fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Kodeks karny: troska o przestępców, a nie o ofiary

Fotorzepa, Rafał Guz
Za nieudany kodeks karny z 1997 r. odpowiadają dwaj główni jego współtwórcy: prof. Kazimierz Buchała i prof. Andrzej Zoll. To oni podsunęli ustawodawcy źle napisany projekt, który nie został jednak odrzucony – pisze prawnik.

Przestępczość jest nie do zwalczenia. Nie da się jej wyeliminować z życia społecznego. Tego uczy nas dotychczasowa historia prawa karnego.

Przestępczość można jednak tłumić i w ten sposób ograniczać. W procesie rozwoju cywilizacyjnego walka z nią różnie się kształtowała. W dawnych czasach represja karna opierała się na odpowiedzialności zbiorowej, tak samo prymitywnej jak ówczesna myśl prawnicza. Warto przypomnieć, że podczas II wojny światowej hitlerowskie władze okupacyjne stosowały odpowiedzialność zbiorową w postaci akcji pacyfikacyjnych oraz innych aktów przemocy nad zniewoloną ludnością. Był to nawrót do pierwotnych i prymitywnych rozwiązań, którym hitlerowcy nadali barbarzyńską formę.

Poznawanie trwa i trwa

Dawna odpowiedzialność karna była nie tylko zbiorowa, jeśli sprawca nie został wykryty, ale także niezależna od tego, co dziś nazywamy winą. Decydujące znaczenie miał wywołany skutek ujemny, a więc np. śmierć człowieka. Każdy, kto taki skutek spowodował, podlegał karze. Wyrazem takiego podejścia do sprawy była zasada, że „skutek oskarża".

Nowożytne prawo karne opiera się na dwóch filarach. Jednym z nich jest zasada indywidualizmu, według której odpowiada się tylko za własne czyny. Drugim jest zasada subiektywizmu, według której dla bytu przestępstwa konieczna jest nie tylko strona obiektywna, ale także subiektywna. Z subiektywną stroną przestępstwa wiąże się kwestia winy, która dotąd nie została do końca wyjaśniona. Wprawdzie w doktrynie prawa karnego istnieją różne teorie winy, ale żadna z nich nie zdobyła powszechnego uznania. Tylko jedno jest raczej pewne, a mianowicie to, że nie ma winy zbiorowej.

To, że kwestia winy dotąd nie została do końca wyjaśniona, nie powinno dziwić, jeśli się zważy, że w nauce nie ma ani ostatecznych teorii ani absolutnych prawd. W pełni adekwatne i całkowite poznanie rzeczywistości jest procesem nieskończonym. Wszak rzeczywistość ciągle się zmienia. Nauka zaś ciągle się rozwija.

W demokratycznym państwie prawnym walka z przestępczością powinna być prowadzona na podstawie i w granicach prawa karnego. Nie tylko dla zapobiegania, ale także dla zwalczania przestępczości ważna jest znajomość etiologii zła, czyli przyczyn przestępczości.

Jak każdy nasz krok

W kryminologii obowiązuje teoria wielu czynników. Według niej przestępstwo jest wynikiem współdziałania różnych czynników endogennych (wewnętrznych) i egzogennych (zewnętrznych). Wymienia się tu zwykle osobowość sprawcy, środowisko społeczne, warunki życiowe, ustrój społeczny itp.

Teoria ta mądrze brzmi, ale niczego nie wyjaśnia. To, że przestępstwo stanowi wynik współdziałania czynników wewnętrznych i zewnętrznych, jest jasne jak dwa razy dwa. Wszak każdy nasz krok, jaki świadomie robimy, nie jest niczym innym jak wynikiem współdziałania czynników wewnętrznych i zewnętrznych, czyli subiektywnych i obiektywnych. Z biologicznego zaś punktu widzenia przestępca jest – wyjąwszy naturalnie przypadki patologiczne – takim samym człowiekiem jak każdy inny.

Pytanie zasadnicze jest następujące: dlaczego w takich samych, a nawet w tych samych warunkach zewnętrznych, czyli obiektywnych, jedni ludzie popełniają przestępstwa, a inni nie? Kwestia ta jest zagadką, której nie da się tak łatwo rozwiązać, jeśli naturalnie rozwiązanie jej w ogóle jest możliwe.

W sądzie gorzej niż w szpitalu

Powszechnie wiadomo, że takie negatywne zjawiska, jak alkoholizm, narkomania oraz prostytucja, sprzyjają popełnianiu niektórych przestępstw, ale nie tu miejsce bliżej o tym pisać. Wystarczy powiedzieć, że żadnego z tych negatywnych zjawisk nie udało się usunąć z życia społecznego mimo stosowania środków profilaktycznych, leczniczych oraz wychowawczych, a w razie kolizji z prawem karnym również środków represyjnych. Dlaczego się nie udało? Odpowiedź może być chyba tylko jedna: natury ludzkiej nie da się zmienić. A może w tym stwierdzeniu zawarta jest również odpowiedź na pytanie, dlaczego przestępczość jest niezwalczalna?

Prawną podstawę walki z przestępczością stanowi obecnie u nas kodeks karny z 1997 r. Nie można o nim powiedzieć wiele dobrego. Natomiast nie da się ukryć, że jest to nieudany twór normatywny. Kodeks ten był silnie krytykowany od chwili wejścia w życie. Pod wpływem tej krytyki został już kilkadziesiąt razy znowelizowany. Były to jednak zmiany pojedynczych przepisów. Dla ścisłości należy powiedzieć, że niektóre są konsekwencją aktualnych tendencji społecznych, a zwłaszcza politycznych.

Wszystko to jednak nie załatwia sprawy. Potrzebna jest generalna nowelizacja, a raczej gruntowna przebudowa całego kodeksu karnego, o czym już kiedyś wspominałem. Ze wszech miar pożądana jest też stabilizacja prawa karnego, ale dobrego.

Na obowiązującym kodeksie karnym zaciążył nadmierny liberalizm. Jest to jego największa wada. Nadmiernie zostały zredukowane sankcje karne. Źle ujęte zasady wymiaru kary. Nie są one nastawione na wymiar kary sprawiedliwiej, co musi wywoływać zdumienie. Jedna z tych zasad nakazuje sądowi brać pod uwagę przy wymiarze kary „potrzeby w zakresie kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa". Jeżeli sędziowie nie traktują tej zasady poważnie, to nie można im się dziwić, skoro nie wiadomo, o co właściwie chodzi.

Myślą przewodnią wielu kodeksowych przepisów stała się troska o przestępców. Znacznie większa aniżeli troska o ofiary przestępstw. Konsekwencją takiego podejścia do sprawy jest m.in. nagminne stosowanie warunkowego zawieszenia wykonania kary. Taka zaś praktyka jest fatalna z punktu widzenia prewencji generalnej. Nie tylko nie odstrasza, ale wprost prowokuje potencjalnych przestępców do łamania prawa.

Źle napisany kodeks karny jest głównym – ale niejedynym – powodem obecnego poziomu orzecznictwa w sprawach karnych. Wiele zależy też od możliwości intelektualnych i kwalifikacji moralnych sędziów. Nie da się chyba zaprzeczyć, że wymiar sprawiedliwości działa jeszcze gorzej niż służba zdrowia. A jak działa służba zdrowia, o tym najlepiej wiedzą pacjenci. A przecież te dwie dziedziny życia społecznego są najważniejsze dla ludzi.

Źle napisany

Ze względu na swoje wady obowiązujący kodeks karny nie może być podstawą racjonalnej polityki karnej. Jest kiepskim narzędziem walki z przestępczością. Ale to nie jest wina wyłącznie ustawodawcy. Za nieudany kodeks karny z 1997 r. odpowiedzialni są przede wszystkim dwaj główni jego współtwórcy, czyli prof. Kazimierz Buchała i prof. Andrzej Zoll. To właśnie oni podsunęli ustawodawcy źle napisany projekt. Ustawodawca powinien był go odrzucić.

Życie uczy nas, że prowizoria i twory chybione utrzymują się czasem bardzo długo. Oby tak nie było ze wspomnianym kodeksem karnym.

Autor jest karnistą, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, w latach 2001 – 2004 był ekspertem parlamentarnym w dziedzinie prawa karnego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA