Film

Strach zarejestrowany na taśmie

Materiały Promocyjne
Na wojnie nie ma wygranych. Są tylko ofiary. Wszyscy o tym wiemy, a jednak film Nicka Broomfielda robi wrażenie.
– Co chcesz wiedzieć? – pyta filmowca młody amerykański żołnierz. – Mieszkam w gównianych koszarach, w ciągłym zagrożeniu. Mogą mnie zastrzelić w każdej chwili, przez każde okno. Każdego dnia rano budzę się i idę na taki sam patrol. W końcu jedyną rzeczą, o którą walczę, jest to, by nie dać się zabić. Nie wiem, dlaczego tutaj jesteśmy. To znaczy wiem, ale nie wiem... Kurde, nie wiem, po co tu jesteśmy.
Amerykanie obliczają swoje straty w Iraku na 4 tysiące osób. Do tej liczby trzeba dodać poległych z innych krajów. Także z Polski. Ofiar po stronie irackiej nikt by się już pewnie nie doliczył. Ale Brytyjczyk Nick Broomfield uzmysławia widzom, że za tymi suchymi cyframi kryją się ludzie. Ze swoimi marzeniami, ambicjami, lękiem, rozpaczą. W paradokumentalnym filmie odtwarza godzina po godzinie tragedię w Haditha. Pokazuje marines – chłopaków porażonych śmiercią kolegi, podświadomie pałających chęcią odwetu, dwóch terrorystów – całkiem zwyczajnych ludzi wierzących, że "wyrzucą z własnego kraju Amerykanów, tak jak kiedyś wyrzucili Anglików", wreszcie Irakijczyków, sąsiadów z kilku domów w Haditha – spokojnych mieszkańców miasteczka, zatrzaśniętych w pułapce bez wyjścia, którzy zapłacili najwyższą cenę nie za swoje winy. Przez cały czas kamera podchodzi do ludzi bardzo blisko, rejestruje na taśmie strach, rozpacz, ból. Chropowate obrazy uderzają prostotą i prawdą. Ośmiu marines z Hadithy zostało postawionych w stan oskarżenia, ale potem zarzuty w stosunku do nich wycofano. Ale czy to oczyściło ich sumienia? Co zostawiła w tych ludziach wojna? Filmowcy pokazali już, jak zdeprawowani, rozbici i przegrani wracali do domów weterani wojny wietnamskiej. Z Irakiem nie jest inaczej. Przypominali o tym w ostatnim roku Errol Morris w dokumencie "Standard Operating Procedure" czy Brian de Plama w "Redacted". Podobny motyw powraca w "Bitwie o Irak". Poza dramatycznymi scenami masakry zostanie mi w pamięci jedno zdanie wypowiedziane przez żołnierza: "To wszystko będzie mi się śniło do końca życia...".
Krytycy uważają Nicka Broomfielda za jednego z najważniejszych – obok Michaela Moore'a, Errola Morrisa czy Louisa Theroux – dokumentalistów rejestrujących wstrząsające obrazy świata. Ale Moore i Morris naginają fakty do swoich potrzeb. Broomfield szuka prawdy i oceny pozostawia widzom. "Bitwa o Irak". Wielka Brytania, 2008. Reż.: Nick Broomfield. Dystrybucja: Mayfly Urodził się w 1948 r. w Londynie. Jest synem znanego fotografa Maurice'a Broomfielda. Studiował prawo w Cardiff i nauki polityczne w Essex, a potem skończył Szkołę Filmową i Telewizyjną. Jest autorem kilkudziesięciu dokumentów, m.in. głośnych obrazów o Tupacu Shakurze, raperze zabitym w strzelaninie w Las Vegas we wrześniu 1996 r. ("Biggie & Tupac"), oraz o Aileen Wuomomos, seryjnej morderczyni, bohaterce "Monster", z którą rozmawiał jeszcze dzień przed egzekucją ("Aileen, Life and Death of a Serial Killer"). Krytycy uważają go za jednego z najważniejszych współczesnych dokumentalistów. W 2006 r. nakręcił "Ghost" – film o losach chińskiej emigrantki w Wielkiej Brytanii. Teraz pokazuje "Bitwę o Irak" ("Battle for Haditha").
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL