Opinie

Początek spowolnienia czy tylko chwilowa zadyszka?

Dane za pierwsze dwa miesiące bieżącego roku pokazywały, że w najbliższym czasie o spowolnieniu w gospodarce w ogóle nie może być mowy.
Dane o produkcji, sprzedaży, eksporcie czy wreszcie rosnące w dwucyfrowym tempie wynagrodzenia i spadające bezrobocie wskazywały na bardzo silne fundamenty polskiej gospodarki. Przyszedł jednak marzec, a wraz z nim pierwsze niepokojące sygnały – znacznie niższe od prognoz tempo wzrostu produkcji, a następnie gorsza od oczekiwań dynamika sprzedaży detalicznej.
W związku z tym, że to pierwsze od kilku miesięcy gorsze dane, trudno odpowiedzieć na pytanie, czy zaczyna się spowolnienie gospodarcze, czy to tylko chwilowa zadyszka. Ale teza, że w zasadzie nic się nie stało i że dalej wszystko będzie dobrze, jest też bardzo ryzykowna. Rozstrzygnięcia tych kwestii mogą nie przynieść również kolejne miesiące. Marzec był wyjątkowy, bo ze względu na święta wielkanocne (zazwyczaj wypadają w kwietniu) firmy pracowały krócej, mniej wytworzyły i mniej sprzedały, a gospodarstwa domowe miały mniej czasu na zakupy. Kwiecień również będzie tzw. miesiącem zaburzonym, bo w 2007 roku Wielkanoc była właśnie w kwietniu, co oznacza niższą statystyczną bazę odniesienia. Na maj z kolei przypadają w tym roku dwa długie weekendy (w 2007 roku był tylko jeden), a w czerwcu nie będzie żadnego (w 2007 roku jeden). W efekcie „surowe” dane za kwiecień będą zawyżone, za maj zaniżone, a za czerwiec ponownie zawyżone. Dopiero lipiec będzie miesiącem pozbawionym wymienionych efektów, a dane lipcowe poznamy dopiero w sierpniu. Dlatego teraz w dużo większym stopniu należy opierać się na danych wyrównanych sezonowo (pozbawionych zaburzeń). Tyle tylko że dane odsezonowane za marzec budzą duży niepokój. Tempo wzrostu produkcji i sprzedaży znacząco zmniejszyło się w porównaniu z zanotowanym w poprzednich dwóch miesiącach. Dane odsezonowane sugerują zatem początek trendu spadkowego w gospodarce. Gdzie można upatrywać przyczyn ewentualnego spowolnienia? Możliwe, że złoty osiągnął poziom, przy którym eksport przestał być opłacalny, a co za tym idzie – następuje ograniczanie produkcji do rozmiarów służących głównie zaspokajaniu potrzeb rynku wewnętrznego. Do tego procesu dokładać się mogą zbyt wysokie koszty pracy, które ograniczają konkurencyjność polskich przedsiębiorstw.
Ale na wyłonienie się pełnego obrazu sytuacji trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Monika Kurtek, ekonomistka Banku BPH
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL