fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Dzieci patrzą na wojnę

„Zapiski żołnierza. Życie poilus opowiedziane dzieciom przez Renefera”, Gabrielle Thierry (opr.) tłum. Gabriela Hałat, Wydawnictwo Claroscuro, Warszawa 2014
Plus Minus
Jak opowiedzieć dzieciom o wojnie?

W Polsce wspólnie z Muzeum Powstania Warszawskiego próbuje tego łódzkie Wydawnictwo Literatura, opowiadając historie doświadczających wojny dzieci (ukazały się już tytuły tak cenne jak „Asiunia" Joanny Papuzińskiej czy „Syberyjskie przygody chmurki" Doroty Combrzyńskiej – pierwsza pewnie książka dla dzieci o zesłanej w 1940 r. na katorgę małej Polce). Na świecie przed kilku laty zrobił furorę (i posłużył za podstawę scenariusza) wydany również w Polsce „Chłopiec w pasiastej piżamie" Johna Boyne'a; niemal wszyscy pamiętają film Roberto Benigniego „Życie jest piękne".

Potrzeba, by podzielić się z dzieckiem tym, czego doświadcza świat, wytłumaczyć huk dział, klepsydry na murach, zaciemnienie miast, pojawiła się 100 lat temu – i wtedy właśnie powstały „Zapiski żołnierza". Zmobilizowany do I Regimentu Inżynieryjnego 35-letni architekt z wykształcenia, malarz z powołania Jean-Constant Fontanet, wystawiający z sukcesami swoje prace pod pseudonimem Renefer, chowa do chlebaka notes oraz pudełko akwarel i obiecuje swojej sześcioletniej wówczas córce Raymonde, „małej ślicznej Monde", jak nazywa ją w listach, że będzie do niej stale pisał.

I pisze – z przedostatniego kręgu: dowództwo wysyłało go (a potem dało mu za to Krzyż Walecznych) „do działań rozpoznawczych w sektorach Woëvre, Szampanii, Oise oraz Aisne". W lutym 1916 r. trafił pod Verdun. Renefer wydał dwa cykle „okopowych" akwafort, ilustrował powieści o wojnie, w tym słynny „Ogień" Barbusse'a, po wojnie zdążył się rozwieść, powtórnie ożenić, malował platany na Montmartrze i barki na Sekwanie – ale zapamiętany został z 30 akwarelek.

O czym dowiedziała się mała śliczna Monde? O żołnierzach w okopach, którzy „tylko czekają, aż szwaby (les vilains Boches) wychylą głowy, by zacząć do nich strzelać, ale tamci chowają się jak tchórze". O zacnym kucharzu, siedzeniu przy piecu, oficerach (jeden z nich ma monokl jak z Prousta) i brnięciu w błocie okopów („Ale to nic takiego! Ciocia Marynia ci to powie – kąpiele błotne leczą wszelkie bóle!").

Zacne to i ciepłe, kokieteryjne („Twój tatko też ma taką maskę przeciwgazową, ale wcale mu nie jest w niej ładnie") i podniosłe, kiedy Renefer pisze o mogiłach okrytych tricolore z bławatków, margerytek i maków. Mała Monde odebrała zresztą tę lekcję jak należy – ćwierć wieku później walczyła w Resistance. Miło spojrzeć na błękit mundurów, w Polsce znany właściwie tylko za sprawą umundurowanych nad Sekwaną hallerczyków.

A jednak kieszonkowych rozmiarów notes niepokoi. Renefer nie chciał uczyć Raymonde nienawiści, o „les Boches" pisał (i rysował ich) z drwiną. Do czasu, kiedy zapragnął zilustrować działanie artylerii – i szkicował lecącą w stronę niemieckich okopów „pigułę" wystrzeloną z haubicy. Trzy strony dalej – żółty cień aeroplanu i karminowy błysk na ziemi. „Popatrz, jakiś ptak załatwia się nad głowami szwabów? Oczywiście, że nie: to samolot, który spuszcza bombę. Chociaż to prawie to samo..." – snuje opowieść Renefer z iście, chciałoby się powiedzieć, galijską lekkością.

Nie są to co prawda frazy jak z kazania arcybiskupa Pesztu, wyśmiewanego przez Szwejka („Niech Bóg błogosławi wasze bagnety, aby głęboko wbijały się w brzuchy waszych nieprzyjaciół!") – ale nie trzeba być pacyfistą, by mieć z nimi kłopot.

Kilka transzei na zachód od Renefera nie rozstawał się w tym czasie ze szkicownikiem jego koalicjant, kapitan Ernest Howard Shepard, monitorujący bitwę pod Passchendaele. Rysunków z wojny nie opublikował: rychło po powrocie do Londynu został zatrudniony przez Alana Milne'a do zilustrowania „Kubusia Puchatka".

Był to chyba lepszy wybór: dzieciom nie da się narysować wojny. Dorosłym zresztą też nie.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA