fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Czy wolno krytykować wyroki sądów

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Fakt, że sądy są forum rozwiązywania sporów, nie oznacza, iż niemożliwa jest żadna wcześniejsza publiczna dyskusja dotycząca przedmiotu sporu – pisze Stanisław Podemski, publicysta „Polityki”
Czy wolno sugerować i oceniać wyroki sądowe, wydawane przecież w imieniu Rzeczypospolitej? Jedni powiadają: wara od decyzji niezawisłych sądów, drudzy uważają, że każda władza podlega krytyce i nie zgadzają się na żadne wyjątki. Ta wymiana zdań rzadko podbudowana jest ustawą, czasem konstytucją.
Ustawa zasadnicza krytyką poczynań sądu wyraźnie się nie zajmuje, czyni to natomiast prawo prasowe z roku stanu wojennego (1984). W jego art. 13 czytamy: “Nie wolno wypowiadać w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w pierwszej instancji”. Na straży tego przepisu stoi kara grzywny. Słowem, decyzje sądowe wolne są od wszelkich ocen i sugestii do chwili wydania wyroku pierwszej instancji. Dlaczego? Znawcy prawa prasowego uważają, że takie wypowiedzi stanowiłyby formę nacisku na sąd, a gdy wina budzi wątpliwości, naruszałyby jeszcze konstytucyjną zasadę domniemania niewinności.Przypomina się też, że od z górą 500 lat polska tradycja prawna w ręce niezawisłego sądu oddaje wymiar sprawiedliwości.
Jedyna droga krytyki
Rygorystyczni rzecznicy państwa prawa idą słusznie dalej. Uważają krytykę wyroku przez władzę za niedopuszczalną, nawet już po zakończeniu procesu w pierwszej instancji. Władza administracyjna – powiadają – ma tylko jeden sposób zakwestionowania niemiłej decyzji sądowej. Jest nim apelacja czy kasacja. Innej drogi krytyki nie ma. Pogląd ten wspiera konstytucyjny podział władz na ustawodawczą, wykonawczą i sądową. Nie wypada przekraczać granicy tego podziału w państwie, którego ustrój opiera się na równowadze trzech władz. To jest wyraźna dwoistość.
Obywatele, prasa, organizacje obrony praw człowieka są więc, jak widać, w lepszym położeniu. Czy jednak słusznie ich prawo do krytyki jest ograniczone zacytowanym art. 13 prawa prasowego? Można przytoczyć liczne i udane przykłady wkroczenia prasy w niezakończony jeszcze proces karny. Przypomnę tylko oskarżenie wieloletniej i zasłużonej lekarki warszawskiego pogotowia, postawionej przed sądem pod absurdalnym zarzutem kradzieży na niekorzyść pacjenta kryminalisty. To przewrotne pomówienie zostało obalone przez głosy prasy jeszcze w czasie procesu dr Markowskiej-Witkowskiej.
Czy opinia publiczna, zaalarmowana nieprawościami policji czy prokuratura ma obowiązek milczeć przez miesiące, a nawet lata trwającego procesu? Czy ma przyglądać się biernie wielomiesięcznemu stosowaniu aresztu tymczasowego bez przesłuchiwania pozbawionego wolności? Czy nie może zaproponować poręczenia godnej zaufania osoby zamiast kaucji pieniężnej, przekraczającej możliwości finansowe oskarżonego? Czy dziennikarz nie ma prawa oceny kruchych dowodów, na podstawie których pozbawiono wolności? Podobnych pytań jest wiele.
Prawo prasowe liczy sobie blisko 25 lat i ciągle kolejne rządy przyrzekają jego wymianę. Przepis ograniczający krytykę postępowania sądowego nie powinien być chyba w nowym prawie powtórzony.
W wyroku z 1979 r. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu tak pouczał rząd brytyjski: sądy nie mogą działać w próżni. Fakt, że są forum rozwiązywania sporów, nie oznacza, iż niemożliwa jest żadna wcześniejsza publiczna dyskusja o przedmiocie sporu. Media, chociaż nie mogą przekraczać granic swobody wyznaczonych w interesie prawidłowego wymiaru sprawiedliwości, mają obowiązek przekazywać informacje i idee, dotyczące problemów trafiających na wokandę w taki sam sposób, jak robią to w przypadku innych sfer życia, budzących publiczne zainteresowanie. Nie tylko media mają obowiązek rozpowszechniania informacji i idei, także społeczeństwo ma prawo je otrzymać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA