Teatr

Grzech wychodzi na jaw

"Klątwa" Wyspiańskiego w reżyserii Piotra Tomaszuka. Od lewej: Ewa Gajewska, Katarzyna Siergiej, Edyta Łukaszewicz-Lisowska, Karol Smaczny i Dariusz Matys
Materiały Promocyjne, Bartosz Sejwa Bartosz Sejwa
Premiera Wierszalina. Piotr Tomaszuk po raz drugi wystawia "Klątwę" Stanisława Wyspiańskiego. Przed laty opowiadał o miłości księdza do służącej, w sobotę pokaże dramat o braku powołania.
Wierszalin to od lat europejska czołówka teatralna – trzykrotnie zdobywał prestiżową nagrodę First Fringe na festiwalu w Edynburgu.
Reżyser Piotr Tomaszuk i dramatopisarz Tadeusz Słobodzianek stworzyli zespół na pograniczu polsko-białoruskim, gdzie w latach 30. działała sekta Eljasza Klimowicza zwiastującego Nowe Jeruzalem. Zespół, łącząc grę aktorów i lalek, zawsze był bliski problematyce religijnej, wielkich mitów i małych społeczności. Po odejściu Słobodzianka Tomaszuk kieruje Wierszalinem samodzielnie. Teraz ponownie wystawia "Klątwę". Premiera w sobotę.
– Rozmawiać o Polsce bez dyskusji o Kościele się nie da, tymczasem tekst Wyspiańskiego jest praktycznie jedynym dramatem, który tak stanowczo pyta o naturę relacji między Kościołem i wiernymi, duszpasterzem i gromadą, za którą odpowiada – mówi Piotr Tomaszuk. Dramat przedstawia wieś trapioną klęską suszy. Odpowiedzialnością za nią mieszkańcy obarczają Księdza żyjącego w grzechu ze swoją służącą. Uważają, że to przez niego Bóg zesłał na nich karę. – Moja pierwsza "Klątwa" miała odcień romantyczny, opowiadała o wielkiej miłości Księdza i Młodej – mówi Piotr Tomaszuk. – Teraz zrobiłem przedstawienie o wykorzystywaniu seksualnym, nadużyciu i hipokryzji. Ksiądz się do niczego nie przyznaje, a Młoda boi się nazwać sytuację po imieniu. Poza ich dwójką dzieci jest jeszcze nieślubne dziecko Dziewki, wiejskiej k..., którą Ksiądz chce wydać za Parobka. Postanowiłem zreinterpretować również postać Matki. Do tej pory była pokazywana jako staruszeczka. Dla mnie to toksyczna, zazdrosna i zaborcza matka. Wykierowała syna na księdza, żeby się nim nie dzielić z żadną kobietą. Reżyser zaznacza, że nie interesuje go publicystyczny spektakl o molestowaniu seksualnym. – Kiedy Pustelnik wymawia Księdzu, że złamał śluby, nie chodzi wyłącznie o celibat. Rzecz jest o kryzysie powołań – mówi Tomaszuk. – Może Ksiądz chce dobrze, ale ani jego osobowość, ani życie emocjonalne nie predestynują go do roli przywódcy moralnego. Jest zwykłym funkcjonariuszem kościelnej administracji. A jeżeli wierni utożsamiają Kościół z takimi ułomnymi ludźmi, którzy z duszpasterstwem nie mają wiele wspólnego, zaczyna się poważny problem. Dostrzega go sam Kościół i coraz częściej o tym mówi. Ostatnia wizyta Benedykta XVI w Ameryce to potwierdza. Wyspiański stawia też pytanie, czy człowiek w drodze do Boga potrzebuje mistrza czy Kościoła. – Tradycja Wschodu podpowiada, że mistrza, Zachodu – że Kościoła. Bywają mistrzowie duchowi w Kościele jak Jan Paweł II i to jest sytuacja idealna, aczkolwiek rzadka. Tomaszuk nie kryje, że "Klątwa" wykracza poza porządek świata chrześcijańskiego. – Bóstwo pokazane w dramacie Wyspiańskiego nie jest moralne, objawia się w sposób całkowicie nieetyczny: musi zostać złożona ofiara z płonących dzieci i dopiero wtedy zaczyna padać deszcz, kończy się katastrofa suszy – podkreśla reżyser. – Ofiara nie mogła być symboliczna – tylko prawdziwa. Może w ogóle prawdziwa wiara nie może się obyć bez prawdziwej ofiary? Postać Pustelnika zwłaszcza dziś, gdy coraz więcej osób opuszcza Kościół, a popularna staje się filozofia Wschodu, może być odbierana jako wskazówka pozachrześcijańskiej drogi duchowej. – W pierwszej "Klątwie" pokazałem Pustelnika jako człowieka szukającego samotności, teraz odkrywam w nim jednostkę odrzuconą przez gromadę, dla której jego odmienność była nie do przyjęcia – tłumaczy reżyser. – On nie ogranicza się tylko do tego, by jak szaman poprzez rytuał wywołać bóstwo, on pragnie stać się domem dla bóstwa. Chciałbym pokazać na scenie wiarę odnawiającą się poprzez ekstazę i wstrząs. Wierszalin często podejmuje tematykę religijności uwikłanej w seksualność i wynikające z tego napięcia. "Ofiara Wilgefortis" nawiązywała do średniowiecznego apokryfu o córce portugalskiego króla. Wilgefortis złożyła śluby czystości, a gdy ojciec chciał ją przymusić do ślubu – dzięki cudownej przemianie upodobniła się do Jezusa, za co spotkała ją śmierć na krzyżu. Z kolei "Bóg Niżyński" pokazuje losy słynnego tancerza. Zamknięty w zakładzie psychiatrycznym, cierpiący na schizofrenię – odgrywa rytuał ofiary, rozdarty między dawną miłością do twórcy Baletów Rosyjskich Diagilewa oraz uczuciem do żony. – Wypieranie cielesności poza nawias Kościoła jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe – mówi Piotr Tomaszuk. – Przecież fundamentem chrześcijaństwa jest ofiara złożona z ciała Chrystusa. Tradycja wschodnia lokuje zjawiska metafizyczne na granicy przeżyć ekstatycznych. Nie da się ich zrozumieć bez udziału ciała. Czy Piotr Tomaszuk uważa się za chrześcijanina? – Czuję się chrześcijaninem w każdym calu – odpowiada. – Pytanie brzmi, czy jestem heretykiem, odszczepieńcem, pustelnikiem? Czy moje przedstawienia o różnych drogach człowieka ku Bogu są ekstrawagancją oburzającą gromadę, czy może służą duchowemu przebudzeniu? Dla mnie to rodzaj oczyszczenia. Odmienność elektryzuje otoczenie, czyni je wrażliwszym. Czasami jest czystym błazeństwem albo kpiną. Ale na pewno nie ma mowy o hipokryzji, co najwyżej o prowokacji, a to zasadnicza różnica. Wolę prowokację niż hipokryzję. Hipokryzja ludzi Kościoła irytuje reżysera. – Grzechy, które można było kiedyś ukryć, wychodzą na światło dzienne – mówi. – Dlatego Kościół musi zająć jednoznaczne stanowisko w tej sprawie. Jako instytucja niezdolna do samooczyszczenia skompromituje się. Sytuacja już zaczyna się robić jak u Geneta. Wszystkich – polityka, prokuratora i katechetę – można spotkać w burdelu. Tak być nie może. Szef Wierszalina przez dłuższy czas miał problemy z samorządowymi politykami LPR, którzy domagali się odebrania dotacji dla zespołu – nie oglądając nawet jego spektakli. – Doświadczyłem słodyczy języka radiomaryjnego i subtelniaczków od Giertycha – wspomina. – Przestałem być ich bohaterem i nie tęsknię do tej roli, choć nie cechuje mnie lęk. Gdybym zaczął trząść portkami, oznaczałoby to, że muszę zmienić zawód, bo w teatrze trzeba umieć bronić własnych poglądów. Reżyser teatralny, założyciel Towarzystwa Teatralnego Wierszalin, dramaturg, scenarzysta. Urodzony w 1961 r., ukończył Wydział Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie oraz Wydział Reżyserii Lalkowej w Białymstoku. Zadebiutował w 1986 r. spektaklem "O Medyku Feliksie" wg Gustawa Morcinka. Ogólnopolskie uznanie przyniósł mu "Turlajgroszek" wyreżyserowany w Teatrze Lalek i Aktora Miniatura w Gdańsku, gdzie był dyrektorem od 1989 do 1991 r. W pracy nad przedstawieniem pomagał mu dramaturg i krytyk teatralny Tadeusz Słobodzianek. Wkrótce razem stworzyli w podbiałostockim Supraślu Towarzystwo Wierszalin, którym Tomaszuk kierował do 2006 r. Od tego czasu jest szefem samorządowego Teatru Wierszalin. W jego repertuarze są teraz spektakle "Bóg Niżyński", "Życie snem", "Wierszalin. Reportaż o końcu świata", "Święty Edyp", "Ofiara Wilgefortis". Dla Teatru Telewizji wyreżyserował m.in. "Prawiek i inne czasy" Olgi Tokarczuk i "Żywot Józefa" Mikołaja Reja w adaptacji Kazimierza Dejmka. Widowiska Tomaszuka często nawiązują do średniowiecznych form teatralnych, m.in. misterium. Jest laureatem prestiżowych nagród im. Konrada Swinarskiego, im. Leona Schillera, nagrody Krytyków Polskiego Ośrodka Międzynarodowego Instytutu Teatralnego. Trzykrotnie otrzymał nagrodę First Fringe w Edynburgu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL