fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Niebiescy naprzód do domu

AFP
Skłóceni wicemistrzowie świata Francuzi kończą rozgrywki na ostatnim miejscu w grupie. Włosi pierwszą bramkę zdobyli z karnego, a drugą po rzucie wolnym
Zaczęło się od straty generała, czyli gorzej dla Francuzów zacząć się nie mogło. Franck Ribery, tak naprawdę jedyna gwiazda reprezentacji Francji, opuścił boisko na noszach w 10. minucie, po starciu z Gianluką Zambrottą (kontuzja kolana może być groźna).
Francuzi pozbawieni lidera, który jeszcze przed pierwszym gwizdkiem na Euro buńczucznie zapowiadał, że dorósł już, by godnie zastąpić Zinedine’a Zidane’a, nie potrafili odnaleźć się na boisku.
Thierry Henry potykał się o własne nogi, obrońcy – mimo że w zmienionym składzie, bo bez Liliana Thurama, który sam przyznał, iż prezentował się fatalnie – bardzo często dopuszczali do zagrożenia pod bramką.
Trener Raymond Domenech wyglądał jednak na spokojnego. Metodę mobilizacji swoich zawodników przed meczem znowu wybrał dziwną. Zwycięstwo w Zurychu nie dawało awansu żadnej z drużyn, jeśli w równoległym meczu Rumunia wygrałaby z Holandią. Domenech powiedział jednak, że nie wierzy w sportową postawę pewnych pierwszego miejsca zawodników Marco van Bastena, jak mógł więc spodziewać się, że uwierzą jego piłkarze.
Nie uwierzyli. Według francuskich dziennikarzy kontuzja Ribery’ego ucieszyła bramkarza Gregory’ego Coupeta, bo prywatnie panowie się nie znoszą. Kilka dni przed spotkaniem o wszystko skoczyli sobie do gardeł w szatni. W pierwszym składzie wystawionym przez Domenecha na pieńku miał także Karim Benzema z Claudem Makelele. Tej dwójki koledzy nie zdążyli jednak rozdzielić i doszło do bójki. Na boisku było widać, że Francja nie ma zespołu tylko pojedynczych piłkarzy. Tak nie da się wygrać z Włochami.
Drużyna Donadoniego od 30. minuty prowadziła po rzucie karnym wykorzystanym przez Andreę Pirlo, a dodatkowo miała przewagę jednego zawodnika, bo Eric Abidal za faul zobaczył czerwoną kartkę. Schodząc z boiska nawet nie spojrzał na Domenecha. Podobnie Samir Nasri – który tak jak na początku zmienił Ribery’ego, tak po dwudziestu minutach z powrotem siadał na ławce rezerwowych.
Od pierwszej minuty grał za to Benzema, czego domagały się francuskie media. Chociaż był najgroźniejszy w drużynie, zmęczenie widoczne już wiosną w Lyonie, wczoraj przysłoniło większość jego atutów. W ciągu kilku minut pierwszej połowy sam Luca Toni miał więcej okazji do zdobycia bramki, niż w całym meczu mieli Francuzi.
Jeśli mecz w telewizji oglądał Zidane, jeszcze bardziej mógł żałować przegranego finału mistrzostw świata przed dwoma laty, bo wtedy było tak blisko, jak już długo może nie być. Wczoraj Francuzów dobił Daniele De Rossi strzałem z rzutu wolnego, po którym piłka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców i kompletnie zmyliła Coupeta.
Włosi wygrali po włosku – po stałych fragmentach gry. Chociaż nie zachwycili, nikt ich nie lekceważy, bo podobnie jak Niemcy są drużyną turniejową i w fazie pucharowej będą groźni dla wszystkich, nawet dla Hiszpanów, z którymi w niedzielę zagrają w Wiedniu.
De Rossi, traktowany przez kibiców jako następca Francesco Tottiego, udźwignął rolę lidera. Przebiegł najwięcej ze wszystkich piłkarzy na boisku, bo blisko 12 kilometrów i jak napisała „L’Equipe” – „pogrążył Francuzów w pełnym koszmarze”. Zaraz po strzelonym golu pobiegł do ławki rezerwowych wyściskać największego nieobecnego we włoskim zespole – Fabio Cannavaro, który przed turniejem przegrał z kontuzją.
Po ostatnim gwizdku Domenech zapraszał na boisko wszystkich swoich zawodników. – Wygrywamy razem, to i przegrywamy razem – zawsze powtarzał. Kilku piłkarzy go nie posłuchało, schodzący do szatni William Gallas rzucił w jego kierunku kilka ostrych słów. Czy Domenech zrezygnuje? Raczej nie.
Na konferencji prasowej radził zwrócić uwagę na to, że dziesięciu jego piłkarzy pięknie walczyło z jedenastoma Włochami. Powiedział także, że w jego drużynie jest potencjał. Kontrakt obowiązuje go jeszcze dwa lata. Jeśli awansuje na mundial 2010, mamy chyba szansę zobaczyć drużynę ze średnią wieku bliską czterdziestki.
Włoscy kibice pożegnali Francuzów śpiewając w ich języku: „Naprzód niebiescy” i dodając po chwili: „Do domu”.
Bramki: A. Pirlo (25, karny), D. De Rossi (62). Żółte kartki: S. Govou, J.-A. Boumsong, T. Henry, P. Evra (Francja); A. Pirlo, G. Chiellini, G. Gattuso (Włochy). Czerwona kartka: E. Abidal (24, Francja). Sędziował L. Michel (Słowacja). Widzów 30 000.
Francja: Coupet - Clerc, Gallas, Abidal, Evra - Govou (66, Anelka), Toulalan, Makelele, Ribery (10, Nasri, 26, Boumsong) - Henry, Benzema.
Włochy: Buffon - Zambrotta, Chiellini, Panucci, Grosso - Pirlo (55, Ambrosini), De Rossi, Gattuso (82, Aquilani), Perrotta (64, Camoranesi) - Toni, Cassano.
Od początku wierzyliśmy w sukces. Mecz kosztował nas wiele nerwów, ale chłopcy stanęli na wysokości zadania. Zagraliśmy dobre spotkanie. Być może szło nam nawet lepiej, gdy siły były równe. Znam Marco van Bastena, dlatego ani przez chwilę nie wątpiłem w uczciwą postawę Holendrów. Hiszpania to świetna drużyna, ale na mecz z nią będziemy gotowi. Z powodu żółtych kartek straciliśmy dziś Andreę Pirlo i Gennaro Gattuso, wierzę jednak, że zmiennicy godnie ich zastąpią.
Od dawna mówiłem, że ostatni mecz na Euro będzie moim ostatnim występem w kadrze. Nie żałuję, że stało się to w takich okolicznościach. Nie mam zwyczaju zmieniać raz podjętych decyzji. Zakładając koszulkę reprezentacji Francji, zawsze dawałem z siebie wszystko i to sprawiało mi największą satysfakcję. Nowe pokolenie piłkarzy musi przejąć odpowiedzialność za drużynę narodową. Będę całym sercem z nimi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA