fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Pieczeń rzymska

Piotr Kowalczuk
Włochom bardzo spodobała się gra ich zespołu w meczu z Francją i są przekonani, że w niedzielę odprawią Hiszpanię z kwitkiem. Na rzymskich balkonach znowu pojawiły się włoskie flagi i trębacze. Powoli wraca atmosfera mistrzostw świata sprzed dwóch lat. Krytycy, którzy jeszcze kilka dni temu zaglądali piłkarzom do metryk wieszcząc koniec „grupy Lippiego”, teraz piszą, że ten zespół jest jak czerwone wino – im starszy tym lepszy. Rewizja poglądów dotyczy szczególnie przyczyn klęski z Holandią: starsi panowie rozpędzają się wolno, Donadoni źle zestawił drużynę, ale błędy zostały skorygowane i teraz azzurrich już nic nie zatrzyma.
Optymizm przed meczem z „czerwonymi furiami”, jak mówią tu o Hiszpanach, wynika po części z powodów historycznych. Po pierwsze ostatni raz Włosi przegrali z Hiszpanią 88 lat temu. Po drugie zarówno mistrzowie świata Bearzota (1982) jak i wicemistrzowie Sacchiego (1994) też omal nie odpadli z eliminacyjnej grupy. Po trzecie największe włoskie gwiazdy tych turniejów, Rossi i Baggio, obudziły się dopiero w czwartym meczu. Dlatego w starciu z Hiszpanią cudownego przemienienia ma doznać Toni, też dzięki wsparciu Cassano, który z Francją rozegrał najlepszy, a przede wszystkim najrozsądniejszy mecz swego reprezentacyjnego życia.
Sam Sacchi generalnie się z tymi porównaniami zgadza, ale podkreśla, że Hiszpanie są w tym roku wyjątkowo mocni i żeby z nimi wygrać, drużyna musi zagrać lepiej niż w meczu z Francją. Jak? Tak jak Niemcy z Portugalią. Trzeba zaatakować Hiszpanów od pierwszej minuty i nie dać im zipnąć, a jak źrenicy oka pilnować Villę i Torresa.
Kontuzjowany kapitan Cannavaro, który nie odstępuje kolegów na krok, też jest pewny niedzielnego zwycięstwa (przewiduje 1:0). Podkreśla, że drużynie nie mogło się przydarzyć nic lepszego niż porażka z Holandią 0:3, bo obudziła i rozzłościła cały zespół. Teraz nie mogą się doczekać rewanżu w półfinale. Pomogła też druzgocąca krytyka włoskich mediów, bo mocno podrażniła ego mistrzów świata. W rezultacie wszyscy wraz z trenerem znaleźli się w jednej łodzi i zaczęli wiosłować w jedną stronę.
Premier Berlusconi też jest dobrej myśli, ale podkreśla, że w niedzielę wiosłować będzie trudniej, bo za kartki nie wystąpią Pirlo i Gattuso. Na dodatek kontuzji doznał Barzagli i jeśli nieszczęście przydarzy się któremuś z etatowej czwórki defensorów, nie bardzo będzie kto miał bronić włoskiej bramki.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA