fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Wczoraj Wiedeń był polski

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Mimo porażki w pierwszym meczu z Niemcami reprezentację Polski w spotkaniu z Austrią dopingowało kilkanaście tysięcy osób. Od rana Polacy opanowali Wiedeń, organizatorzy spodziewali się, że na meczu będzie ich więcej niż miejscowych
– Samolot mamy w piątek rano, jednak jeśli wygramy, trzeba będzie przełożyć powrót. Jesteśmy na to przygotowani, bo wierzymy, że będzie łatwo i przyjemnie. Typujemy 3: 0 dla chłopców Beenhakkera – mówili „Rz” ubrani od stóp do głów w biel i czerwień kibice z New Jersey, którzy w południe spacerowali po ogrodach w Wiedniu.
Agresywnych kibiców z Polski, których Austriacy pamiętają z chuligańskich wybryków w czasie meczu Legii Warszawa z Austrią Wiedeń przed dwoma laty i których bali się najbardziej, tym razem nie było widać.
Gospodarze oceniali, że ponad 40 tysięcy kibiców przyjedzie bez biletów, dlatego w centrum miasta – od ratusza aż do Pałacu Hofburg – zorganizowano gigantyczną Fan-Zonę, gdzie mecz oglądać było można na telebimach.
– Skierowaliśmy tam większe siły policji, pomagają nam też koledzy z Polski. To bardzo ważne zwłaszcza przy tłumaczeniu naszych poleceń. Spodziewamy się jednak piłkarskiego święta, a nie problemów z chuliganami – mówi Christian Stella z wiedeńskiej policji.
Wiedeń przygotowany jest do Euro najlepiej ze wszystkich austriackich miast. Tu odbędzie się finał, tu pracuje aż tysiąc z trzech tysięcy wolontariuszy. Chociaż atmosfery turnieju za bardzo się nie czuje, w dniu, kiedy na stadionie walczą piłkarze, wszystko zorganizowane jest perfekcyjnie.
Kilkadziesiąt osób wzięło udział w wyjątkowej mszy świętej zorganizowanej w polskim kościele niedaleko Belwederu. Zamiast pieśni z głośników rozbrzmiewały piłkarskie przyśpiewki, niedaleko ołtarza stały puchary z piłką, a ksiądz modlił się nie za zwycięstwo reprezentacji prowadzonej przez Leo Beenhakkera, ale za czystą grę.
– Austriacy na pewno też się modlą, nie możemy prosić o zwycięstwo, żeby Bóg nie miał dylematu – mówił kapłan, który wspomniał także Adama Ledwonia, byłego reprezentanta Polski i zawodnika Austrii Kaernten, o którego samobójczej śmierci w mediach aż huczy.
Najwięcej fanów z Polski dojeżdżało do Wiednia autokarami, co spowodowało kompletny paraliż na ulicach. Już pięć godzin przed meczem kilkukilometrowy odcinek z centrum miasta do stadionu był zakorkowany. Ci, którzy dotarli tu już rano, spali na trawnikach lub szaleli na Praterze – pobliskim olbrzymim parku rozrywki.
– Jesteśmy pierwszy raz w mistrzostwach Europy, chcemy więc pokazać, że i polscy kibice dorośli już do miana Europejczyków. Nie trzeba się nas bać, chcemy się bawić ze wszystkimi – mówili kibice z Krakowa, którzy wspólnie z Austriakami próbowali siły uderzenia swojej pięści na specjalnej maszynie.
Gospodarze spodziewali się piłkarskiego święta, a nie problemów z polskimi chuliganami
W stan gotowości postawiono także służby medyczne. Ponieważ podczas meczu z Niemcami w Klagenfurcie częściej niż do interwencji policyjnych wzywano pogotowie do pijanych kibiców, władze Wiednia zorganizowały specjalne karetki na motorach. – Dzięki temu lekarze będą mogli szybciej znaleźć potrzebujące pomocy osoby – mówił Andreas Zenker, rzecznik Austriackiego Czerwonego Krzyża.
Piwo nie jest tanie, w Fan-Zonie kosztuje blisko 5 euro. Organizatorzy byli nawet trochę zdziwieni, że Polaków na nie stać i że kupowali także posiłki w restauracjach, a nie jak się spodziewano – przywieźli własny prowiant. Dziwiło ich także, że tak wielu z nich ma bilety. Limit 10 tysięcy wejściówek to teoria bez pokrycia.
„Kurier” spodziewał się na stadionie więcej kibiców z Polski niż miejscowych. – Wielu z nich mieszka w Austrii i kupowało bilety dla gospodarzy. Nie ma co narzekać, trzeba było szybciej ustawiać się w kolejkę – pisał dziennik.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora
Michał Kołodziejczyk z Wiednia
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA