fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Czy skończy się turecki pech Kubicy

Robert Kubica w swoim bolidzie
AFP
Piąty wyścig sezonu rozegrany zostanie w azjatyckiej części Turcji, kilkadziesiąt kilometrów od Stambułu. Robert Kubica chce zakończyć pechową serię występów na tureckim torze – w dwóch startach zdobył tu zaledwie jeden punkt.
Na padoku w Turcji swój sprzęt rozłożyło tylko 10 zespołów – Aguri Suzuki musiał w końcu skapitulować i wobec problemów finansowych wycofał zespół z rywalizacji. Przygoda Super Aguri z Formułą 1 trwała nieco ponad dwa lata. Po trwającej kilka miesięcy walce nie zdołano znaleźć na czas odpowiednio zamożnych inwestorów i ekipa Super Aguri została wystawiona na sprzedaż. Bez Takumy Sato i Anthony’ego Davidsona w stawce pozostało 20 kierowców.
W tym sezonie turecki wyścig po raz pierwszy rozgrywany jest tak wcześnie – poprzednie trzy edycje odbywały się w sierpniu, przy upalnej pogodzie. Tymczasem według meteorologów temperatura podczas weekendu nie będzie przekraczała 20 stopni Celsjusza, co przy zastosowaniu dwóch najtwardszych odmian opon Bridgestone może powodować pewne kłopoty. - Przy niskich temperaturach na ogumieniu mogą tworzyć się gumowe kulki, zmniejszające przyczepność - obawia się Jenson Button z ekipy Hondy.
Takie problemy, mimo dużo większych temperatur, miał przed rokiem Robert Kubica. Istanbul Park, jeden z trzech lewoskrętnych obiektów w kalendarzu Formuły 1 (obok Interlagos i debiutującego w tym sezonie ulicznego toru w Singapurze), nie jest jego ulubionym torem. Polak walczy o utrzymanie się w pierwszej trójce klasyfikacji mistrzostw świata, ale w dotychczasowych dwóch startach w Grand Prix Turcji zdobył zaledwie jeden punkt. Teraz zachowuje jednak optymizm. - Tegoroczny samochód jest dla mnie łatwiejszy w prowadzeniu - powiedział podczas wczorajszej konferencji prasowej. - Mam nadzieję, że los się odwróci i tym razem pójdzie mi tu lepiej - dodaje.
Sytuacja w czołówce klasyfikacji mistrzowskiej jest bardzo ciekawa. Kimi Raikkonen (Ferrari) ma już 9 punktów przewagi nad Lewisem Hamiltonem (McLaren), ale kolejni zawodnicy są już bardzo blisko – szósty w tabeli Heikki Kovalainen (McLaren) traci do swojego kolegi z zespołu tylko sześć punktów. Fin wczoraj rano przeszedł badania dopuszczające go do startu w wyścigu. Przed dwoma tygodniami podczas GP Hiszpanii Kovalainen po awarii obręczy koła w swoim McLarenie wbił się w barierę z opon przy prędkości ponad 200 km/godz. Z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu trafił do szpitala, ale po obserwacji okazało się, że nic mu nie jest. - Przez trzy dni bolała mnie głowa - opowiadał Fin. - Nie zaprzestałem jednak treningów i byłem pewien, że zostanę dopuszczony do wyścigu w Turcji - dodał. Jego zespół zajmuje dopiero trzecie miejsce w klasyfikacji konstruktorów – za dominującą ekipą Ferrari i z jednym punktem straty do BMW Sauber.
Liderzy obu klasyfikacji mistrzowskich, Ferrari, zrezygnowali z zaprezentowanego dwa tygodnie temu w Barcelonie nowatorskiego nosa samochodu, z otworem poprawiającym przepływ powietrza wokół wyścigówki. Zdaniem inżynierów to rozwiązanie sprawdza się na torach wymagających średniego i dużego docisku aerodynamicznego, a obiekt pod Stambułem do takich nie należy. Forma Scuderii Ferrari w ostatnich wyścigach wskazuje jednak na to, że Kimi Raikkonen i Felipe Massa bez problemów utrzymają przewagę nad resztą stawki. Pozostali – z Robertem Kubicą na czele – liczą na walkę o najniższy stopień podium.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA