fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Operacja w Afganistanie

Nowe wozy ochronią żołnierzy?

Tragicznie zmarłego podporucznika Roberta Marczewskiego w bazie Bagram pożegnali koledzy
PAP
Polski żołnierz zginął podczas patrolu, kiedy pod samochodem eksplodowała mina. To czwarty Polak, który poniósł śmierć w ten sposób w Afganistanie
Ładunek wybuchowy podłożono na drodze w okolicach miejscowości Otukhel, około 40 kilometrów od bazy Wazi-Khwa w prowincji Paktika, w której stacjonują Polacy. Kiedy samochód Humvee znalazł się w pobliżu miny, nastąpiła eksplozja. Dowódca patrolu ppor. Robert Marczewski zginął na miejscu. Czterech innych Polaków zostało rannych.
– Cała czwórka została przetransportowana do szpitala wojskowego w Orgun. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – mówi rzecznik polskiego kontyngentu major Jacek Popławski.
To piąty polski żołnierz, który zginął w Afganistanie. Wszyscy, oprócz jednego, zginęli w ten sam sposób – od miny eksplodującej w pobliżu samochodu. W sobotę w eksplozji przydrożnej bomby zginęło czterech innych żołnierzy natowskich Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF).
Eksperci podkreślają, że w przypadku takich ataków najlepiej sprawdzają się ważące kilkanaście ton polskie pojazdy Rosomak. Na wyposażeniu Polaków są 24 rosomaki.
– Późnym latem lub na początku jesieni wyślemy 20 kolejnych – mówi „Rz” rzecznik MON Robert Rochowicz.
Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało oświadczenie, w którym zapewnia, że stara się jak najlepiej dbać o bezpieczeństwo polskich żołnierzy. Od kilku miesięcy trwają starania o zakup lekkich opancerzonych samochodów patrolowych, znacznie bezpieczniejszych od wykorzystywanych obecnie w Afganistanie Hum-vee. Nowy pojazd ma się charakteryzować wysoką odpornością na improwizowane ładunki wybuchowe. – To będzie lekki pojazd opancerzony. Coś pomiędzy amerykańskim humvee a naszym rosomakiem. Jeszcze w tym roku chcemy mieć w Afganistanie 40 takich maszyn – mówi „Rz” generał Stanisław Koziej, doradca ministra obrony narodowej.
Ataki na polskie patrole w Afganistanie zdarzają się niemal co tydzień. Do ostatniego doszło w miniony poniedziałek w okolicach bazy Ghazni. Konwój został ostrzelany z granatników przeciwpancernych i broni maszynowej. Polacy odparli atak i bezpiecznie dotarli do celu. Dwa tygodnie temu ekstremiści z ugrupowania Hezb-e-Islami zapowiedzieli, że nasilą ataki na „wojska okupacyjne”, w tym na polskie oddziały. Była to reakcja na wypowiedź szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego, który stwierdził, że lider ugrupowania Gulbuddin Hekmatiar musi odpowiedzieć za popełnione zbrodnie.
Zdaniem strategów ataków na wojska, także z wykorzystaniem min, nie da się uniknąć, ale można ograniczyć ryzyko, że do nich dojdzie. – Potrzebne są trzy elementy: wywiad, ostrożność i technika. Musi być dobre rozpoznanie wywiadowcze w rejonie działania. W czasie patrolu trzeba prowadzić bardzo dokładną obserwację terenu. I wreszcie potrzebne są precyzyjne środki zakłócania urządzeń wykorzystywanych do zdalnego odpalania ładunków oraz silny pancerz – tłumaczy generał Koziej.
Przed ppor. Marczewskim w Afganistanie zginęło czterech polskich żołnierzy:
- ppor. Łukasz Kurowski
- st. kapral Szymon Słowik
- st. szer. Hubert Kowalewski
- kpr. Grzegorz Politowski
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA