkich ostatnich nieszczęściach wystarczyło to, że Niemcy zapamiętają jego piłkarzy na długo.
Bramki: U. Boral (22) i S. Senturk (86) dla Turcji oraz B. Schweinsteiger (26), M. Klose (79) i P. Lahm (90) dla Niemiec. Żółta kartka: S. Senturk (Turcja). Sędziował M. Busacca (Szwajcaria). Widzów 39 000.
Niemcy: Lehmann – Friedrich, Mertesacker, Metzelder, Lahm – Schweinsteiger, Rolfes (46. Frings), Ballack, Hitzlsperger, Podolski – Klose (90+2. Jansen).
Turcja: Recber – Sarioglu, Topal, Zan, Balta – Kazim (90+2. Metin), Altintop, Aurelio, Akman (81. Erdinc), Boral (84. Karadeniz) – Senturk.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA