fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Irlandczycy uratowali Europę

Rzeczpospolita
Odrzucenie traktatu lizbońskiego to nic strasznego. Świat się nie zawali. Unia świetnie działa na podstawie traktatu nicejskiego, zresztą bardzo korzystnego dla Polski – twierdzi filozof społeczny
Gdyby przeprowadzono podobne referenda w innych krajach Unii, prawdopodobnie w wielu z nich wynik byłby podobny. Europejczycy, szczególnie z małych i średnich krajów, po prostu nie chcą traktatu lizbońskiego. Widzą, że zmienia on układ sił w Europie. Arogancja wielkich państw została ukarana, Angela Merkel poniosła dotkliwą porażkę.Niepokojący był już sam sposób, w jaki próbowano ten dokument wprowadzić. Gdy chodziło o konstytucję Unii, deklarowano, że o sprawie mają zadecydować wszyscy obywatele Europy. To jednak nie wyszło. Francuzi i Holendrzy zagłosowali bowiem przeciw. Ogłoszono wtedy, że traktat jest już martwy.
Ale potem nagle okazało się (zdecydowali o tym głównie Niemcy), że wcale martwy nie jest. Tyle że postanowiono nie ryzykować i przeforsować ten dokument – po niewielkich poprawkach i pod inną nazwą – za pomocą kuluarowych, politycznych mechanizmów. Poza jakąkolwiek kontrolą opinii publicznej, bez „zbędnych” debat i dyskusji.
Nawet w Niemczech, których pozycja po ratyfikacji traktatu miała być mocniejsza, pojawiają się głosy, że proces jego wprowadzania przeczy zasadom, które leżą u podstaw integracji europejskiej. Całkowicie zlekceważono wolę Holendrów i Francuzów. Przyzwoitość nakazywałaby, żeby teraz jeszcze raz spytać te dwa narody o zgodę. Czy akceptują ten dokument w nowej formie.
Niewykluczone, że znajdzie się sposób, jakiś trik, żeby przymusić do przyjęcia traktatu również Irlandczyków. Już przed referendum wywierano na nich bardzo silne naciski, żeby głosowali na „tak”. To lekceważenie demokracji zaczyna już przypominać farsę i prędzej czy później się zemści. Może, niej daj Bóg, pogrzebać ideę wspólnej Europy.
Już teraz pojawiają się sugestie, żeby inne kraje mimo wszystko kontynuowały proces ratyfikacyjny. Prezydent Lech Kaczyński nie powinien się włączać do tej akcji. Nie powinien składać swojego podpisu pod traktatem. To byłby bardzo poważny błąd. Polska powinna pamiętać o zasadach i o tym, że w Unii Europejskiej powinna odgrywać rolę adwokata średnich i małych państw.
Powinniśmy chronić niezależność Irlandii i przeciwstawiać się wszelkim naciskom wywieranym na ten kraj, by zlekceważył wolę społeczeństwa. To kwestia zasad, lecz także naszego narodowego interesu. Nie leży w nim bowiem pomaganie wielkim krajom w zdominowaniu mniejszych. Niedługo również my sami możemy się znaleźć w podobnej sytuacji. Również nasz głos może zostać zignorowany.
Mamy bowiem do czynienia z językiem, którego w Europie dawno nie słyszeliśmy, i działaniami, które jeszcze kilka lat temu byłyby nie do pomyślenia. Dyscyplinowania małych krajów przez wielkie. Można było na przykład usłyszeć takie głosy: „Jak to? Taki mały kraj jak Irlandia ma decydować o losach całej Europy?”.
A przecież idea europejska opierała się właśnie na tym, że nigdy już w Europie nie będzie równych i równiejszych. Że głos małych partnerów jest tak samo ważny jak wielkich. Dziś tę zasadę się jawnie łamie i to jest bardzo niepokojące.
Wbrew temu, co nam się wmawia, odrzucenie traktatu lizbońskiego to nic strasznego. Świat się nie zawali. Unia świetnie działa na podstawie traktatu nicejskiego, notabene bardzo korzystnego dla Polski. Wbijane nam do głowy przekonanie, że Europa może się rozwijać tylko przez coraz ściślejszą integrację, to mit. Żadna „Europa dwóch prędkości” nam nie grozi. Jeżeli rzeczywiście ma nastąpić polityczna i kulturowa integracja, to jest to proces na lata.
Nie da się tego załatwić sztucznym, administracyjnym zabiegiem, jakim jest ten traktat. Być może za pięć lat sytuacja polityczna w Europie zupełnie się zmieni i wypracujemy nowe, znacznie korzystniejsze dla wszystkich, zasady współpracy. Niewykluczone więc, że Irlandczycy, głosując na „nie”, uratowali Europę.
not. p. z.
Zdzisław Krasnodębski jest socjologiem i filozofem społecznym, profesorem Uniwersytetu w Bremie i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA