fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finansowanie

To była rata najwyższa w historii

Bloomberg
Wzrost kursu franka szwajcarskiego znowu odbił się na portfelach kredytobiorców.

Przypomnijmy: w ostatni piątek (2 grudnia) kurs franka szwajcarskiego wzrósł do poziomu 4,16 zł. - Oznacza to, że rata kredytu w CHF spłacana właśnie tego dnia mogła być największą w historii. Mimo że wcześniej zdarzały się wyższe kursy, to jednak nigdy nie występowały w pierwszych dniach miesiąca - komentuje Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander.

Z jego wyliczeń wynika, że w przypadku zobowiązania w wysokości 300 tys. zł z sierpnia 2008 r., rata płacona przy takim kursie wyniosła 2073 zł i była o 557 zł wyższa niż zaraz po zaciągnięciu kredytu.

Spadło oprocentowanie

- Najwyższy kurs franka w historii odnotowaliśmy w tzw. czarny czwartek, czyli 15 stycznia 2015 r. Wtedy przekraczał on nawet 5 zł. Następnie przez kilka dni utrzymywał się na wyższym poziomie niż obecnie. Jednak na początku lutego 2015 r. frank staniał i kosztował mniej niż 4 zł. Dlatego, jeśli ktoś ma termin płatności na początku miesiąca, to po tych pamiętanych wydarzeniach wcale nie musiał zapłacić bardzo wysokiej raty - mówi Jarosław Sadowski.

W przypadku omawianego kredytu najwyższa rata wynosiła 2053 zł i została zapłacona na początku sierpnia 2011 r. Wtedy kurs franka wynosił jednak tylko 3,70 zł. Jak to więc możliwe, że rata była wtedy tak wysoka?

- O jej poziomie nie decyduje tylko kurs, ale również oprocentowanie kredytu, a wtedy było ono zdecydowanie wyższe. Teraz stopy procentowe w Szwajcarii są mocno ujemne, co powoduje, że oprocentowanie kredytów we frankach nierzadko wynosi tylko ok. 0,5 proc. w skali roku. Co ciekawe, gdyby nadal obowiązywało oprocentowanie z dnia zaciągnięcia kredytu to rata wynosiłaby aż 2940 zł - tłumaczy analityk Expandera.

Niewolnicy mieszkań

Frankowiczów martwi fakt, że ich zadłużenie zamiast spadać, to w przeliczeniu na złotówki rośnie. Mimo ponad ośmiu lat spłaty z 300 tys. zł wzrosło ono do 495 tys. zł. Dług wyrażony we frankach spada. Z początkowego zadłużenia 156 tys. franków pozostało 119  tys. franków.

- To jednak nie ma znaczenia w sytuacji, gdy ktoś chciałby zmienić mieszkanie np. aby przenieść się do innego miasta. Wtedy musiałby bankowi oddać znacznie więcej pieniędzy niż uzyskałby ze sprzedaży nieruchomości. Oznacza to, że frankowicze są przywiązani do swoich mieszkań, gdyż nie opłaca się ich sprzedawać - podkreśla Jarosław Sadowski.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA