fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Namiot u Romana Kuźniara

Prymas Stefan Wyszyński podczas internowania w Komańczy
narodowe archiwum cyfrowe, Stanisław Porębski
Roman Kuźniar przechowuje namiot kardynalski, który podobno własnoręcznie już przed tym drugim wrześniowym konklawe składał w pośpiechu jako młody ksiądz kardynał Nycz, gdy jego przełożony znów leciał do Rzymu.

Kilkunastoletni Wojtek Kosiarski wsiada na rower i ile sił w nogach jedzie do tego miejsca, gdzie zatrzymuje się już szósty rok z rzędu tajemnicza grupka wczasowiczów z miasta. Wojtek nie bardzo interesuje się, kim dokładnie jest „dziadek" i przebywające z nim małżeństwo. We wsi wie to tylko jego ojciec. Domek jest zwyczajny, standardowy, kempingowy, nic ponad to, co mogli mieć skromni inteligenci w tamtych czasach, ukryty w zaroślach pomiędzy małymi wodospadami. Chłopak po drodze zapewne mija dziwne drzewa owocowe wśród gęstwiny: zostały chyba po fragmencie łemkowskiej wsi wysiedlonej w ramach Akcji „Wisła". Letnicy – samotnicy z małego tranzystora – już wiedzą, co się stało, wieczorem poprzedniego dnia zmarł Paweł VI, już i tak powoli szykują się do powrotu do Krakowa. Tak wśród skał i przełomów górnego Wisłoka (skądinąd kto by pomyślał, że ta leniwa rzeszowsko-krośnieńska rzeka ma w sobie tyle werwy) mógłby się zaczynać film o najważniejszym kawałku historii Polski.

Kilkuset pasjonatów z prof. Romanem Kuźniarem jako komendantem rajdu, tak, tak, tym z telewizji, i tym, co doradzał prezydentowi Komorowskiemu, dorosłym już Wojtkiem, Jackiem Kranzem z Wołosatego, kolejny raz rusza z Pastwisk do Komańczy, by uczcić kardynałów Wojtyłę i Wyszyńskiego. Jeszcze bliżej samotni kardynała, tego metafizycznego miejsca, mogą dojść ci, co wpadli się pokąpać w czas upałów w czystym jak łza Wisłoku. Nawet czytają tablicę informacyjną, kto tu był i kiedy, ale tak jakoś od niechcenia, jakby dowiadywali się, że przejeżdżał tędy Kazimierz Wielki na Węgry. A to przecież było wszystko zaledwie 40 lat temu. Konklawe, powrót do Polski, drugie konklawe. Ocalały pamiątki – Roman Kuźniar przechowuje namiot kardynalski, który podobno własnoręcznie już przed tym drugim wrześniowym konklawe składał w pośpiechu jako młody ksiądz kardynał Nycz, gdy jego przełożony znów leciał do Rzymu.

Zostały miejsca, słowa, drzewa. Zostały gesty i jasne przesłanie: państwo i dobro wspólne ważniejsze są od partii i grupy, parlament ma być miejscem decydowania o sprawach narodu (przemówienie w Sejmie), prezydent ma być szanowany, nawet jeśli dla kogoś on „nie nasz" (Kwaśniewski w papamobile) itd. Czy jeszcze kiedyś Polacy będą mieli lidera tej globalnej miary? A może wolą, by został tylko jako ciekawostka turystyczna uwięziony w niezliczonych pomnikach? Myśmy wszystko zapomnieli.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA