Historia

Kariera Lewki żupnika

Legenda o Kazimierzu, królu chłopów i opiekunie Żydów, jest nie tylko piękna, ale i prawdziwa. Przynajmniej w tym sensie, że dobroć królewska wynikała z pobudek jak najbardziej racjonalnych. Przekonująco uzasadnia to Rafał Jaworski zarówno w niniejszym, jak i poprzednim zeszycie, pisząc o władcach feudalnych wspomagających Żydów.
Średniowieczny król lub książę chciał mieć po prostu pod ręką bankierów gotowych pożyczyć sporą sumę, sprawnych administratorów oraz zdolnych rzemieślników zasiedlających nowe czy słabo rozwinięte dotąd miasta i osady. Dlatego przyznawał Żydom specjalne przywileje, otaczał opieką prawną, przeciwdziałał napaściom. Nasz Kazimierz Wielki rozszerzył statut kaliski na całe królestwo, chętnie przyjmował i osiedlał Żydów, korzystał z ich usług (słynny Lewko!) w żupach, mennicach oraz skarbcu.
Trzeci już wiek trwały w Europie prześladowania Żydów. Najpierw krucjaty rozbudziły fanatyzm religijny i antyżydowską nienawiść. Potem epidemia zabójczej odmiany dżumy skłaniała do szukania winnych i znajdowania ich w Żydach. Bo byli obcy, bo różnili się wyznaniem, obyczajem i tradycją. A poza tym jakże często byli... wierzycielami, których starano się pozbyć. Jak wcześniej obarczano ich winą za zabójstwo Jezusa Chrystusa, tak teraz dodawano mordy rytualne, profanację hostii i zatruwanie studzien. To wszystko nie ominęło również ziem polskich, co Jaworski skrupulatnie przypomina. Ale – w porównaniu z Europą Zachodnią – wystąpiło u nas w minimalnym stopniu, i to raczej poza królestwem Kazimierza. Na szczęście i czarna śmierć zawitała tu tylko na chwilę, niewielkie zbierając żniwo. W Polsce Żydzi czuli się bezpiecznie, znajdując pole dla swej przedsiębiorczości, pogłębiania tradycji, religii i więzi łączących ich odwieczną wspólnotę. Na Zachodzie stawali się ofiarami krwawych pogromów i kolejni królowie wyganiali ich precz.
Przy całym komforcie ich pobytu w Polsce trzeba zauważyć, że to, co niosło skutki dobroczynne, stwarzało w dłuższej perspektywie źródło animozji z miejscowym otoczeniem. Pożyczali pieniądze, jak dzisiaj każdy kredytodawca, na procent. Stawali się więc lichwiarzami, najpierw pogardzanymi (Kościół zakazywał chrześcijanom lichwy), a potem – kiedy trzeba było spłacać dług z nawiązką – znienawidzonymi. Mury getta chroniły ich, ale i skutecznie izolowały od codziennego życia wraz z chrześcijanami. Mogli sprzedawać własne wyroby po niższych cenach, bo nie obowiązywały ich ustalenia cechów, ale rychło narażali się na zarzut nieuczciwej konkurencji. Pośrednictwo w obrocie pieniędzmi i towarami, zwłaszcza między warstwą panującą a niższą, przynosiło spore zyski, ale budziło też zawiść... Wynikające z tych zjawisk konflikty przybrały na sile szczególnie w późniejszych wiekach, ale zarzewie tliło już wówczas, za dobrego króla Kazimierza. Maciej Rosalak, współredaktor cyklu „Żydzi polscy”, dziennikarz „Rzeczpospolitej”, m.rosalak@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL