fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Satyra lepsza od bajki

Uczestnicy konkursu pełnometrażowych fabuł chętnie sięgali po bajkową konwencję
Festiwal zaczął się od bajki. Imprezę otworzył „Niezawodny system” Izabeli Szylko. A potem filmy utrzymane w podobnym stylu pokazali: Marcin Korneluk – reżyser „Taxi A”, i Rafał Kapeliński, twórca „Ballady o Piotrowskim”. Niestety, forma nie sprzyja głębszej refleksji. Powstały banalne opowiastki.
„Niezawodny system” przedstawia perypetie samotnej emerytki, która raz w miesiącu gra w kasynie, by za zdobyte pieniądze wykupić naszyjnik. Pogodna fabuła wprawia w dobry nastrój, ale gdyby nie gra Aliny Janowskiej w roli starszej pani, obraz nie byłby wart uwagi.
„Taxi A” Marcina Korneluka też miało podnieść widzów na duchu. Pewien biznesmen (Marian Dziędziel) właśnie zbankrutował, a na dodatek zostawiła go żona. Zdesperowany mężczyzna postanawia wypłynąć łódką na środek rzeki i popełnić samobójstwo. Ale zamiast rozstać się z życiem, zaczyna przewozić pasażerów na drugi brzeg.
Formę egzystencjalnej powiastki miała także „Ballada o Piotrowskim” Rafała Kapelińskiego. Miasteczko nad Wisłą. Bohater (Krzysztof Kiersznowski) – nieudacznik i fajtłapa – pragnie udowodnić, że nie musi być uzależniony od pomocy innych. W opuszczonym kontenerze otwiera zakład fryzjerski.
Bajki rozczarowały. Zdecydowanie lepiej wypadły filmy, które nawiązywały do tradycji polskiego kina.
W „Środa, czwartek rano” Grzegorza Packa – chłopak i dziewczyna błąkają się po ulicach, prowokują zachowaniem. W tle – obchody kolejnej rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, ale oni nie są zainteresowani przeszłością. Jednak w pewnym momencie staną wobec sytuacji zmuszającej ich do dokonania dramatycznego wyboru. – Chciałem m.in. nawiązać do polskiej szkoły filmowej – tłumaczył reżyser. – W tamtych obrazach ludzie byli bohaterami, choć mierzyli się z historią niekiedy wbrew sobie. Ja stworzyłem postaci antybohaterów, którzy pod maską buntowników skrywają zagubienie.
Dotąd najlepszym obrazem w konkursie jest „Futro” Tomasza Drozdowicza. Ostra satyra na klasę średnią przypomina kino moralnego niepokoju, ale utrzymane w komediowej tonacji. W rodzinie Makowieckich podczas garden party wychodzą na jaw cynizm i hipokryzja ludzi, którzy dorobili się w wolnej Polsce. Drozdowicz wyreżyserował komediodramat, gatunek u nas rzadki. Ujął mnie poszukiwaniem inspiracji w kinie czeskim i brytyjskim, a nie w bajkach. Następny film planuje nakręcić w stylu Kena Loacha. Oby mu się udało.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA