fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Czy Szwedzi będą pracować do siedemdziesiątki

123RF
Podczas gdy u nas przejście na emeryturę w 67. roku życia wciąż budzi kontrowersje, Szwedzi podnoszą poprzeczkę jeszcze wyżej. Niedługo bowiem, jak stwierdził przewodniczący Rady Polityki Pieniężnej John Hassler, trzeba będzie tam pracować do 70. roku życia.

Według rady podwyższenie wieku emerytalnego będzie konieczne do zachowania przyzwoitych emerytur w przyszłości i utrzymania publicznych finansów na odpowiednim poziomie.

Pierwszym krokiem w kierunku zabezpieczenia emerytur na całe lata byłoby podwyższanie wieku emerytalnego co rok o jeden miesiąc. Z raportu Rady Polityki Pieniężnej wynika, że jeżeli Szwedzi nie będą pracować dłużej, to świadczenia dające utrzymanie w jesieni życia ulegną znacznemu obniżeniu. Według niektórych scenariuszy rady emerytury mogą być zredukowane nawet o połowę. Dlatego niezbędne stanie się zakasanie rękawów do dalszej roboty.

Rada Polityki Pieniężnej oparła swoją wizję na wyliczeniach Instytutu Koniunktury i na prognozach populacji Centralnego Biura Statystyki. W raporcie wzięto pod uwagę, że mieszkańcy Szwecji żyją coraz dłużej. W 2013 r. średnia długość życia kobiet wynosiła 83,7 roku, a mężczyzn 80,1 roku. Prognozuje się, że w tym stuleciu wzrośnie ona o siedem lat.

Co dziwne, postulat wydłużenia aktywności zawodowej nie wzbudził specjalnych komentarzy w mediach ani tym bardziej protestów i emocji. Co prawda Szwedzi należą do nadzwyczaj zdyscyplinowanych i praworządnych obywateli, a do tego niezmiernie ufających władzom, ale czy aż do tego stopnia, że nie buntują się, kiedy należałoby? Czy też na przekraczanie granic w sprawach emerytur już się uodpornili? Zwłaszcza po wielokrotnych deklaracjach poprzedniego, centroprawicowego rządu o konieczności wydłużenia lat pracy.

Za tamtego rządu parlamentarna grupa złożona z partii prawicowych i socjaldemokratów zaczęła przygotowywać zmiany legislacyjne dotyczące warunków zatrudnienia dla seniorów. Postulowała, by granica rozpoczęcia pobierania świadczeń emerytalnych została przesunięta z 61. roku życia na 63. Zaproponowała też prawo do pracy do 69. roku życia.

Trzy lata temu premier Fredrik Reinfeldt w słynnym wystąpieniu mówił o konieczności narysowania mentalnej mapy u Szwedów na nowo i rozważenia, w jakim stopniu każdy z mieszkańców tego kraju jest gotów utrzymywać aktywność zawodową do późnych lat. Premier stwierdził, że stosunek lewicy do pracy wyraźnie się zdezaktualizował. Według lewicy bowiem, jeżeli po latach zatrudnienia trudno jest podołać obowiązkom służbowym, to powinno się przejść na rentę. Tymczasem, jak mówił premier, gdy praca staje się zbyt uciążliwa, należy podjąć inną. Przestrzegał, że skoro powszechniej niż kiedyś żyjemy do 100 lat i chcemy cieszyć się dobrą emeryturą, to musimy podporządkować się nowym rozwiązaniom. Przypomniał, że połowa osób, które dziś się rodzą, doczeka setnych urodzin.

Fredrik Reinfeldt wysunął też postulat pracowania do 75. roku życia. Według niego byłby to nowy rodzaj życia zawodowego, w którym następowałaby częstsza zmiana posady. W jego opinii 55-latki na rynku pracy staliby się o wiele atrakcyjniejsi, gdyby pracodawca wiedział, że jeszcze przez 20 lat interesować ich będzie dalsza kariera (lub harówka).

W zdobyciu nowych kwalifikacji miałby pomóc kredyt na edukację, który należałoby przyznawać w późniejszych latach życia. Dziś granica wieku blokująca uzyskanie pożyczki wynosi 54 lata.

Tymczasem chęć pracy u seniorów przedstawia się rozmaicie. Co trzeci Szwed wyobraża sobie kontynuowanie zatrudnienia po osiągnięciu wieku emerytalnego, jeżeli będzie mógł zmienić pracę. Natomiast niemalże połowa nie zamierza przechodzić na emeryturę później, bez względu na to, czy istnieje możliwość zmiany ścieżki kariery.

W 2014 r. przeciętna wieku pobierających emeryturę publiczną wynosiła tu 64,5 roku. Ostatnimi laty wzrosła liczba osób, które zaczęły pobierać świadczenia przed 65. rokiem życia i po. Część z nich w dalszym ciągu dorabia.

Ten brak ogólnego poruszenia w reakcji na kolejny postulat podnoszenia wieku emerytalnego zdezawuował twierdzenia niechętnej napływowi cudzoziemców partii Szwedzkich Demokratów. Jej organ „Avpixlat" napisał, że mimo oficjalnych deklaracji o zaletach masowej imigracji Szwedzi będą teraz zmuszeni przechodzić na emeryturę w wieku 70 lat. Tym samym – twierdzi gazeta – zostaje obalony mit, że masowa migracja jest niezbędna, by nie dopuścić do skurczenia się populacji kraju i by zachować tu dobrobyt. W rzeczywistości bowiem oznacza ona wielkie obciążenie dla systemu, ponieważ emigranci nie są zatrudnieni w tym samym stopniu co miejscowi.

Media zwracają uwagę na wzrost liczby osób, które pobierają emerytury za granicą. Co miesiąc Urząd Spraw Emerytalno-Rentowych przesyła pieniądze do ponad 160 krajów. Najwięcej przekazów trafia do Finlandii, potem do Niemiec. To, że najwięcej Finów ma prawo do szwedzkiej emerytury, tłumaczy się faktem, że w latach 60. i 70. napływali oni masowo za chlebem do zachodniego sąsiada. Tymczasem ponad 20 tys. Finów może być uprawnionych do szwedzkiej emerytury, a nie wiedzą o tym lub też zapomnieli! Urząd próbuje nawiązać kontakt z osobami, które pracowały w Szwecji, a potem wróciły do swoich krajów. Ogółem brakuje mu adresów ponad 56 tys. seniorów za granicą. Mówi się, że w przyszłości wielu staruszków odbierze emeryturę ze Sztokholmu w Syrii i Afganistanie. I na pewno o niej nie zapomną.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rz" w Szwecji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA