fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Pomarańczowa burza

Reuters
Holandia - Francja 4:1 Tak gra najlepsza drużyna Euro: mistrzom świata strzeliła trzy gole, wicemistrzom cztery. Holandia jest w ćwierćfinale, Francuzi jedną nogą poza turniejem
Na końcu była runda honorowa i świętowanie wygranej z dziećmi na rękach. Wcześniej – zabijanie gol po golu nadziei Francuzów. Holandia po dwóch meczach zapewniła sobie pierwsze miejsce w najtrudniejszej grupie mistrzostw. Strzeliła finalistom mundialu siedem bramek, straciła tylko jedną. Zachwyca jako całość i każda część z osobna.
Wesley Sneijder już drugi raz został najlepszym piłkarzem meczu, oprócz niego gole strzelało Włochom i Francuzom jeszcze pięciu piłkarzy: napastnicy, pomocnicy, obrońca Giovanni van Bronckhorst. W bramce jest niesamowity Edwin van der Sar, rezerwowi skrzydłowi Arjen Robben i Robin van Persie są nieuchwytni dla obrońców, nawet defensywny pomocnik Nigel de Jong z zabierania piłki rywalom uczynił sztukę. A przy linii stoi trener, który choć nie podjął jeszcze w tym turnieju żadnej złej decyzji, mówi po meczu, że jego drużynie pomagało szczęście.
Marco van Basten wie, jak mało kto, że największym wrogiem reprezentacji Holandii bywa ona sama. Dziś oprócz Portugalii i Hiszpanii nie widać drużyny, która mogłaby ją zatrzymać, ale do tytułu, który już jest wpychany Holendrom w ręce, jeszcze daleka droga. Na razie trwa swoista licytacja. Portugalia wygrywa 2:0, Holandia 3:0, Portugalczycy 3:1, Holendrzy 4:1. Pora na drugą odpowiedź Hiszpanii.W ostatnim meczu grupowym Holendrzy będą mieli w rękach los Włochów i Francuzów. Francja awansuje tylko wówczas, gdy wygra z Włochami, a Rumunia straci punkty.
Francja była efektownym tłem dla holenderskiego przedstawienia, ale – poza krótkimi chwilami oblężenia pola karnego rywali – niczym więcej. Zdrowy Thierry Henry miał przyjść drużynie na ratunek i to właśnie on w 70. minucie zdobył pierwszą bramkę dla Francuzów w tych mistrzostwach. Tyle że to był tylko gol na 2:1, a już w następnej akcji Holendrzy po raz trzeci pokonali Gregory’ego Coupeta.
W pierwszym meczu problemem Francuzów był anemiczny atak, tym razem nieskuteczność, oraz obrona i pomoc bezradne wobec szybszych, bardziej pracowitych i dokładnych Holendrów. Już w 10. minucie pierwszą bramkę strzelił Dirk Kuyt. Po rzucie rożnym uderzył głową nie dając bramkarzowi szans.
Van Basten zapowiadał, że to Francuzi muszą zaatakować, a jego drużyna będzie spokojnie czekała. Nie było na co, żadna nawałnica z francuskiej strony boiska nie nadciągała. To Holendrzy potrafili pod bramką rywala wymienić siedem, osiem podań, Francuzi grali zrywami, licząc na szybkość Florenta Maloudy, błysk geniuszu Francka Ribery’ego, spokój Henry’ego. Dopiero po golu ruszyli zdecydowanie do przodu i nie brakowało im sytuacji, ale przegrywali kolejne pojedynki z van der Sarem. Sidney Govou, Malouda i Ribery strzelali z bliska w niego, Henry nad nim i nad bramką, w chwili gdy poza bramkarzem nie miał przed sobą nikogo.– Wielu rzeczy nam brakowało, najbardziej goli – mówił potem cierpko Raymond Domenech. Nawet strzał Ribery’ego z rzutu wolnego van der Sar zatrzymał jedną ręką. Czasami wyręczali go obrońcy, jak w 49. minucie, gdy odbijały się od nich trzy kolejne uderzenia Francuzów.
Van Basten, który nie podjął w tym turnieju żadnej złej decyzji, mówi, że jego drużynie pomogło szczęście
Jeszcze przed tą sytuacją van Basten wprowadził na boisko Robbena, tuż po niej van Persiego. Wydawało się, że broniącej przewagi drużynie bardziej potrzebni są w tym momencie specjaliści od przeszkadzania, a nie slalomów z piłką, ale to Holender miał rację. Wystarczyło im pięć minut wspólnej gry, Robben wyprzedził obrońców i podał, a van Persie strzelił z przeciwnej strony tak, że piłka po rękawicy Coupeta wtoczyła się do bramki. Było jasne, że Holendrzy nie wypuszczą zwycięstwa z rąk, a gdyby ktoś miał wątpliwości, to rozwiał je gol Robbena.
Wydawało się, że nic ładniejszego tego wieczoru się nie zdarzy, Sneijder miał jednak inne plany. W ostatniej akcji meczu dostał piłkę przed polem karnym, obrócił się z nią, obiegł obrońcę i uderzył pod poprzeczkę. Holendrzy nie czekali nawet na ostatni gwizdek sędziego, stanęli przy linii bocznej w kółku i zaczęli tańczyć. Zapraszali van Bastena, ale on tym razem wolał jeszcze zostać z boku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA